
Image licensed by Ingram Image
Posiadanie przez nas paragonu nie jest konieczne (aczkolwiek bardzo przydatne), jeśli chcemy wnieść reklamację lub dokonać zwrotu towaru, a odmowa uznania reklamacji przez sprzedawcę bez paragonu jest sprzeczna z prawem. W rejestrze klauzul niedozwolonych, prowadzonym przez UOKIK, znajdujemy między innymi następującą: do reklamowanego lub zwracanego produktu konieczne jest dołączenie paragonu.
Wpisanie klauzuli do rejestru powoduje, że niedozwolone jest posługiwanie się takim argumentem przez wszystkich sprzedawców. Przedsiębiorcy nie mogą powoływać się podobne zapisy w procesie reklamacji.
Reklamacji można więc dochodzić także bez paragonu. Posiadanie paragonu ułatwia ustalenie daty transakcji, ale za dowód może nam posłużyć wyciąg z rachunku bankowego, potwierdzenie przelewu lub świadkowie zakupu.
Konsekwencje dla przedsiębiorcy
Posługiwanie się klauzulą niedozwoloną stanowi praktykę naruszającą zbiorowe interesy konsumentów. W takim przypadku prezes UOKiK może – w drodze decyzji – nałożyć na przedsiębiorcę karę pieniężną. Wysokość kary nie może być większa niż 10% przychodu osiągniętego w roku rozliczeniowym poprzedzającym rok nałożenia kary. Przykładowo: jeżeli w poprzednim roku przedsiębiorca osiągnął przychód 200 tys. złotych, to kara może wynieść najwyżej 20 tys. złotych.
Co ważne, karę tę można nałożyć także wówczas, gdy stosowanie praktyki naruszającej zbiorowe interesy konsumentów miało charakter nieumyślny. Uznanie reklamacji bez paragonu może się niekiedy okazać o wiele mniej kosztowne niż odmowa takiego prawa konsumentom. Niezadowolony klient może zgłosić przedsiębiorcę do lokalnego rzecznika praw konsumenta.
Szymon Kłyho
Bankier.pl






















































