Takie rozwiązanie przewiduje nowa unijna dyrektywa tytoniowa (Dyrektywa 2001/37/WE). Zgodnie z nią wprowadzony zostanie:
- zakaz ekspozycji w punkcie sprzedaży (RDB - Retail Display Ban), innymi słowy ukrycie wyrobów tytoniowych w sklepie w taki sposób by były one niewidoczne dla kupujących tzw. „sprzedaż spod lady”.
- ujednolicenie wyglądu opakowań - paczki tego samego koloru (np. biała), rozmiaru i kształtu, nazwa produktu wydrukowana ujednoliconą czcionką, brak symboli i innych znaków graficznych związanych z marką oraz dodanie dużego drastycznego obrazku przedstawiającego skutki palenia np. zdjęcie zdeformowanych przez nowotwór ust palacza,
- zakaz używania określonych składników w produkcji papierosów m.in. tych odpowiedzialnych za „smak”.
Zdaniem Krajowej Izby Gospodarczej wprowadzenie nowych przepisów doprowadzi do zwiększenia nielegalnego obrotu wyrobami tytoniowymi. Powołują się przy tym na doświadczenia takich państw jak Kanada, gdzie po wprowadzeniu nowych przepisów udział papierosów pochodzących z nielegalnych źródeł wzrósł do 52%. Ponadto RDB wcale nie wpłynęło na zmniejszenie liczby palaczy, a wręcz odwrotnie – odsetek palących wzrósł o 2%.
Palenie zabija branżę
Branża tytoniowa również jest przeciwna proponowanej dyrektywie. W 2010 roku Polacy zakupili 58 mld sztuk papierosów, czyli 6% mniej niż w 2009 roku – największy wpływ na spadek miała wysoka cena spowodowana akcyzą. Papierosy w Polsce są już wystarczająco drogie – cena wzrosła na tyle, że potencjalni palacze rezygnują z zakupu paczki w obawie już nie tylko o zdrowie, ale także o finanse.
Czy rząd uratuje branżę tytoniową?
W 2003 roku liczba palaczy wynosiła 9,5 mln, teraz 8,7 mln (dane cdc.gov.pl). To wciąż bardzo dużo, ale ich liczba spada, zatem nie ma potrzeby wprowadzania tak drastycznych przepisów. Oczywiście na spadek popularności papierosów wpływ miała nie tylko cena, ale także moda na niepalenie. Na razie jest za wcześnie, by mówić o tym, czy wprowadzony w listopadzie zakaz „puszczania dymka” w lokalach również będzie miał przełożenie na mniejszą ilość palaczy, ale wszystko wskazuje na to, że tak.
Z drugiej strony pojawia się problem nałogowych palaczy, którzy nie chcą zrezygnować z palenia. W ciągu 10 lat cena paczki papierosów wzrosła ponad dwukrotnie. Duży wzrost cen papierosów negatywnie wpływa na ich budżety domowe. Coraz częściej pojawia się pogląd, że rządzącym teoretycznie bardziej zależy na ich zdrowiu, jak na tym, że mają coraz mniej pieniędzy np. na jedzenie. Paradoksalnie to właśnie „biedni” nałogowi palacze, napędzają szarą strefę. Obecnie szacuje się, że we wschodnich rejonach Polski co druga sprzedawana paczka papierosów pochodzi z przemytu – to zdaniem przedstawicieli branży tytoniowej stanowi zagrożenie zmniejszonych wpływów do budżetu państwa.
Kto się bardziej boi?
Niestety dla producentów tytoniu argumenty o zwiększającej się roli szarej strefy stanowią o wiele większe zagrożenie dla nich samych niż dla budżetu państwa. Okazuje się, że wpływy do państwowej kasy w 2010 roku były o 1 miliard złotych (ok. 16 mld zł) większe niż planowano. Z kolei z tytułu niezapłaconej akcyzy budżet traci ok. 3 mld zł rocznie (brakuje danych ile państwo traci na niezapłaconym podatku dochodowym). Branża tytoniowa traci więcej – spada sprzedaż z powodu ceny, a nałogowcy zamiast kupić produkt objęty akcyzą wybierają często dwukrotnie tańszy towar zza wschodniej granicy. Zatem producenci tracą podwójnie:
- nałogowcy uciekają do szarej strefy,
- okazjonalni lub potencjalni palacze po prostu rezygnują z zakupu.
Ochrona zdrowia obywateli
Teoretycznie zadaniem państwa socjalnego jest ochrona zdrowia obywateli. Niestety statystyka pokazuje, że propozycje zawarte w nowej unijnej dyrektywie mogą być nieskuteczne. Z drugiej strony inna statystyka pokazuje, że najskuteczniejszą formą walki z paleniem jest obejmowanie wyrobów tytoniowych coraz wyższą akcyzą. Niestety na tym mogą ucierpieć budżety domowe „biedniejszych” palaczy, którym na pomoc wychodzi szara strefa. I to właśnie z nią państwo powinno skuteczniej walczyć. Dla wielu nałogowców nie ma znaczenia, skąd biorą produkt, który zaspokaja ich potrzeby. Państwa też nie będzie to obchodzić, dopóki wpływy do budżetu wzrastają. Niestety zapomina się przy tym o kilkudziesięciu tysiącach ludzi pracujących w branży tytoniowej oraz o tym, że przemyt to jedno z ulubionych zajęć grup przestępczych.
Łukasz Piechowiak
Bankier.pl
l.piechowiak@firma.bankier.pl
Zobacz też:
» Wyższy podatek akcyzowy na wyroby tytoniowe
» Najwyższe płace w branży tytoniowej
» Fiskus narobił dymu w branży tytoniowej
» Wyższy podatek akcyzowy na wyroby tytoniowe
» Najwyższe płace w branży tytoniowej
» Fiskus narobił dymu w branży tytoniowej

























































