Obowiązki redaktora naczelnego "Rzeczpospolitej" przejmie jego zastępca, Andrzej Talaga.
Wczoraj "Rzeczpospolita" napisała, że we wraku rządowego tupolewa, który rozbił się pod Smoleńskiem znaleziono ślady trotylu i nitrogliceryny. Tym doniesieniom zaprzeczyła prokuratura wojskowa. Według niej, nie można na podstawie wyników wstępnych badań wnioskować o wystąpieniu śladów materiałów wybuchowych, a publikacja "Rzeczpospolitej" zawiera wiele nieprawdziwych lub nieprecyzyjnych informacji.
Gazeta wydała następnie oświadczenie, w którym przyznała się, że pomyliła się pisząc o trotylu i nitroglicerynie. Zauważyła jednocześnie, że nie można wykluczyć obecności materiałów wybuchowych na pokładzie z uwagi na obecność "wysokoenergetycznych zjonizowanych składników".
Następnie, oświadczenie zostało zmienione - według autora tekstu Cezarego Gmyza - na jego prośbę. W rozmowie z portalem Niezależna.pl, autor artykułu mówi, że po rozmowie z nim redakcja gazety usunęła ze swego oświadczenia słowa pomyliliśmy się i że było to dla niego satysfakcjonujące. Dziennikarz podtrzymał zawarte w artykule treści i dodał, że potwierdziły je cztery niezależne źródła.
W dzisiejszym wydaniu gazeta podkreślała, że polscy prokuratorzy i biegli jedynie oznaczyli części samolotu i innych próbek, których badania spektrometrami dały wynik pozytywny. Oznacza to, że mogą one zawierać ślady materiałów wybuchowych.
Wtorkowy artykuł wywołał burzę medialną i polityczną."To jest przesłanka bardzo potężna do tego, by twierdzić, że był zamach" - mówił prezes PiS Jarosław Kaczyński. "To niedopuszczalne, by lider opozycji wysnuwał wnioski dewastujące życie polityczne w Polsce"- odpowiadał premier Donald Tusk. Z kolei prezydent Bronisław Komorowski mówił, że "trzeba się zastanowić czy nie przekroczono granic nieodpowiedzialności za słowo".
Informacyjna Agencja Radiowa (IAR)/rp.pl + wcześniejsze/kry/nyg
Źródło:IAR


























































