Symptomatyczne, że poza przełamaniem trzymiesięcznego wzrostowego trendu, kolejne dołki i szczyty na wykresie rysowane są coraz niżej. W tej chwili wydaje się, że najważniejsze wsparcie znajduje się na poziomie 2 200 pkt. (lutowy dołek). Jego naruszenie mogłoby oznaczać faktyczną zmianę trendu długoterminowego.
Kłóci się to ze wskaźnikami rynkowymi, które dzięki ożywieniu w gospodarce i giełdowej przecenie są na relatywnie atrakcyjnych poziomach. Majowy C/Z dla całego rynku wynosi 15,61. Miesiąc wcześniej było to 21, a w maju ubiegłego roku 24,13. W październiku i listopadzie ubiegłego roku, gdy WIG20 znajdował się na poziomach identycznych z obecnymi, rynkowy C/Z dochodził do 50!
Rzecz w tym, że giełda dyskontuje przyszłość, a w wycenach giełdowych spółek coraz wyraźniej odbija się ryzyko drugiej fali kryzysu. Tym razem uwaga skupiona jest na Eurolandzie, gdzie karty zostały odkryte i okazało się, że wszyscy siedzący przy stoliku są bankrutami. Nie to jednak przeraziło rynki, bo bankrutami jest dziś większość dużych gospodarek z USA na czele - mimo że pisze się o tym głównie w serwisach specjalistycznych, jest to wiedza dość powszechna. To co zaciążyło na europejskich giełdach i walucie to kryzys zaufania i wiarygodności całej strefy.
Wizerunek tego politycznego eksperymentu został dotkliwie nadszarpnięty, a to w ekonomii opartej na zaufaniu, ma takie samo znaczenie jak realne przepływy pieniężne. Skaza na wizerunku euro i państw Eurolandu jest tak poważna, że przekłada się na realny spadek zaufania, co z kolei pociąga za sobą rosnące koszty obsługi kolosalnego zadłużenia i w rezultacie je zwiększa. Taki fiskalny impas jest wiatrem w żagle krótkiej strony rynku, która stara się zarabiać na strachu.
Z kryzysu, bardziej lub mniej poobijana, strefa euro się podniesie, a wraz z nią poziom giełdowych indeksów. Jednak zanim to nastąpi gospodarka i rynki muszą zapłacić za błędną - socjalną ścieżkę rozwoju gospodarczego na kredyt. Jak duży, mierzony m.in. w giełdowych punktach rachunek to będzie, czas pokaże.
Tymczasem w samym tylko maju WIG20 stracił 4,46 proc. Najbardziej potaniały małe spółki z sWIG80, bo aż o 6,35 proc. Pod względem sektorowym najwięcej straciły spółki budowlane (6,07 proc.). Banki, na których odbywała się jedna czwarta całego giełdowego obrotu w maju, straciły niecałe 2 proc. Relatywnie najlepiej zachowywały się spółki z sektora spożywczego, które zanotowały symboliczny 0,15 proc. spadek. Wszystko to odbywało się przy bardzo dużych obrotach, prawie 45,5 mld zł w maju w stosunku do niecałych 31 mld w kwietniu.
Jarosław Ryba
Bankier.pl


























































