Nie chować głowy w piasek
Czy nachodzą cię czasem koszmarne sny, że oto tracisz pracę i nie zapłacisz kolejnej raty kredytu mieszkaniowego, samochodowego itp.? Obawiasz się, że w takiej sytuacji bank zabierze ci auto albo eksmituje rodzinę na bruk? Może do tego rzeczywiście dojść, ale jeżeli o swoich kłopotach uprzedzisz bank, na pewno unikniesz tak drastycznego rozwiązania.Kłopoty ze spłatą kredytu może mieć każda osoba. Ta, która pożyczyła tysiąc złotych i ta, która zadłużyła się na 100 tys. zł. Biorąc kredyt na kilka czy nawet kilkanaście lat, nie jesteśmy bowiem w stanie przewidzieć rozwoju swojej kariery czy stanu zdrowia. Tracimy pracę, zaczynamy chorować - słowem tracimy zdolność do spłacania kolejnych rat kredytu. Czy taka sytuacja musi oznaczać automatycznie konflikt z bankiem?
Choć banki w różny sposób reagują na tego typu sytuacje, w jednym bankowcy pozostają zgodni; po pierwsze i najważniejsze należy jak najszybciej zawiadomić bank o naszych problemach. - To jak postępujemy z klientami, którzy mają kłopoty ze spłatą kredytu w dużej mierze zależy od tego, jak oni sami się wobec nas zachowują. Jeżeli rzeczywiście nie wpłacą którejś raty i unikają kontaktu z nami, stosujemy procedurę standartową, czyli najpierw wysyłamy do nich przypomnienie, że zalegają z płatnością. Jeżeli nie zareagują na to pismo, wysyłamy upomnienie. Gdy także to nie odniesie żadnego skutku, powtórnie wysyłamy upomnienie i zaraz potem wypominamy umowę kredytową. A to oznacza postawienie całej sumy kredytu pozostałego do spłaty w stan natychmiastowej wymagalności. I muszę przyznać, że tacy klienci się zdarzają. Przychodzą do nas, gdy umowa jest już wypowiedziana a wtedy naprawdę niewiele już można zrobić. Nie mają szans na to, aby bank zapomniał o długu. W przeciwieństwie np. do kolegi, który nam pożyczył tysiąc złotych a my mu nie oddajemy, to kolega pewnie po pewnym czasie o tych pieniądzach zapomni. Bank nie musi się śpieszyć. Odzyska swoje pieniądze prędzej czy później a klient będzie musiał zapłacić jeszcze odsetki - mówi Sebastian Łuczak, rzecznik prasowy banku Pekao SA.
Podobne zdanie na ten temat ma Zbigniew Kudaś, wiceprezes GE Banku Mieszkaniowego. - Analiza wniosku kredytowego klienta ma na celu dokładne oszacowanie możliwości finansowych kredytobiorcy, tak żeby zaproponować mu kredyt, którego miesięczne raty spłaty nie będą w przyszłości zbyt wielkim obciążeniem jego dochodów. Jednak zdarzają się sytuacje losowe, kiedy klienci banku mają problemy ze spłatą kredytu. Bank stara się pomóc klientowi przejść przez ten trudny dla nich okres. W takiej sytuacji jednym z najważniejszych czynników jest poważne podejście klienta do problemu i wczesne poinformowanie banku o ewentualnych trudnościach ze spłatą kredytu. Dalszy sposób postępowania banku jest dopasowany do indywidualnej sytuacji każdego klienta - mówi Zbigniew Kudaś.
Lepiej być uczciwym
Choć przy udzielaniu kredytu bank na różne sposoby zabezpiecza się na wypadek gdybyśmy przestali go spłacać, to nie zależy mu na tym, by odebrać nam mieszkanie, samochód czy pralkę, na które pożyczył pieniądze. Dlatego też fakt, że chwilowo tracimy zdolność do spłacania kolejnych rat nie oznacza, że pozostaniemy bez dachu nad głową czy środka transportu. Z bankiem trzeba rozmawiać..
O kłopotach powinniśmy zawiadomić bank już w chwili, kiedy nad naszym finansowym horyzontem zaczynają zbierać się ciemne chmury. Choć tłumaczenie się przed urzędnikiem bankowym nie należy z pewnością do przyjemności, ale tak jak w przypadku wizyty u dentysty, im wcześniej to zrobimy tym lepiej. I to z kilku powodów. Przede wszystkim wcześniej uprzedzając o naszych problemach ze spłatą kredytu pokazujemy, że jesteśmy uczciwi i odpowiedzialni. Nie chcemy banku oszukać, ale wspólnie znaleźć wyjście z zaistniałej sytuacji. Jeżeli natomiast zgłosimy się do oddziału po trzecim upomnieniu, albo wizycie urzędnika u nas w domu, nasza pozycja negocjacyjna będzie już znacznie słabsza. Bank rozpocznie rozmowy od żądania spłaty zaległych rat, powiększonych o odsetki karne, a dodatkowo nasze propozycje będzie traktował nieufnie. Zdaniem jednego z polskich bankowców, na wyobraźnię klientów nie powinny także działać opisywane w mediach historie finansowych oszustów, którzy na papierze nie mając niczego rozbijają się mercedesami, grając na nosie wierzycielom. W przypadku kredytów konsumpcyjnych bank najprawdopodobniej znajdzie sposób na odzyskanie swoich pieniędzy. Stare przysłowie mówi, że jeżeli pożyczamy tysiąc złotych, to my mamy problem, natomiast gdy pożyczamy milion, to problem ma bank. Pamiętajmy, że najczęściej pożyczamy tysiąc, nie milion.
Wyjście zawsze się znajdzie
O ile w przypadku udzielania kredytów banki mają dość sztywne i czytelne procedury, to przy negocjowaniu warunków spłaty zadłużenia, panuje znacznie większa dowolność. W praktyce najwięcej zależy od dyrektora lub specjalisty od spraw kredytów w oddziale, w którym go zaciągnęliśmy. - Jeżeli klient sam do nas przyjdzie i uprzedzi, że nie jest w stanie raty zapłacić w terminie, albo stracił pracę i przez najbliższy czas w ogóle nie będzie mógł spłacać kredytu, jesteśmy w stanie ’pójść mu na rękę”. Możemy np. wydłużyć okres kredytowania o pół roku i zaproponować klientowi półroczną karencję w spłacie. Oczywiście osoba taka zapłaci większe odsetki, ale będzie jej łatwiej wywiązać się ze zobowiązania. Możemy też zaproponować wydłużenie okresu kredytowania dzięki czemu miesięczna rata ulegnie zmniejszeniu i może wówczas klient z nią sobie poradzi. Podobnych rozwiązań może być jeszcze dużo, ale zawsze podstawą jest współpraca klienta z bankiem. Jeżeli on nie chowa głowy w piasek, my jesteśmy w stanie mu pomóc - mówi Sebastian Łuczak.
Rozwiązania zawsze będzie szukał także GE Bank Mieszkaniowy, aby nie dopuścić do ostateczności. - Istnieje możliwość czasowego zmniejszenia raty spłaty, a także rozłożenia zaległości w spłacie na dłuższy okres, lub ewentualnie skapitalizowanie niespłaconych odsetek. Wszystkie te rozwiązania są możliwe pod warunkiem, że Klient jest w stanie po kilku miesiącach przejściowych trudności wrócić do terminowej spłaty kredytu. Czasami jednak zdarzają się sytuacje, że po szczegółowej analizie stwierdzamy, że Klient nie będzie w stanie spłacać kredytu. Wtedy proponujemy mu najlepsze rozwiązanie w takiej sytuacji czyli szybką sprzedaż nieruchomości i spłatę zadłużenia wobec banku. Klient nie ma wtedy złej historii kredytowej i w momencie odzyskania zdolności finansowej udzielimy mu następnego kredytu, żeby kupił kolejną nieruchomość. Podkreślam jednak, że bankowi zależy na takim rozwiązaniu problemu, by Klient był w stanie utrzymać nieruchomość i dalej regularnie spłacać swój kredyt. Egzekucja z nieruchomości jest dla banku ostatecznością, do której staramy się nie dopuścić - mówi Zbigniew Kudaś.
Przed podjęciem decyzji, co zrobić jeżeli nie spłacamy kredytu, bank szczegółowo zbada, jak poważne są nasze kłopoty i jak długo mogą potrwać. Będzie chciał np. wiedzieć, czy w branży w której pracujemy jest duży popyt na pracowników i czy w związku z tym są szanse na znalezienie przez nas nowej pracy. Jeżeli zachorowaliśmy, to nasz bank z pewnością zainteresuje, jak długo może potrwać leczenie i ile będzie kosztowało. W zamian za odpowiedzi na te pytania zyskujemy możliwość wynegocjowania korzystniejszych warunków spłaty. Oprócz rozwiązań opisanych wyżej przez rzecznika Pekao SA, bank może zaproponować np. spłacanie przez jakiś czas tylko odsetek. Pamiętajmy jednak, że są to wszystko rozwiązania tymczasowe, najczęściej na kilka miesięcy. Tylko w absolutnie wyjątkowych przypadkach może się zdarzyć, że bank umorzy nam wszystkie odsetki. Za zmianę warunków umowy będziemy musieli prawdopodobnie zapłacić. Bank obciąży nas kosztem sporządzenia aneksu do umowy kredytowej.
Nic nie stracisz
Mimo że występujemy w pozycji petenta w stosunku do banku, to nie zapominajmy, że jemu także zależy na znalezieniu rozsądnego i akceptowalnego dla obu stron wyjścia z sytuacji. Przede wszystkim dlatego, że nawet w gorszej sytuacji finansowej cały czas pozostajemy jego klientem. Dodatkowo brak naszej współpracy spowoduje, że będzie on musiał zakwalifikować kredyt jako trudnościągalny i utworzyć rezerwę na jego pokrycie, co z kolei negatywnie wpłynie na jego wynik finansowy. - Wtedy będziemy wszelkimi możliwymi sposobami próbowali odzyskać swoje pieniądze a klient będzie musiał od razu oddać nam całe zadłużenie. Gdyby dogadał się z nami, być może nie musiałby tych pieniędzy oddawać od razu, albo wystarczyłaby na początku tylko mała część tej kwoty - mówi Sebastian Łuczak. Kiedy więc popadniemy w tarapaty nie panikujmy, tylko spokojnie usiądźmy do stołu z tym, który pożyczył pieniądze. Na pewno uda się znaleźć pozytywne wyjście z sytuacji. W najgorszym wypadku, nic nie stracimy na negocjacjach, oprócz kilkunastu minut czasu, poświęconego na ten cel.
Stanisław Grzegorzewski


























































