Kontrola przeprowadzona przez Inspekcję Jakości Handlowej Artykułów Rolno-Spożywczych ujawniła liczne nieprawidłowości w sprzedaży miodu. Stwierdzono uchybienia w zakresie znakowania, składu oraz jakości produktów. Problemy dotyczyły prawie 41 proc. skontrolowanych podmiotów - czytamy w finanse.wp.pl


IJHARS opublikowała wyniki ostatniej kontroli miodów, która objęła zarówno etap produkcji, jak i sprzedaż detaliczną. W sumie skontrolowano 98 podmiotów wprowadzających miód do obrotu - 51 producentów oraz 47 sklepów.
Pod lupę wzięto miody odmianowe, wielokwiatowe oraz mieszanki miodów o różnym pochodzeniu, w tym produkty importowane. W 40,8 proc. skontrolowanych podmiotów stwierdzono nieprawidłowości dotyczące jakości, składu lub znakowania miodów.
Najgorzej z oznakowaniami miodów
Inspektorzy zwrócili uwagę na informacje na etykietach, które mogły wprowadzać konsumentów w błąd. Pojawiały się tam dobrowolne hasła podkreślające rzekome wyjątkowe właściwości miodu, np. "naturalny", a czasem nawet stwierdzenia sugerujące, że produkt może zapobiegać chorobom lub je leczyć.
Problem dotyczył też nazw miodów stosowanych w sprzedaży. Inspektorzy zakwestionowali określenia takie jak "miód wielokwiatowy mniszkowo-rzepakowy" czy "miód wielokwiatowo-rzepakowy", które wprowadzają konsumenta w błąd, sugerując konkretną odmianę, co w przypadku miodów wielokwiatowych jest niezgodne z przepisami.
Ogólnie nieprawidłowości stwierdzono w niemal jednej trzeciej partii miodu. Na etykietach często brakowało podstawowych danych, takich jak kraj pochodzenia produktu czy data minimalnej trwałości, a lista uchybień była znacznie dłuższa.
Miód miał być z Polski, nie był
W niektórych przypadkach przy miodach konwencjonalnych używano określenia "eko" - zarówno w nazwie produktu, jak i w identyfikacji wizualnej firmy czy w adresie strony internetowej. Takie oznaczenia mogły sugerować konsumentom, że produkt pochodzi z produkcji ekologicznej, choć w rzeczywistości nie było to potwierdzone.
Badania pyłkowe ujawniły nieprawidłowości w około jednej piątej przebadanych partii miodu. W wielu sytuacjach odmiana wskazana na etykiecie nie pokrywała się z wynikami analizy mikroskopowej. Dotyczyło to miodów lipowych i akacjowych, a także pojedynczych partii miodów chabrowych, fasolowych i nostrzykowych.
W jednym przypadku, mimo że na etykiecie podano Polskę jako kraj pochodzenia, analiza wykazała obecność pyłków roślin typowych dla innych stref klimatycznych. Oznaczało to, że deklarowane pochodzenie produktu nie odpowiadało rzeczywistości.
Miód miał dziwny smak "landrynek"
Nieprawidłowości dotyczące parametrów fizykochemicznych oraz cech organoleptycznych stwierdzono w około 4 proc. przebadanych próbek miodu. Badania wykazały m.in. nieprawidłowy poziom HMF oraz obniżoną liczbę diastazową, co może sugerować nadmierne podgrzewanie miodu lub jego niewłaściwe przechowywanie. W jednym przypadku wykryto obecność dekstryn skrobiowych, co jednoznacznie wskazuje na fałszowanie produktu.
Ocena sensoryczna wykazała także miody o nietypowym, "landrynkowym" smaku oraz produkty noszące ślady fermentacji. Te obserwacje potwierdziły się w badaniach mikroskopowych.
Wobec podmiotów odpowiedzialnych za te nieprawidłowości zastosowano sankcje przewidziane obowiązującymi przepisami prawa - czytamy dalej w finanase.wp.pl
oprac. WM
























































