W poniedziałek indeks Shanghai Composite zyskał niemal 2% i znalazł się na najwyższym poziomie od 7 lat. Po 5 latach stagnacji chińska giełda przez ostatnie pół roku dała zarobić 60%.


Shanghai Composite zakończył poniedziałkową sesję z wynikiem 3.687,10 pkt. Czyli o 1,93% wyżej niż w piątek i najwyżej od kwietnia 2008 roku. To 9. z rzędu wzrostowa sesja w wykonaniu chińskiej giełdy, której główny indeks tylko od początku roku zyskał 14%, a w ciągu pół roku wypracował 59,6% zwrotu.

Z kolei indeks Shanghai B-Share – w skład którego wchodzą akcje, którymi obracać mogą inwestorzy zagraniczni – wzrósł o 0,8% i osiągnął najwyższą wartość od 4 lat. Ten indeks od początku roku zyskał jednak „tylko” 6,2% i 36,3% w skali ostatnich 12 miesięcy.
Hossa w Szanghaju dość nieoczekiwanie zaczęła się latem 2014 roku, przerywając trwającą od 2009 roku stagnację na chińskim rynku akcji. Zwyżka cen akcji jest o tyle niespodziewana, że chińska gospodarka systematycznie traci impet – zeszłoroczny wzrost PKB (7,5%) był najwolniejszy od 24 lat, a tegoroczny zapowiada się jeszcze słabiej. Produkcja przemysłowa rośnie najwolniej od 6 lat, a ceny nieruchomości w 70 największych miastach spadają najszybciej w krótkiej historii tych danych.
Z drugiej strony giełda w Szanghaju dostała wsparcie w postaci obniżek stóp procentowych w Ludowym Banku Chin oraz postępującej (acz powolnej) liberalizacji rynku kapitałowego. W listopadzie 2014 roku rozpoczął się program łączenia giełd w Szanghaju i Hongkongu, dzięki czemu zagraniczni inwestorzy otrzymali szerszy dostęp do chińskiego rynku akcji. Dziś na rynek trafiły pogłoski, jakoby chińskie władze miały zezwolić na obejmowaniu większościowych pakietów przez inwestorów zagranicznych w chińskich spółkach joint-venture.
Krzysztof Kolany


























































