W ostatnich miesiącach byliśmy świadkami przejęć i zmian właścicielskich w wielu bankach działających na polskim rynku. To zapewne dopiero zapowiedź kolejnej fali konsolidacji, która dla klientów mniejszych banków będzie oznaczać masowe „przeprowadzki”. Sprawdźmy, jakie zmiany w bankowym krajobrazie mogą nas czekać w najbliższym czasie.


Przejęcie Nordea Banku przez PKO Bank Polski, połączenie Banku BGŻ z BNP Paribas, zakup Meritum Banku przez Alior Bank – to najważniejsze zdarzenia, które zmieniły krajobraz polskiej bankowości w ostatnich kilkunastu miesiącach. To jednak nie koniec. Niedawno media obiegła wiadomość o planach największego polskiego ubezpieczyciela, który nabywa udziały w Alior Banku i zamierza stworzyć instytucję mieszczącą się w krajowym „top 5”. Nie milkną też spekulacje o planach Getin Noble Bank, który mógłby przejąć Bank BPH.
Rynek się koncentruje – to nie złudzenie. W ostatnim raporcie o sytuacji banków Komisja Nadzoru Finansowego wskazuje, że w 2014 r. udział 5 największych instytucji znacząco się powiększył. Pierwsza piątka banków ma w swoich rękach niemal 55 proc. depozytów i 49 proc. kredytów. Krzywa obrazująca wskaźnik CR5, miarę koncentracji, wzniosła się wyraźnie.
Jeśli pod lupę weźmiemy udziały w rynku największych 10 instytucji, to tendencja jest jeszcze bardziej zauważalna. Pod względem kredytów wskaźnik CR10 jest najwyższy od 2004 roku, aktywów – od 2005 roku, a depozytów – od 2008 roku.
Jak może zmienić się pierwsza piątka
Przekształcenia własnościowe w najbliższym czasie mogą spowodować roszady w pierwszej piątce największych banków. Jeśli PZU zdoła zbudować grupę, łącząc Bank BPH, Raiffeisen Polbank i Alior Bank, to powstałaby instytucja, która pod względem aktywów wyprzedziłaby mBank. „PZU Bank” ulokowałby się na trzeciej pozycji.
Jeśli założymy jednak, że Bank BPH trafi w ręce Leszka Czarneckiego, to Getin Noble Bank wchłaniając należącą dziś do koncernu General Electric instytucję awansuje do „top 5”. Gromadząc 103 mld zł aktywów, Getin zamieni się miejscami z ING Bankiem Śląskim.
Od kilku lat powracają pogłoski o możliwości sprzedaży Banku Millennium. W marcu BCP informował, że „planuje pozostać długoterminowym akcjonariuszem większościowym Banku Millennium i zobowiązał się do przestrzegania 180-dniowego okresu ograniczenia zbywalności pozostałych akcji banku”. Gdyby jednak siódmy pod względem wielkości aktywów bank trafił w ręce tworzącej się grupy pod przewodnictwem PZU, mogłoby dojść do interesujących przetasowań. Łącznie aktywa Alior Banku i Millennium wynoszą 95 mld zł – powstała w ten sposób instytucja znalazłaby się tuż za pierwszą piątką. Prawdziwy „megabank” mógłby jednak wykluć się z połączenia Raiffeisen Polbanku, Alior Banku, Banku BPH i Banku Millennium. Z 186 mld zł aktywów instytucja znalazłaby się na drugim miejscu największych banków. To mało prawdopodobny, ale działający na wyobraźnię scenariusz.
Rozważając mniej lub bardziej fantastyczne scenariusze warto pamiętać, że rynek bankowy jest ściśle regulowany i zachodzące na nim zmiany nie zależą wyłącznie od decyzji poszczególnych podmiotów. Z jednej strony wpływ na procesy fuzji ma UOKiK, interweniujący w razie możliwości skupienia znaczącego udziału w rękach jednego z uczestników rynku. Z drugiej strony – stojący na straży stabilności systemu bankowego KNF.
Czy klienci powinni obawiać się połączeń?
Naukowcy spierają się o to, jakie relacje łączą poziom koncentracji rynku i natężenie walki konkurencyjnej. Wiele wskazuje na to, że mocna pozycja kilku wielkich banków nie oznacza automatycznie „zabetonowania” rynku i osłabienia konkurencji. Często zwraca się w tym kontekście uwagę na rolę nadzorcy oraz barier wejścia do sektora. Niższe bariery wejścia, czyli groźba pojawienia się nowych konkurentów, może skłaniać dominujące instytucje do bardziej elastycznego reagowania na zmieniające się preferencje klientów.
Wielkie banki mogą skutecznie wykorzystać efekty skali i zwiększyć rentowność działania. To może iść w parze z „mocarstwowym”, niekorzystnym z punktu widzenia klientów, podejściem do rynku – narzucaniem wyższych cen za kredyty i obniżaniem stawek za przyjmowane depozyty. W mniejszym gronie potentatów łatwiej także o niekorzystne zjawiska takie jak zmowy cenowe. Jednocześnie jednak tylko wielkie banki są w stanie utrzymać dziś szeroką sieć kosztownych placówek.
Na razie polski rynek bankowy należy do grupy średnio skoncentrowanych. Do skrajności jeszcze nam daleko. Klienci odczuwają zmiany właścicielskie przede wszystkim przez pryzmat niedogodności związanych z „przeprowadzką”. Banki łączące się z reguły przechodzą bolesny proces integracji. Zmiany w cennikach, eliminowanie starych produktów, migracja do nowych systemów bankowości internetowej i mobilnej czy wreszcie wymiana kart w portfelu – to często momenty, w których klienci narażeni są na nieprzyjemności i dezorientację. Korzystne efekty na początku bywają niezbyt widoczne. Dostęp do większej sieci placówek czy bankomatów dopiero z czasem staje się odczuwalnym ułatwieniem. Jeśli ziszczą się wizje zbliżających się połączeń, na takie emocje w najbliższym czasie musi się przygotować spora grupa klientów mniejszych instytucji.

























































