Tydzień temu kontaktowaliśmy się z PZL-Mielec w celu wyjaśnienia plotek dotyczących ewentualnych zwolnień w tej firmie. Równocześnie o zdanie pytaliśmy stronę związkową, która również nie przekazała nam żadnych istotnych informacji. Niepotwierdzone wcześniej plotki sugerowały spore zwolnienia grupowe w związku z przegranym przetargiem na dostarczenie śmigłowców dla polskiego wojska.


500 osób to dużo - zwłaszcza w Mielcu, który liczy nieco ponad 60 tysięcy mieszkańców. Stopa bezrobocia w tym mieście w marcu wynosiła 11,7%, czyli blisko średniej ogólnokrajowej. Zwolnienia w PZL Mielec bezpośrednio spowodują wzrost stopy bezrobocia w tym mieście do ponad 12,5%, koszty zasiłków dla bezrobotnych i ich późniejsza aktywizacja wyniesie co najmniej 3 mln zł. Niewykluczone, że koszty społeczne będą dużo większe.
PZL Mielec to dobra i znana spółka, która prawdopodobnie prędzej czy później uzyska jakiś kontrakt rządowy (niekoniecznie polskiego) - być może w jej przypadku warto byłoby rozważyć inny scenariusz działania. Część związkowców byłaby za dotowaniem miejsc pracy. W teorii w długim okresie jest to tańsze niż wysyłanie ludzi na bezrobocie, a gdy zachodzi taka potrzeba znów uruchamianie linii produkcyjnych i szukanie nowych pracowników.
Niewykluczone, że w czasie, gdy na zbrojenia planujemy wydać ok. 100 mld zł, chwilowa pomoc (oczywiście zwrotna), byłaby chyba najrozsądniejszym scenariuszem. Naturalnie bo uzgodnieniu warunków z Amerykanami, ale najpierw ktoś (niezajęty wyborami) musiałby z nimi porozmawiać (PZL Mielec w 2007 roku został sprzedany amerykańskiej spółce United Technologies Holdings S.A, spółce zależńej Sikorsky Aircraft Corporation).
Łukasz Piechowiak




























































