Mateusz Morawiecki będzie miał duże pole do popisu na warszawskiej giełdzie. Teoretycznie w jego władaniu znajdą się akcje o wartości wielokrotnie większej niż portfele najbogatszych Polaków. Upolitycznienie indeksów WIG i WIG20 sprawia, że decyzje nowego premiera mogą mieć ogromny wpływ na GPW.


Choć z perspektywy pojedynczych, "prywatnych" spółek wpływ polityki na ich giełdowe notowania może pozostawać niezauważalny, dla całego rynku rządowe ruchy mają ogromne znaczenie. Wszystko przez silne upolitycznienie giełdy. I nie chodzi tu tylko o to, że Skarb Państwa jest głównym udziałowcem samej GPW - choć to oczywiście też ma znaczenie - jednak przede wszystkim o siłę, jaką na warszawskim parkiecie stanowią spółki kontrolowane przez rząd.
Liczby mówią same za siebie - w indeksie WIG20 dwanaście z dwudziestu spółek to firmy kontrolowane przez Skarb Państwa - 60 proc. A warto dodać, że wpływ poszczególnych spółek na indeks jest uzależniony od ich wielkości i obrotów. Spółki państwowe to giganty, o czym pisaliśmy m.in. w artykule "Jak wyglądałby państwowy behemot giełdowy?", ich wpływ na indeks jest więc jeszcze mocniejszy. Obecnie notowania indeksu WIG20 w 77,4 proc. (!) zależą od spółek kontrolowanych przez Skarb Państwa.
De facto jest więc to indeks nie tylko największych spółek na GPW, ale po prostu spółek państwowych. To ich kondycję bowiem oddaje. A przecież przez wielu zagranicznych inwestorów traktowany jest on jako reprezentacja kondycji polskiego rynku. Idąc trochę dalej, można więc zaryzykować tezę, że postrzeganie naszej giełdy zależy od spółek państwowych.
Upolityczniony także WIG
O przemianowanie indeksu WIG20 na WIG-Skarb Państwa apelowałem już w zeszłym roku. Ograniczenie się do blue chipów byłoby jednak pewnym niedopatrzeniem. Oprócz dwunastki notowanej w ramach WIG20, Skarb Państwa kontroluje także jedenaście innych firm obecnych na GPW. Łącznie jest ich więc dwadzieścia trzy. Grono to zresztą cały czas się powiększa, ostatnio dołączyła do niego np. przejęta przez PGE Kogeneracja.
Wpływ tej grupy na mierzący kondycje szerokiego rynku indeks WIG również jest ogromny, WIG bowiem w 54 proc. zależy od notowań spółek kontrolowanych przez Skarb Państwa. Nie można więc powiedzieć, że upolityczniony jest tylko WIG20, patrząc na WIG, również widzimy przede wszystkim formę spółek kontrolowanych przez rząd. Skutkiem takiego układu rzeczy jest fakt, że żadna szerokorynkowa hossa bez spółek Skarbu Państwa odbyć się nie może. Widać to było zresztą w 2016 roku, gdy maluchy i średniaki rosły, ale GPW odstawała od reszty Europy przez spółki Skarbu Państwa. Gdy te jednak na przełomie 2016 i 2017 roku ruszyły, długo tuszowały słabą kondycję szerokiego, "prywatnego" rynku.
Kulczykowie nikną przy Morawieckim
Za owym ogromnym wpływem spółek Skarbu Państwa stoją oczywiście wielkie pieniądze. Łączna wartość wszystkich udziałów pozostających w rządowych rękach to 126,7 mld zł. Suma ta odpowiada mniej więcej 40 proc. dochodów budżetu państwa wykazanych w 2016 roku. Morawiecki pod zarządem będzie więc miał - tylko na warszawskiej giełdzie, bo oczywiście cały majątek Skarbu Państwa jest o wiele większy - akcje warte znacząco więcej niż całe majątki najbogatszych Polaków.
Według ostatniego rankingu "Forbesa" majątek rodzeństwa Kulczyków, liderów zestawienia "Najbogatsi Polacy 2017", szacowany był na 14,2 mld zł. Akcje Skarbu Państwa z GPW warte są mniej więcej dziewięciokrotnie więcej. Największy z Polaków portfel rodzimych akcji posiada zaś Zygmunt Solorz. Posiadane przez niego udziały w Cyfrowym Polsacie, ZE PAK-u i ATM warte są obecnie 9,5 mld zł, 7,5 proc. tego co na giełdzie posiada Skarb Państwa.
Kluczowe miliardy z OFE
Zwierzchnikami spółek formalnie są ministrowie, nad nimi jest jednak premier. Wcześniej była to Beata Szydło, teraz będzie to Mateusz Morawiecki. Oczywiście nowy premier może zostawić wszystko po staremu, jednak jeżeli będzie chciał coś zmieniać w polityce rządu dotyczącej spółek Skarbu Państwa, może się to odbić nie tylko na notowaniach samych firm, ale także i głównych warszawskich indeksach.
A warto pamiętać, że do tego wpływ rządu na GPW się nie ogranicza. Po pierwsze i najważniejsze, rząd kreuje przepisy, w ramach których firmy działają. Każda nowa ustawa zmieniająca zasady gry dla większych spółek będzie widoczna także i na indeksach. Warto tutaj choćby przypomnieć gwałtowne wahania kursów banków, gdy rodziły się pomysły przewalutowania kredytów hipotecznych oraz podatku bankowego albo przykład rynku mocy sprzed ledwie kilku dni.
Po drugie, nie można zapominać o OFE. I nie chodzi nawet o fakt, że formalnie pieniądze tam ulokowane należą do państwa (pamiętny wyrok trybunału przyklepujący "skok" na OFE), a o przyszłość funduszy, o której zadecyduje rząd na czele z Mateuszem Morawieckim. To, co powstanie po OFE i jaka część pieniędzy zostanie na rynku, będzie miało ogromny wpływ na giełdę. W portfelach funduszy znajdują się obecnie polskie akcje warte 143,2 mld zł. To, jak na warunki polskiej giełdy, kwota ogromna. Jeżeli części z tych akcji będzie się trzeba w ramach rozbioru OFE pozbyć, dla giełdowych indeksów będzie to ogromny ciężar.
Człowiek rynku?
Warto tutaj dodać, że początkowo Morawieckiego traktowano jako człowieka rynku. Po ministerialne teki ruszył, będąc prezesem BZ WBK, a więc jednego z największych banków w Polsce. Dodatkowo sam BZ był notowany na giełdzie i za prezesury Morawieckiego (2007-2015) wypłacał regularne dywidendy. To dawało podstawę, by wierzyć, że Morawiecki na rynku kapitałowym się zna i rozumie jego potrzeby. Morawiecki-polityk jednak nie miał skrupułów, by popierać i wdrażać w życie niektóre, niewiele mające wspólnego z kapitalizmem pomysły Prawa i Sprawiedliwości.
Teraz, Morawiecki-premier, będzie miał jeszcze większy wpływ na rynek kapitałowy i otoczenie, w którym na co dzień działają spółki. Oczywiście nie można stwierdzić, że notowania w 100 proc. zależą od polityki. Składa się na nie wiele zmiennych, często niezależnych ani od rządu, ani od spółek, decyzje Mateusza Morawieckiego będą stanowiły jednak od teraz jeszcze istotniejszy element w tej układance. Pytanie, czy będzie to wartość dodana, czy może jednak odjęta.
























































