Wyobraźmy sobie taki oto przypadek. Eksporter ma tylko jedną jedyną wystawioną opcję CALL z ceną wykonania 3,80, której termin rozliczenia przypada w dniu dzisiejszym.
Przyjmijmy, iż opcja ta jest górnym ograniczeniem korytarza 3,40-3,80, który był otwierany przez eksportera kilka miesięcy temu. Eksporter taki w swych kalkulacjach przyjmował, iż sprzeda Euro po kursie 3,40 - jako najgorszy scenariusz.
W chwili obecnej eksporter jest zobowiązany sprzedać Euro po kursie 3,80 - jako najlepszy możliwy kurs wynikający z tego korytarza. Marża handlowa takiego eksportera będzie więc o 40 groszy (13%) wyższa niż pierwotnie zakładana (eksporter zakładał bowiem, iż Euro może zostać sprzedane po kursie 3,40, tymczasem można walutę sprzedać 13% drożej).
Okazuje się, że dzięki rolowaniu opcji CALL można jeszcze bardziej podnieść marżę handlową. W dniu dzisiejszym kurs średni NBP - po którym rozliczona została opcja CALL - wynosił 3,8827. Eksporter sprzedał Euro bezpośrednio na rynku spot po kursie 3,88 nie wykonując opcji CALL. Bank naliczył więc eksporterowi stratę w wysokości 8,27 groszy.
Eksporter pokrywa tę stratę wystawiając (rolując) na marzec 2009 opcję CALL 3,96. Za opcję taką eksporter otrzyma 8,3 grosza premii, która pokrywa stratę wynikającą z rozliczenia dziś wygasającej opcji CALL 3,80.
Efekt końcowy jest taki, iż:
1. Eksporter zamiast dziś sprzedać Euro po kursie 3,80, sprzedał Euro po kursie 3,88, czyli o 8 groszy drożej niż wynikało z jego zobowiązania.
2. Eksporter przesunął w czasie o trzy miesiące w przód swoje zobowiązanie do sprzedania Euro, dzięki czemu zamiast po kursie 3,80 będzie musiał w marcu sprzedać Euro po kursie 3,96 - czyli o 16 groszy lepiej niż pierwotnie.
Jak widzimy tego typu operacje znacząco poprawiają efektywny kurs po jakim eksporter sprzedaje walutę.
Czynność taką można przeprowadzić każdorazowo w dniu zapadania opcji CALL, która zmusza eksportera do dostarczenia waluty.
Oczywiście jeśli w dniu dzisiejszym kurs Euro byłby niższy niż 3,80 (na przykład gdyby kurs Euro wynosił 3,75), pierwotnie wystawiona opcja CALL 3,80 (opcja będąca górą korytarza 3,40-3,80) wygasłaby bez wartości. Eksporter nie miałby obowiązku dostarczenia Euro i sprzedania po kursie 3,80. Eksporter miałby wtedy swobodę wyboru. Albo by sprzedał Euro po kursie 3,75, albo nie zrobiłby nic czekając i trzymając Euro na rachunku.
Oczywiste jest, iż lepszą sytuację ma eksporter gdy kurs Euro wynosi 3,88 pomimo tego, iż jest zmuszony do sprzedania Euro po kursie 3,80, niż w sytuacji, gdy kurs Euro wynosi 3,75 i eksporter nie ma żadnego zobowiązania.
Pamiętajmy o tym!
Problem pojawia się jedynie wtedy, gdy wystawcą opcji CALL - czyli zobowiązującym się do sprzedania Euro - jest firma, która nie ma i nigdy nie będzie miała żadnego Euro do sprzedania. Wtedy faktycznie strata wynikająca z wystawionej opcji CALL staje się problemem.
Dodam jeszcze kilka zdań na zakończenie tego raportu.
W ostatnich dniach prasa i telewizja w niewłaściwy sposób wyjaśniają problemy związane ze stratami ponoszonymi na zabezpieczeniach czynionych przez eksporterów.
Wyobraźmy sobie, iż eksporter wystawił dziś fakturę zagranicznemu odbiorcy o nominale 1 mln Euro (po kursie 3,8827 - kurs NBP). Płatność za fakturę nastąpi 4 stycznia. Firma zabezpieczyła ten jeden milion Euro sprzedając walutę na termin 4 stycznia (otworzyła krótkie pozycje forward/futures). Czyli niezależnie od tego, jaki będzie kurs Euro w dniu 4 stycznia, eksporter uzyska 3 miliony 882,7 tysiąca Złotych (pomijam dodatnie punkty SWAP, które powiększą przychód o około 5 tysięcy Złotych).
Spójrzmy jednak co się stanie, jeśli w dniu 31 grudnia kurs Euro będzie wynosić 4,30.
W dniu tym zysk/strata z otwartych pozycji zabezpieczających (strata na kontrakcie forward) wynosić będzie około 42 groszy! Czyli 420 tysięcy Złotych. I właśnie tego obawiają się obecnie eksporterzy. Tego, że w bilansie podsumowującym rok wszystkie zabezpieczenia przechodzące przez przełom roku 2008 i 2009 będą wykazane jako strata.
Jest to oczywisty absurd, gdyż przychód firmy z tytułu zabezpieczonej faktury będzie dokładnie taki, jaki miał być w dniu wystawiania faktury. Firma nie będzie miała straty na różnicach kursowych, ale będzie miała stratę na wycenie instrumentu finansowego na przełomie roku.
Jest to ewidentny nonsens. Finanse firmy nie zmieniają się, lecz księgowo widnieje strata na rozliczeniu otwartej pozycji.
Być może są jakieś metody księgowe pozwalające taki nonsens zneutralizować. W tej kwestii musieliby się wypowiedzieć biegli rewidenci.
Jacek Maliszewski


























































