To nie było trudne do przewidzenia. Obserwując galopadę cen na stacjach paliw, Polacy dokonali znaczącej rewizji swych oczekiwań względem przyszłej inflacji. Marzec 2026 przyniósł największy od 4 lat wzrost gusowskiego wskaźnika oczekiwań inflacyjnych gospodarstw domowych.


Marcowe badanie koniunktury konsumenckiej wskazało na pogorszenie nastrojów gospodarstw domowych oraz skokowy wzrost oczekiwań inflacyjnych wśród ankietowanych Polaków. Spośród składowych wskaźnika najbardziej pogorszyły się oceny przyszłej oraz obecnej sytuacji ekonomicznej kraju (spadki odpowiednio o 10,2 p. proc. i 2,8 p. proc.). Niższe wartości osiągnęły również oceny przyszłej sytuacji finansowej gospodarstwa domowego oraz obecnej możliwości dokonywania ważnych zakupów (spadki odpowiednio o 2,1 p. proc. i 1,6 p. proc.).
Wyprzedzający wskaźnik ufności konsumenckiej (WWUK) w marcu obniżył się o 2,5 pkt i przyjmując wartość -9,5 pkt wyznaczył najniższą wynik od blisko roku. W przypadku WWUK-a poprawy nie obserwowaliśmy już od września ubiegłego roku, kiedy to osiągnął on najwyższy odczyt od stycznia 2024 roku i drugi najwyższy wynik po marcu 2020 roku. Natomiast bieżący wskaźnik ufności konsumenckiej (BWUK) odnotował spadek z -9,1 pkt do -12,1 pkt i znalazł się najniżej od lipca ubiegłego roku.
Zarówno BWUK, jak i WWUK mogą przyjąć wartość od -100 pkt do 100 pkt. Odczyty ujemne świadczą o liczbowej przewadze respondentów negatywnie oceniających sytuację finansową swojego gospodarstwa domowego, jak i kondycję ekonomiczną kraju. Przy czym wartości dodatnie obu wskaźników obserwowaliśmy jedynie w latach 2017-2019. Najnowsze badanie przeprowadzono w dniach 2-11 marca na próbie 1363 konsumentów.
Wysoka inflacja wraca do jadłospisu
Znacznie istotniejszy jest jednak skokowy wzrost subindeksu oczekiwań inflacyjnych. Gusowski wskaźnik oczekiwań inflacyjnych w marcu wzrósł aż o 13,5 pkt. Po raz ostatni tak silny (i do dziś rekordowo wysoki) wzrost odnotowano równo cztery lata temu – w marcu 2022 roku. W obu przypadkach głównymi winowajcami były ceny paliw, które w ostatnich kilku tygodniach podniosły się średnio o 15-30%. Tak teraz, jak i po rosyjskiej agresji na Ukrainę zobaczyliśmy ceny oleju napędowego na niektórych stacjach podchodzące pod 8 zł/l.
Jest jednak jedna zasadnicza różnica. Na początku 2022 roku gusowski wskaźnik oczekiwań inflacyjnych konsumentów był notowany blisko najwyższych poziomów w historii tych badań. Natomiast w lutym 2026 roku wyznaczył on drugi najniższy poziom po marcu 2024 roku. Zatem jeszcze miesiąc temu miernik ten był zbieżny z wartościami inflacji konsumenckiej rzędu 2-3% - czyli z grubsza rzec biorą celu inflacyjnego Narodowego Banku Polskiego.
To już jednak historia. Marcowy odczyt CPI zapewne ujawni inflację rzędu 3% lub nawet wyższą. Natomiast skala wzrostu oczekiwań inflacyjnych konsumentów byłaby zbieżna z odczytami inflacji CPI zbliżonymi nawet do 5%. To poważne wyzwanie dla monetarnych decydentów, którzy na początku marca zdecydowali się na kolejną obniżkę stóp procentowych, ignorując inflacyjne konsekwencje szoku paliwowego.
W marcowym badaniu 76,7% ankietowanych stoi na stanowisku, że w kolejnych 12 miesiącach nastąpi wzrost cen. To najwyższy wynik od roku. Uwagę zwraca zwłaszcza skokowy przyrost frakcji respondentów (+12,2 pkt proc.) oczekujących szybszego wzrostu cen. Nadal jednak blisko połowa badanych zakłada, że ceny będą rosły w podobnym tempie co w poprzednich miesiącach. Wciąż aż 14,1% (spadek o 5,3 pkt proc.) wierzy we wzrost cen na mniej więcej takim samym poziomie.
Warto przy tym wziąć poprawkę na fakt, że metodyka sporządzania GUS-owskiego wskaźnika oczekiwań inflacyjnych obarczona jest sporą wadą. A to dlatego, że przy jego obliczaniu pomijani są respondenci, którzy spodziewają się wolniejszego wzrostu cen. A przecież oni także spodziewają się inflacji, tyle że niższej od obecnej. Są to więc ludzie, którzy jak najbardziej prezentują oczekiwania inflacyjne, ale ich odpowiedzi zostały pominięte.

























































