Raport "The Economist" ciekawy, ale nie ma w nim nic nadzwyczajnego. W PRL-u pisano (na zlecenie, bez zlecenia zresztą też), że jesteśmy 10. potęgą gospodarczą świata. W II Rzeczypospolitej hołdowano niebywałym sukcesom polskiego przemysłu, a także sile polskiej armii.
Jak to czcze gadanie się skończyło, każdy wie. Za czasów Jagiellonów Polska nie istniała jako państwo narodowe. To jeszcze za wcześnie. Przeciętnego chłopa, a nawet pospolitego prostego szlachcica średnio interesowało pod czyim panowaniem żyje. Kwestia niepodległości była rozumiana całkowicie inaczej niż obecnie.
Pierwsze oficjalne statystyki zaczęto zbierać dopiero w drugiej połowie XIX wieku i to też nie wszędzie. Wcześniejsze opracowania tworzone są na podstawie nieregularnych spisów powszechnych oraz raportów urzędniczych (o ile istniały) dotyczących np. ściągalności podatków, które nierzadko były fałszowane. Ich opracowaniem i rzetelną analizą zajmują się historycy, którzy zawsze zastrzegają, że z uwagi na metodę nie można dokładnie przyrównywać obecnych wyników z szacunkami dotyczącymi zamierzchłej przeszłości.
Trzeba bardzo uważać na tego typu opracowania, bo jeśli badacz jest świetnie opłacanym megalomanem, to może się nawet okazać, że istnieją dowody na to, że Kolumb był Polakiem.
W zależności od przyjętej metodologii można dojść do konkluzji, że np. Włochy obecnie są w regresji w stosunku do osiągnięć z czasów Cesarstwa Rzymskiego, które było zupełnie innym państwem, zamieszkanym przez zupełnie innych ludzi i gdzie gospodarka była oparta na niewolniczej pracy ludów podbitych.
Z kolei Niemcy największy wpływ polityczny miały za czasów Adolfa Hitlera, kiedy wojowali z całym światem. A może za czasów Karola Wielkiego - wszak jego stolica mieściła się w Akwizgranie (Aachen). Dalej - Francja za Napoleona rządziła Europą, a wikingowie odkryli Amerykę.
Wpływ polityczny trudno jednoznacznie ocenić - to, że np. rodzina Habsburgów rządziła prawie całą Europą wcale nie oznacza, że wszyscy Habsburgowie mówili po niemiecku, nie kłócili się lub nie prowadzili ze sobą wojen.
O kruchej potędze dynastii Jagiellonów świadczy fakt, że po śmierci Zygmunta Augusta w zasadzie dynastia wygasła. W 1573 roku rozpoczął się okres wolnych elekcji, a polska "jaśnie oświecona" szlachta zaprosiła na tron Francuza - Henryka Walezego, który w pewnym sensie przerażony tym co zastał w Krakowie (w tym żoną) uciekł, gdy tylko nadarzyła się pierwsza okazja (paląc przy tym mosty).
Rodzina Jagiellonów przez ok. 200 lat rozdawała karty w regionie - jej członkowie zasiadali na tronach nie tylko Polski, ale także Czech i Węgier (nie wspominając o Litwie). I rzeczywiście potęga polityczna ich włości była w tym okresie znaczna, ale jakość życia przeciętnych mieszkańców tych terenów (chłopów, pół-niewolników, a na pewno nie obywateli, bo ci posiadają prawa polityczne) była tragiczna.
Zatem całość można sprowadzić do konkluzji, że w istocie za Jagiellonów klasie politycznej i rządzącej było bardzo dobrze. Jeśli obecna władza twierdzi, że obecnie jest lepiej niż wtedy, to wnioski mogą być zaskakująco niekorzystne dla zleceniodawców tego badania - czyżby obecnie sprawującym władze żyło się jeszcze lepiej niż Jagiellonom? Cnota skarb wieczny, cnota klejnot drogi - pisał Jan Kochanowski żyjący właśnie za czasów Zygmunta Starego.
Łukasz PIechowiak



























































