Żadna z nowoczesnych gałęzi gospodarki nie może w pełni uniezależnić się od ropy naftowej. Tymczasem złoża tego paliwa nieustannie się kurczą. Źródło siły nowożytnej gospodarki, w której żyłach płynie ropa naftowa nie wyschnie w przeciągu najbliższych kilkudziesięciu lat. Nie ulega jednak wątpliwości, że zasoby, z których będą korzystać nasze wnuki, będą nieporównywalnie mniejsze od dostępnych nam obecnie. Z tym procesem wiąże się nierozerwalnie pojęcie peak oil.
Peak oil to moment w historii ludzkości, w którym wydobycie ropy naftowej osiągnie swój maksymalny możliwy pułap. Gdy miniemy ten punkt na osi czasu, produkcja ropy będzie już tylko spadać. Co więcej, wydobycie każdej następnej baryłki będzie coraz bardziej energo i kapitałochłonne. Nieustanny wzrost zapotrzebowania generowany przez gospodarkę światową, będzie musiał zderzyć się ze zmniejszającą się podażą surowca. Może to doprowadzić do dramatycznego wzrostu cen, rozwarstwienia się popytu i podaży, a w konsekwencji do globalnego kryzysu ekonomicznego.
|
Model szczytu wydobycia został po raz pierwszy zaprezentowany w 1956 roku przez Mariona Kinga Huberta, amerykańskiego geofizyka pracującego dla koncernu Shell. Według badań tego naukowca szczyt wydobycia ropy w Stanach Zjednoczonych miał przypaść na lata 1965 - 1970, a szczyt produkcji światowej nastąpić miał w 2000 roku. Amerykańskie wydobycie faktycznie osiągnęło szczyt w latach 1970-1971 i od tego czasu spada. Rok 2000 nie okazał się jednak punktem zwrotnym w dziejach świata. Jak tłumaczą obrońcy teorii amerykańskiego badacza, wynika to z faktu, iż teoria nie uwzględniała czynników politycznych mogących wpływać na jej długofalowe prognozy.
Trudno ocenić jak blisko szczytu wydobycia jesteśmy i czy już go osiągnęliśmy. Stwierdzić jednoznacznie, że mamy go już za sobą będzie można najprawdopodobniej dopiero w 6 do 8 lat po nim. Jednak coraz częściej pojawiają się opinie badaczy, którzy twierdzą, że szczyt wydobycia ropy, to już przeszłość, a niedługo odzwierciedlenie tego faktu wszyscy zobaczymy na wykresach cen paliw. Zdaniem Energy Information Administration peak oil miał miejsce w maju 2005 roku, jednak jego skutki nie staną się odczuwalne natychmiast, ponieważ „szczyt jest płaski”.
Mijające dziesięciolecie upływa pod znakiem drożejącej ropy naftowej. Wydaje się, że ceny paliw są już tak wyśrubowane, że lada moment czeka nas przecena. Wyraźnych oznak odwrócenia trendu na razie jednak nie widać. Wspomniana wcześniej EIA, która ma najszerszy dostęp do danych dotyczących rynku ropy, w swoich prognozach zakłada, że cena surowca w nadchodzącym roku nieznacznie spadnie, kształtując się średnio na poziomie 80 dolarów za baryłkę.
Dla odbiorców surowca taka prognoza w żadnym wypadku nie może być uznana za optymistyczną, zwłaszcza że jeszcze na początku bieżącego roku cena za baryłkę kształtowała się poniżej 60 dolarów, co już wtedy uznawane było za wysoki poziom. Tymczasem jak pokazuje praktyka, prognozy wydawane przez EIA nie dają żadnej gwarancji. Najlepiej widać to na przykładzie ubiegłorocznej prognozy, która zakładała stabilizację cen ropy ze średnią nieco powyżej 60 dolarów za baryłkę. Tymczasem na koniec roku cena jednej baryłki na światowych giełdach nie schodziła poniżej 90 dolarów, a jeszcze niedawno przekroczyła psychologiczną granicę 100 dolarów.
Więcej o mozliwościach zarobku na drożejącej ropie w komentarzu Krzysztofa Kolany, analityka Bankier.pl. |
Część ekonomistów upatruje nadziei w przynajmniej korekcyjnym wzroście wartości dolara w 2008 roku. Bardzo wiele zależy tu od polityki monetarnej Rady Amerykańskiej Rezerwy Federalnej. Kolejne obniżki stóp procentowych i dalsze pompowanie taniego pieniądza na rynek miałyby zostać powstrzymane przez groźbę nadmiernego wzrostu inflacji, a spadająca dynamika wzrostu największej na świecie gospodarki, miałaby odcisnąć się na spadku zapotrzebowania na ropę w Stanach.
Tymczasem powrót cen ropy do wartości, do których przyzwyczaił nas rynek przez ostatnie dziesięciolecia nie oddala scenariusza, który niechybnie musi nastąpić. Coraz bardziej energochłonne gospodarki i coraz mniej wydajne pola naftowe muszą w przyszłości skutkować dalszymi wzrostami cen paliw kopalnych. Kończy się era taniej ropy naftowej.
Spośród największych producentów ropy naftowej na świecie 54 na 65 państw przekroczyło już, lub właśnie przekracza swój szczyt wydobycia. Nowe złoża ropy naftowej odkrywane są coraz rzadziej i w coraz mniejszej skali. Na każdych sześć zużytych baryłek przypada jedna odkryta, a proporcja ta pogarsza się z każdym rokiem. Arabia Saudyjska latem 2005 roku oficjalnie przyznała, że nie jest w stanie zwiększyć wydobycia ropy naftowej, aby zniwelować straty platform w Zatoce Meksykańskiej po przejściu huraganu Karina. Również Wenezuela przyznaje oficjalnie, że więcej produkować nie może.
Wiążący się ze zjawiskiem peak oil oczekiwany wzrost cen ropy naftowej, może zdestabilizować rynki akcji, walutowe i towarowe, a także zachwiać większością gospodarek na świecie. Paliwa są składnikiem cen większości dóbr. Bezpośrednio i pośrednio wchodzą w skład koszyka inflacyjnego. Symptomy ewentualnego kryzysu będzie można zobaczyć równie szybko na stacjach benzynowych, co we wskaźnikach makroekonomicznych.
Jarosław Ryba

































































