Znany giełdowy spekulant Rafał Zaorski zamknął swoje pozycje na kontraktach opartych o indeks WIG20. Tym razem zakład o wzrost benchmarku przyniósł kilkumilionową stratę. „Zamknąłem, bo nie wiedziałem, pod co rynek grał, teraz już chyba wiem” - mówi w rozmowie z Bankier.pl.


Rafał Zaorski buduje wokół siebie coraz większą społeczność, która śledzi jego spekulacyjne poczynania na rynkach finansowych. W tym roku zasłynął z kilku udanych zagrań, które pozwoliły mu zrealizować kilkudziesiąciomilionowe zyski. Udana inwestycja pod scenariusz załamania Luny i TerraUSD pozwoliła mu pobić swój nominalny rekord zysku z zajętej pozycji.
Głośno o Zaorskim było także poza mediami branżowymi, ponieważ część zarobionych pieniędzy zainwestował w rynek nieruchomości i to od razu kupując najdroższy apartament w Polsce. Echem w mediach społecznościowych odbił się konflikt z innym inwestycyjnym influencerem Cezarym Głuchem, który znany jest jako Trader21. W tym kontekście, a także szeroko opisując podejście do sprzedaży szkoleń, pojawiła się na łamach Bankiera seria wywiadów zatytułowanych „Zaorski odpowiada Traderowi21”.
Pierwsza połowa roku niewątpliwie należała do Zaorskiego, któremu lawinowo przybywało zwolenników i osób obserwujących. Tych drugich na Twitterze, chyba najczęściej używanym przez inwestorów medium społecznościowym, jest blisko 173 tys. Poza tym często organizuje spotkania live na Zoomie, gdzie zainteresowane osoby wymieniają się uwagami i pomysłami inwestycyjnymi.
Na jednej z takich sesji Rafał Zaorski odpowiedział na pytanie dotyczące budowanej przez niego od maja pozycji na kontraktach terminowych opartych o WIG20. W scenariuszu, o którym spekulował w mediach społecznościowych, przewidywał powrót indeksu ponad poziom 2000 pkt.
W pierwszym zakładanym terminie w serii kontraktów wygasających w czerwcu jego realizacja się nie ziściła, dlatego pozycję zrolował i przesunął na serię wrześniową. O tym, jak radził sobie WIG20 w ostatnich miesiącach, wszyscy wiedzą. Dość powiedzieć, że i w sierpniu, i we wrześniu zasłużył według Bloomberga na miano najgorszego indeksu giełdowego na świecie, a poziomy osiągane na wykresie punktowym przywoływały raczej historyczne wydarzenia niż daty z futurystycznych powieści.
Zrealizował milionową stratę
Jak przekazali nam czytelnicy, Rafał Zaorski przyznał na spotkaniu z 7 października prowadzonym w sieci, że zamknął całość swojej pozycji na kontraktach terminowych i zaksięgował stratę rzędu ok. 5 mln zł. Według informacji przez niego przekazanych wynika, że transakcji dokonywał 14 lipca przy poziomach nieco poniżej 1600 pkt. dotyczących ostatnich zamykanych pozycji.
„Rafał Zaorski, mimo że kreuje się na transparentnego, to bardzo niechętnie chwali się porażkami. Na jego mediach społecznościowych nie znajdziemy informacji o tej gigantycznej stracie. Również media informują wyłącznie o dobrych zagraniach Zaorskiego, co ma swoje negatywne konsekwencje” – napisał pan Paweł w e-mailu do redakcji.
W serwisie YouTube dostępny jest także zapis spotkania na Zoomie z 7 października, w którym pada stwierdzenie: „Musiałem na stracie zamknąć. Ostatni zamykałem 14.07 po 1596” – powiedział spekulant. Autentyczność nagrania i informacje potwierdził sam Rafał Zaorski w rozmowie z Bankier.pl.
„To prawda, nie mówiłem tego oficjalnie do tej pory, bo za bardzo się wystawiłem na widok. Miałem bardzo dużą pozycję procentową w LOP-ie” – powiedział Zaorski. Więcej o derywatach pisałem w artykule "Kontrakty na WIG20 hitem inwestorów".
„Widziałem, że obserwują, co robię” – dodał, nawiązując do swoich słów o zagranicznych bankach inwestycyjnych, do których w kontrze budował pozycję na kontraktach terminowych dotyczących indeksu największych polskich spółek.
Zapytany o swoje obecne przewidywania co do kierunku na WIG20, powiedział, że czeka na koniec roku, a co do indeksu będzie dalej polował na wzrosty tylko z niższych poziomów.
„Zamknąłem (poprzednią pozycję, przyp. red.) bo nie wiedziałem, pod co rynek grał. Teraz chyba wiem. Grał pod podatek (od nadzwyczajnych zysków, przyp red.). Stawiałem, że rząd będzie potrzebował pieniędzy i wykorzysta spółki dywidendowe do ich pozyskania, a przy okazji zyskają inni akcjonariusze. Niestety wpadli na lepszy pomysł”.
„Nie mam pretensji. Widziałem, że rynek nie realizuje tego i wyszedłem, zamykając w jeden dzień wszystkie pozycje, chociaż to było trudne ze względu na jej wielkość.”
Dlaczego dopiero po blisko trzech miesiącach przyznał się do zakończenia tamtej spekulacji? Wskazał na zbyt dużą liczbę ludzi, którzy patrzyli na jego otwarte pozycje, przez co stawał się „łatwym kąskiem”.
„Stwierdziłem po moich doświadczeniach na rynku polskim, że nie będę informował o moich ruchach, bo to jest dodatkowe utrudnienie dla mnie” – stwierdził. Dodał, że ma wątpliwości co do szczelności informacji o dużych pozycjach, które mają w swoim posiadaniu biura maklerskie.
„Dla mnie to jest doświadczenie. Drogie, ale cenne” – powiedział w kontekście zamkniętych pozycji i swoich przemyśleń dotyczących firm inwestcyjnych. „Będę polował na dobre ceny na WIG20, bo nadal wierzę w polską gospodarkę, ale nie przewidziałem ruchu Jacka Sasina".
Warto pamiętać, że nie ma inwestorów, którzy ciągle wygrywają na rynku. Straty są naturalną rzeczą, zwłaszcza przy spekulacyjnym charakterze inwestycji. Ważne, żeby wszyscy naśladujący ruchy innych zdawali sobie sprawę z ryzyka, które podejmują, i czy jest ono adekwatne do ich odporności na potencjalne straty. Może się zdarzyć, tak jak w przypadku Zaorskiego, że trzeba będzie je ostatecznie zrealizować.



























































