Drugi tydzień marca przyniósł kontynuację drastycznych podwyżek cen paliw w Polsce. Za olej napędowy trzeba zapłacić już grubo powyżej 7 zł/l i najwięcej od lutego 2023 roku. Z kolei ceny benzyny zawędrowały najwyżej od blisko dwóch lat.


W drugim tygodniu marca litr oleju napędowego na polskich stacjach kosztował średnio 7,64 zł i był o 65 gr/l droższy niż przed tygodniem – wynika z danych BM Reflex. To najwyższa średnia cena detaliczna tego paliwa od przeszło trzech lat. Tylko od początku marca ON podrożał o 1,66 zł/l. To największa skala podwyżek od marca ’22, gdy Rosja napadła na Ukrainę.
Benzynę bezołowiową 95 tankowano średnio po 6,53 zł/l, a więc o 28 gr/l drożej niż przed tygodniem i najdrożej od maja 2024 roku. W przypadku Pb95 od izraelsko-amerykańskiej napaści na Iran średnia cena wzrosła o 80 gr/l. Autogaz tankowano przeciętnie po 3,17 zł/l, a więc o 20 groszy drożej niż przed tygodniem. Oraz najdrożej od roku.
Niektóre stacje rozpoczęły akcje promocyjne - paliwo można kupić trochę taniej po spełnieniu warunków.
W ten sposób szok paliwowy na polskich stacjach stał się faktem. Jest on pochodną skokowego wzrostu globalnego notowań ropy naftowej oraz gotowych paliw będących następstwem wojny z Iranem i blokady przez ten kraj Cieśniny Ormuz, przez którą aż do marca przepływała co piąta wydobyta na świecie baryłka ropy.
W rezultacie drastycznie podrożały także gotowe paliwa. W piątek przed południem galon benzyny na nowojorskiej giełdzie kosztował 2,95 USD, podczas gdy jeszcze miesiąc temu ceny nie przekraczały 2 USD/galon. Z kolei tona oleju napędowego w Londynie była wyceniana na przeszło 1100 USD. To wprawdzie mniej niż jeszcze w poniedziałek (prawie 1300 USD/t), lecz wciąż o połowę więcej niż pod koniec lutego.
Ceny w rafineriach znów ruszyły w górę
Na szok naftowy nałożyło się osłabienie złotego i umocnienie dolara amerykańskiego. A ponieważ światowy handel paliwami rozliczany jest w dolarach, to wzrost kursu USD/PLN niemal automatycznie przekłada się na wyższe ceny w krajowych rafineriach. I to od razu widać w cennikach.
13 marca Orlen oferował benzynę Eurouper 95 po 5401 zł/m3, co po doliczeniu 23% VAT (akcyza, opłata paliwowa i inne parapodatki są już wliczone w ceny hurtowe) daje 6,64 zł/l. Czyli o 11 gr/l powyżej średniej ceny detalicznej z tego tygodnia. Oznacza to, że na większości stacji benzyna w najbliższych dniach powinna jeszcze podrożeć.
To samo dotyczy oleju napędowego. Nawet jeśli stacje Orlenu zrezygnowałyby na jakiś czas z marży detalicznej, to w tej chwili większość dystrybutorów sprzedaje to paliwo ze stratą. W piątkowym cenniku płockiego koncernu olej napędowy Ekodiesel kosztował 6399 zł/m3, co po ovatowaniu daje ok. 7,87 zł/l. Przy standardowej marży detalicznej (rzędu 20-25 gr/l) implikowałoby to wzrost cen na stacjach do poziomu przeszło 8 zł/l. Do tego być może nie dojdzie, ale dalsze podwyżki rzędu 20-30 gr/l są jak najbardziej prawdopodobne.
Jedynym sposobem na zahamowanie wzrostu cen paliw w Polsce byłoby trwale lub tymczasowe obniżenie stawek podatków. Pamiętajmy, że z każdego zakupionego litra benzyny bądź oleju napędowego ponad 50% trafia w ręce państwa. Bez haraczu na rzecz rządu nawet przy bardzo wysokich cenach giełdowych moglibyśmy tankować benzynę Pb95 po ok. 3,35 zł/l, olej napędowy po ok. 4,50 zł/l, zaś autogaz mógłby kosztować ok. 2,20 zł/l. Różnica między stawkami na pylonach a powyższymi kwotami pozostaje na lepkich palcach fiskusa.
























































