

Rosjanie też mają swoją rację stanu. W ich interesie jest zwiększanie wpływu i kontrola polityczna na Ukrainie. Polskie i rosyjskie intencje ścierały się na tym obszarze od wieków. Rzeczywiście, Polacy w pewnym sensie marzą o powrocie do dawnej potęgi, ale raczej nie ma ona terytorialnego charakteru.
Bardziej zależy nam na gospodarczym i politycznym przewodnictwie niż tworzeniu federacji państw z Polską jako liderem. Na to nie ma najmniejszych szans - nie jesteśmy aż tak bogaci oraz nie mamy silnej armii. Dopóki te dwa warunki nie będą spełnione, dopóty obawy wygłaszane przez rosyjskich dziennikarzy będą miały charakter tylko propagandowy.
W rosyjskich mediach separatyści przedstawiani są jako bojownicy o wolność, którzy żądają prawa do samostanowienia - w tym wypadku powrotu na łono Federacji Rosyjskiej. Z uwagi na uprzemysłowienie i wymianę handlową tego regionu z Rosją z punktu widzenia ekonomicznego - jest to korzystne dla Putina i separatystów.
Zachód Ukrainy, po takim podziale, byłby jednym z najbiedniejszych państw w Europie i na świecie. Integralność Ukrainy jest zgodna z polską racją stanu, bo dla nas jest to jeden z większych i jeszcze nie zagospodarowanych rynków zbytu, na którym coraz lepiej sobie radziliśmy. Ukraina to także nasze zaplecze kadrowe na przyszłość. Z kolei nie możemy zapominać, że jesteśmy wręcz w strategiczny sposób uzależnieni od potęgi surowcowej Rosji. To bardzo trudna sytuacja dla całej Europy i na ten moment nie ma chyba lepszej opcji niż powrót do statusu quo, który funkcjonował jeszcze przed Majdanem.

























































