- Dzisiaj świat konsumuje ropę naftową, nie patrząc na jej ceny - mówi Andrzej Szczęśniak, analityk rynku paliw. - Prognozowanie cen ropy na przyszłe miesiące jest zajęciem bezowocnym, bo nikt nie jest w stanie przewidzieć, co się wydarzy. W poprzednich latach na jesień ropa taniała. Ten rok jest pierwszym, kiedy drożeje i to do takich poziomów. Rynek ropy jest strasznie "rozspekulowany". Przykładowo wrzesień i październik ubiegłego roku stały na światowych giełdach paliwowych pod znakiem ostrych spadków cen ropy naftowej. Ceny spadły z poziomu ponad 70 dolarów do niewiele więcej niż 50 dolarów.
Ceny windują spekulacyjne fundusze inwestycyjne, które ostatnio wycofały kapitał z rynków nieruchomości przeżywających zapaść. Gotówkę kierują na rynek paliw, gdyż uważają go za znacznie zyskowniejszy. Na to nakłada się zaogniona sytuacja na linii Turcja - Irak i obawa inwestorów o konflikt zbrojny między tymi krajami, co może doprowadzić do ograniczenia eksportu ropy z Iraku. Swoje dokłada także kartel OPEC, który ostatnio ostrzega, że spekulacyjne ceny ropy są niebezpieczne, jednocześnie nie kwapi się do znacznego zwiększenia wydobycia. - Wysokie ceny ropy to sukces strategii naftowego kartelu - dodaje Szczęśniak. - Utrzymuje on wydobycie na takim poziomie, że nie zagraża dostawom, jednocześnie pozwala na utrzymanie wysokich cen.
Niedawno OPEC zdecydował się zwiększyć wydobycie ropy o 500 tys. baryłek dziennie, rynek jednak nie zareagował zniżkami, ale zwyżkami notowań ropy. Czy ta bańka spekulacyjna może pęknąć? - Dalszy wzrost cen może zagrozić budżetom takich państw jak Indie czy Chiny, które nie mają własnych zasobów ropy naftowej - uważa Szczęśniak. - Paliwo jest tam bardzo tanie, ponieważ jest dotowane przez państwo. Mniejsze dotacje oznaczałyby spadek popytu w tych krajach, a to doprowadziłoby do spadku cen ropy. Na razie jednak, pomimo skaczących w górę cen ropy, polskich kierowców przed podwyżkami chroni umacniający się złoty. Prognozy analityków przewidują, że nasza waluta nadal będzie się umacniać do dolara, a przynajmniej pozostanie tak samo silna. Dzięki temu krajowe rafinerie wstrzymują się z podwyżkami. Litr benzyny na stacjach kosztuje od 4,15 do 4,45 zł. Jeśli jednak złoty osłabi się o kilkanaście groszy, ceny benzyny bezołowiowej 98-oktanowej ponownie skoczą do poziomu 4,70 zł lub wyżej. Niezależnie od tego czy złoty będzie się umacniał, na zimę drożeć będzie olej napędowy.
Dziennik Bałtycki
Jacek Klein


























































