W ubiegłym tygodniu należąca do Grupy Lotos spółka Petrobaltic odkryła zaledwie 70 km na północ od Helu pokłady ropy liczące 110 mln bryłek surowca. To ilość wystarczająca na zapewnienie roku nieprzerwanej pracy dla PKN Orlen. Lotos liczy na kolejne odkrycia rejonach bliskich ostatniemu.
Polskimi odkryciami zainteresowali się od razu Szwedzi – tamtejsza Svenska Petroleum Exploration chce wykonać odwierty niedaleko miejsc, w których ropę odkryli Polacy. Także Finowie chcą ruszyć do boju o bałtycką ropę, a nie należy także zapominać o Rosjanach. Pierwszy miejscem starcia mogą stać się kraje nadbałtyckie, w sąsiedztwie których brzegów odkryto obiecujące działki.
W tej chwili tylko nieco ponad 20 krajów może się pochwalić samowystarczalnością jeśli chodzi o produkcje ropy. Reszta krajów, mniej lub bardziej jest uzależniona od dostaw z zewnątrz. Dlatego koncerny naftowe intensywnie poszukują nowych pokładów tego surowca.
Niemal niezbadana pod względem występowania ropy jest Afryka, w poszukiwaniach przeszkadzają tam prowadzone non stop konflikty zbrojne. Nie zapowiada to rychłego znalezienia tam nowych złóż, choć wszyscy liczą, że potencjalna ich wielkość jest bardzo duża.
Zupełnie inaczej wygląda sytuacja w Ameryce Południowej, gdzie geolodzy dosłownie szaleją, a pierwsze pozytywne efekty już widać.
Dokładnie przeczesywane są także republiki proradzieckie, takie jak Kazachstan, Turkmenistan czy Azerbejdżan. Także Syberia jest dokładnie przebadana tylko w 7%.
W Polsce na wielkie odkrycie nie ma co liczyć. Poszukiwania ropy prowadzone w latach 90-tych ubiegłego wieku nie dały rezultatów. Dlatego ekipy poszukiwawcze ruszyły na Bałtyk.
M.D.
Na podstawie: „Gazeta Wyborcza”, Dariusz Malinowski, „Nafciarze ścigają się na Morzu Bałtyckim”















