|
Jacek Socha, partner PwC Polska: Proponuje wrócić do podstaw. Do lat 30-tych ubiegłego wieku mieliśmy ekonomię klasyczną, która była oparta na relacjach pomiędzy popytem a podażą, ale obserwowanych poprzez pryzmat wykorzystywania mocy produkcyjnych, czyli maksymalizacji zatrudnienia. Następnie Keynse wprowadził pojęcia kategorii popytu efektywnego czy równowagi, którą można osiągać na różnych poziomach - niekoniecznie tylko w momencie, w którym są wykorzystane moce produkcyjne, wychodził z założenia , że wszystko jest układem pieniądza w obiegu.
Patrzył przy tym na gospodarkę z punktu widzenia przedsiębiorców. W efekcie pompowanie pieniędzy stało się pewnego rodzaju modelem działania i tak pompowaliśmy przez wiele lat, że kraje zadłużyły się na ogromne kwoty. De facto od lat 30-tych weszliśmy w gospodarkę inflacyjną z inflacją pełzającą, która w niektórych momentach staje się jednak już znacznie wyższą.
M.Ś.: Ostatnio mamy do czynienia z dużą aktywnością Europejskiego Banku Centralnego. Przed tą inflacją nie będzie można uciec?
J.S.: Musi następować utylizacja pieniędzy, skoro one są wpompowywane w gospodarkę. W długiej perspektywiewszystkie zobowiązania będą musiały być spłacone igdzieś te pieniądze muszą się znaleźć. Oszczędności powinny być równe inwestycjom, co zresztą wynika z równań Keynesowskich. Proszę zresztą zwrócić uwagę – był powrót do ekonomi podaży lat 80-tych i reganomika, czyli odwrót od Keynsa, a jak się okazało, że jest kryzys gospodarczy to powstało pierwsze pytanie: kto będzie kupował? Obecnie nie ma bowiem kupujących.
| Weź udział w badaniu Bankier.pl i Wealth Solutions | |
|
Co sądzisz o inwestycjach alternatywnych? Weź udział w badaniu organizowanym przez Bankier.pl i Wealth Solutions. Wyraź swoją opinię i wygraj atrakcyjne nagrody! Przejdź do badania |
I teraz pojawia się pytanie, czy takie zachowania, które są oparte na kreacji pieniądza są bardziej wartościowe niż to, że przejdziemy przez głębszą recesję i wrócimy do pewnej równowagi, czyli będziemy żyli zgodnie z tym, jakie są nasze zdolności produkcyjne i nasze potrzeby oraz możliwości finansowe? Nie chcę tutaj wchodzić głębiej w całą historię myśli ekonomicznej, ale na dzień dzisiejszy nikt nie odważył się jeszcze, zarówno na podsumowanie jakich narzędzi ekonomicznych nie należy stosować jak i na udzielenie odpowiedzi, jakie narzędzie ekonomiczne powinno być zastostosowane po rozpoczęciu kryzysu w 2008 roku.
Gdzieś na pewno znajdzie się ekonomista, grupa, szkoła, która poukłada to i będziemy mieli przypuszczalnie nowe, bardzo wartościowe narzędzie do analizy gospodarki. Obecne władze tak naprawdę kupują sobie czas, gdyż obecna jest obawa – nie wiem czy słuszna - że baza i założenia funkcjonowania Unii - przede wszystkim walutowej - nie są na tyle mocne, aby można je było poddać testowi. I może to prawda, gdyż upłynęło dopiero 8 lat od momentu pojawienia się euro. Wyrzucenie Grecji ze strefy, które nie byłoby zresztą takie proste, dla samych Greków byłoby lepszym rozwiązaniem.
| Weź udział w badaniu Bankier.pl i Wealth Solutions | |
|
Co sądzisz o inwestycjach alternatywnych? Weź udział w badaniu organizowanym przez Bankier.pl i Wealth Solutions. Wyraź swoją opinię i wygraj atrakcyjne nagrody! Przejdź do badania |
Mimo, że jestem gorącym zwolennikiem wejścia Polski do strefy euro, uważam, że atut w postaci możliwości osłabienia waluty w warunkach recesyjnych jest mniej wartościowy od stabilnej relacji do podstawowej waluty. W „tamtym świecie” predykcje biznesowe są znacznie prostsze aniżeli w naszym.
M.Ś.: Czy Pana zdaniem kryzys długu w strefie euro został zażegnany? Czy rzeczywiście możemy rozpoczynać nową hossę na rynkach?
J.S.: Moim zdaniem cały czas znajdujemy się w fazie odsuwania problemu, w związku z czym niepokoje w strefie euro dotyczące niewypłacalności poszczególnych państw pozostaną przez wiele kolejnych lat. Lista się nie skraca, może się też nie wydłuża, ale jest wciąż całkiem spora, bo problem dotyczy Hiszpanii, Portugalii i Grecji.
Niepokoje pozostają i to wszystko razem powoduje stan, w którym rynek kapitałowy nie ma możliwości „złapania oddechu”, żeby pokazać przez kilka lat silne wzrosty. Myślę, że ten rok będzie ciekawszy niż zeszły – jest możliwość odbicia się od 20-30 proc. zeszłorocznych spadków. Jednak nie spodziewałbym się za wiele.
M.Ś.: Powiedział Pan podczas panelu, że Pana portfel jest obecnie ukierunkowany na agresywne inwestycje - jak długo przewiduje Pan utrzymanie tej strategii?
J.S.: Każdego dnia mogę zmienić zdanie.
M.Ś.: Odbyła się również długa dyskusja na temat regulacji rynku finansowego. Padły zapowiedzi zmniejszenia obowiązków informacyjnych dla spółek - zwłaszcza tych mniejszych. Czy to dobry kierunek?
J.S.: Moim zdaniem model, który obowiązywał w Polsce był dobry. Co oznacza złagodzenie obowiązków informacyjnych? To tak naprawdę pozostawienie inwestorów w dłuższym okresie niepewnych, co do swojej inwestycji. W praktyce oznacza to redukcję możliwości przeprowadzania badań czy analizy spółki ze względu na brak danych
| W co warto zainwestować? |
![]() |
Dzisiaj nie uczestniczyłem w tej dyskusji, jednak 20 lat temu w Komisji Papierów Wartościowych nie poddaliśmy się presji -pomimo, że rynek był bardzo mały, a napisanie prospektu emisyjnego kosztowne.- resji giełdy w Warszawie, żeby zmniejszyć obowiązki informacyjne. Argumentowano wówczas, że można w ten sposób przyciągnąć więcej spółek -ja jednak powiedziałbym, że przyciągnie to więcej kotów w worku.
Dla mnie rozróżnienie względem wielkości spółek – jak spółka jest mniejsza to ma mnie informować - jest o tyle nielogiczne, że mnie bardziej interesuje spojrzenie ze strony inwestora niż spółki. To oznacza, że na tych małych spółkach, które i tak są ryzykowne – bo nie mają silnej pozycji rynkowej – dodatkowo zwiększy się moje ryzyko inwestycyjne poprzez to, że będę dostawał mniejszą ilość informacji. Czasami dochodzi się do takich rozwiązań, które pozornie wydają się rozsądne, a przy głębszym spojrzeniu są jednak nielogiczne.
Marcin Świerkot, Bankier.pl: Dziękuję za rozmowę.





























































