GetBack - akt trzeci, czyli farsa

Po sierpniowym wstępie i październikowym rozwinięciu fabuły przyszedł czas na decydujące, trzecie spotkanie wierzycieli GetBacku. I choć z góry wiadome było, że - podobnie jak w greckiej tragedii - każdy wybór będzie miał fatalne skutki, to jednak w trzecim akcie skala nieporozumień przerosła wszelkie przewidywania.

We wtorek 22 stycznia wierzyciele GetBacku zebrali się, by głosować nad układem, który miałby umożliwić spółce dalsze działanie i spłatę przynajmniej części zobowiązań. Już na starcie wiadomym było, że nie ma tutaj dobrych wyborów, wszystkie scenariusze zakładały bowiem, że niezabezpieczeni wierzyciele zrzekną się przeszło dwóch trzecich należnym im pieniędzy. Jak "ładnie" określił to jeden z członków rady wierzycieli dylemat, który stał przed zebranymi, był wyborem między dżumą a cholerą.

(fot. Michał Dyjuk / FORUM)

Gdyby jednak tych problemów było mało, tuż przed głosowaniem pojawiły się kolejne. Dwa pierwsze przekładano, ponieważ zarząd przekonywał, że chce przygotować wariant z inwestorem, który wprawdzie przewidywałby nieco większe cięcie wypłat, jednak pieniądze wpłynęłyby na konta wierzycieli szybciej i udałoby się uniknąć ryzyka stojącej pod sporym znakiem zapytania dalszej działalności GetBacku. Wariant był gotowy na trzecie głosowanie, tyle że na 12 godzin przed rozpoczęciem obrad pojawiła się informacja, że inwestor się wycofał. Wywróciło to wszystkie scenariusze i skazało wierzycieli na kompletną improwizację.

Ucieczka last minute

Tak oto rozpoczęła się farsa. Zarząd, który przez kilka miesięcy przekonywał do wariantu inwestorskiego, prosił o czas etc., nagle na najważniejsze głosowanie przyszedł z pustymi rękami. I o ile można jeszcze zrozumieć, że Hoist - ta firma miała zostać wspomnianym inwestorem - ma swoje problemy w Szwecji, o tyle ciężko zrozumieć dlaczego sprawa wypłynęła tuż przed głosowaniem. Sam zarząd dostał sygnał od Hoista już w czwartek 17 stycznia, co nie przeszkodziło w puszczeniu 21 stycznia ESPI, które sugerowało, że wariant inwestorski wciąż jest w grze. O tym zaś, że szwedzki nadzór przykręci Hoistowi śrubę, było wiadomo od grudnia, sprawę opisywaliśmy nawet na Bankier.pl. Niestety wciąż robiono minę do złej gry.

Sam zarząd także był zdenerwowany na sytuację z Hoistem, w świetle powyższego cała krytyka spadła jednak na jego ramiona. Szczególnie, że Hoist wpłacił 30 mln zł, które miało gwarantować przeprowadzenie transakcji zakupu większości aktywów GetBacku. Tymczasem zarząd zamiast za karę zająć te pieniądze, chce poczekać na rozwój negocjacji w sprawie mniejszego portfela. Szwedzi bowiem całkowicie z GetBacku zrezygnowali, z powodu dokręcenia śruby nie mogą jednak przeznaczyć na transakcję planowanego ponad miliarda zł, a zdecydowanie mniej (kwotę, za którą można kupić ok. 1/3 portfela wierzytelności GetBacku). Zarząd próbował tłumaczyć, ze zajęcie depozytu odstraszyłoby Hoista i oznaczało koniec rozmów także o mniejszym pakiecie, obligatariusze podnosili zaś, że zabezpieczenie w takim razie było bezsensowne. Przypomnijmy, że w listopadzie sędzia przełożył głosowanie, dając warunek, że Hoist musi zabezpieczenie wpłacić. 

Kontrowersje wokół konwersji

Po Hoiście głównym tematem zgromadzenia stał się spór wokół konwersji. Zarząd w swojej propozycji po cichu wyłączył konwersję niespłacanej części długu na akcje. Gdy wierzyciele zaczęli atakować ten pomysł, okazało się, że inicjatorem nie był zarząd, a... rada wierzycieli, czyli teoretycznie przedstawiciele tychże wierzycieli, którym pomysł się nie spodobał. 

Konwersja podzieliła inwestorów. Część argumentowała, że to konwersja jest gwarantem wykonania układu, sprawi bowiem, że wierzyciele przejmą władzę w spółce. Druga część, z Radosławem Barczyńskim z rady wierzycieli na czele, argumentowała, że w obecnej sytuacji to nie jest najlepszy pomysł. - Spółkę trzeba uporządkować, sprzedać jej aktywa i jak najszybciej rozdysponować pieniądze dla inwestorów. Trzeba szukać inwestorów, a nie próbować przejąć władzę. W spółce nie ma złotych gór, te akcje są nic nie warte. Jeżeli ktoś mówi inaczej, to po prostu mami. Dlatego konwersja nie ma sensu. Dodatkowo rozdrobniony i nieuporządkowany akcjonariat to problem w negocjacjach zarówno z zabezpieczonymi, jak i inwestorami - tłumaczył Barczyński. Konwersja utrudniłaby także i wydłużyła proces wprowadzania układu w życie.

Podnoszono także argument, że konwersja utrudni części wierzycieli walkę o odszkodowania. Banki, które sprzedały im obligacje, mogą uznać bowiem, że skoro wierzyciele weszli w posiadanie akcji, to nie mają na tych papierach straty. Chodzi tutaj przede wszystkim o osoby chcące walczyć o swoje prawa na drodze pozwów o misseling. 

"To farsa!"

Problem powrócił, gdy nadzorca sądowy ogłosił, że jego propozycja układu jest podobna do tej zarządu, nie może się jednak zdecydować co do konwersji. Wymyślono, że konwersja będzie dobrowolna, a zainteresowanie nią zbadane zostanie poprzez oświadczenia wierzycieli zebrane w trakcie zgromadzenia. Konstrukcja była jednak mocno chwiejna. Po pierwsze wierzyciele głosowali trochę w ciemno, bez znajomości poziomu konwersji. Po drugie pominięto nieobecnych wierzycieli, którzy decyzję o nieprzyjeżdżaniu do Wrocławia mogli podjąć na bazie starych wiadomości. Po trzecie - choć oświadczenia przedłużyły walne o co najmniej półtorej godziny - okazało się, że wszystko na darmo. Nadzorca bowiem oświadczył, że w sumie nie wie, czy dobrowolna konwersja nie naruszy przepisów i czy nie będzie wymagała np. zgody UOKiK-u, co mogłoby opóźnić, a w najgorszej wersji nawet podważyć układ. Tym samym wycofał swoje propozycje, co nie spodobało się wierzycielom.

Od nadzorcy biła niepewność, co tylko nakręcało wierzycieli. Teoretycznie osoba, która miała dbać o ich interesy, stała się przez chwilę wrogiem nr 1 na sali. Trzeba przyznać, że cała heca z oświadczeniami i niezdecydowanie w sprawie konwersji, a następnie uzasadnienie wycofania swojej propozycji niepewnością co do przepisów, nie wyglądało profesjonalnie. Z drugiej strony zarząd postawił nadzorcę w trudnej sytuacji, informując o wycofaniu się Hoista dopiero 12 godzin przed zgromadzeniem. 

To, że nie był to najlepszy dzień nadzorcy, ponownie potwierdziło się, gdy poproszono o zaopiniowanie możliwości wykonania układu proponowanego przez zarząd. Choć chwilę wcześniej nadzorca miał bardzo podobną propozycję, w sprawie propozycji zarządu wahał się, mówił drżącym głosem i nie potrafił sformułować jasnej deklaracji. Wierzyciele zaczęli naciskać, że przecież od tego jest nadzorca - mający dostęp do poufnych informacji - by w takiej sytuacji wierzycielom pomóc. Tymczasem stanęło na tym, że stanowisko nadzorcy można streścić w słowach (upraszczając oczywiście) "zbyt wiele niewiadomych, może się uda, może nie, zdecydują wierzyciele". Wówczas na sali po raz pierwszy wykrzyczane zostało "to farsa!". 

"Propozycje pisane na kolanie"

Wierzyciele grali więc w tym meczu bez nadzorcy, dodatkowo posypała się rada wierzycieli. Mariusz Wójcik, czyli jeden z przedstawicieli "drobnych", oświadczył, że "rada nie reprezentuje interesu wierzycieli, w związku z czym składa rezygnację". W jego miejsce wskoczył mBank, czyli kolejny reprezentant zabezpieczonych. Paleta i tak już mało optymistycznych wariantów ostatecznie okazała się mieć tylko jeden odcień - w grze bowiem pozostały tylko... propozycje zarządu. Tego samego, którego masterplan dzień wcześniej upadł i już na starcie wywrócił całe zgromadzenie do góry nogami.

Wierzyciele próbowali przełożyć głosowanie. Argumentowali, że "propozycje pisane są na kolanie". Podniesiono również, że wierzyciele dwukrotnie szli zarządowi na rękę, popierając wniosek o odroczenie, gdy zarząd pracował nad scenariuszem inwestorskim. Sędzia skwitował jednak, że głosowanie i tak już przekładał o dwa razy za dużo i trzeci raz popełnić tego błędu nie zamierza. Nie pomogły nawet głośne i liczne oklaski z sali, które pojawiały się wraz z kolejnymi apelami o przełożenie głosowania.

Co zawiera propozycja?

Ostatecznie wierzyciele głosowali nad propozycją zarządu zakładającą spłatę 25 proc. niezabezpieczonych wierzytelności w czasie ośmiu lat (przy czym pierwsza spłata miałaby miejsce w 2020 roku). Bez konwersji długu na akcje, czyli z całkowitym umorzeniem 75 proc. zadłużenia. Zarząd chce także, by spółka wyprzedawała miarowo swoje aktywa, co umożliwiłoby szybszą spłatę wierzycieli i ograniczyło ryzyko kontynuacji działalności GetBacku.

Jak tłumaczył prezes Dąbrowski, sprzedaż jest konieczna, ponieważ GetBack nie działa efektywnie. - My, aby odzyskać złotówkę, musimy płacić 50 groszy, Kruk robi to za 30 groszy. Dlatego tak mocno optowaliśmy za wariantem z inwestorem - tłumaczył. Teraz substytutem wariantu z inwestorem mają być wyprzedaże pakietów aktywów, bowiem - jak zaznacza Dąbrowski - na rynku nie ma kolejki podmiotów zainteresowanych całym GetBackiem. - Łatwiej sprzedać małe pakiety, może nawet uda się uzyskać lepszą cenę, tylko trochę dłużej to potrwa - dodawał.

Wyniki poznamy w piątek

Wyniki głosowania nad powyższą propozycją poznamy w piątek o godzinie 12. Już teraz wiadomo jednak, że wtorkowe zgromadzenie nie przejdzie do historii jako wzorcowy przykład rozwiązywania podobnych problemów. Wręcz przeciwnie, mimo ogromnego kalibru sprawy i miliardowych kwot, których dotyczyło głosowanie, całość wyglądała bardzo chaotycznie. Dodatkowo wierzycieli de facto przymuszono do głosowania po obradach trwających przeszło 10 godzin. Z drugiej strony sprawa nie miała prostego wyjścia i pytanie, czy odłożenie głosowania cokolwiek by zmieniło.

Niezależnie od wyniku trzeci akt nie będzie ostatnim. Jeżeli układ nie został zatwierdzony, czekają nas kolejne obrady, jeżeli zaś przeszedł, jego wykonaniu towarzyszy tyle znaków zapytania, że z pewnością temat będzie wracał jeszcze nie raz. Warto dodać, że w samym głosowaniu sporo zależało od kuratora, który głosował za tysiące wierzycieli, którzy nie stawili się na obradach. I choć spod jego kurateli wyłączyła się rekordowa (przeszło 100) liczba wierzycieli, wydaje się, że to od jego głosu będzie zależał wynik. Plotka z sali głosiła, że poparł on układ, to jednak jedynie plotka i aby poznać fakty, musimy uzbroić się w cierpliwość i poczekać do piątku.

Adam Torchała

Źródło:
Firmy:

Newsletter Bankier.pl

Dodałeś komentarz Twój komentarz został zapisany i pojawi się na stronie za kilka minut.

Nowy komentarz

Anuluj
1 15 zygi44

Obligacje korporacyjne to jeden z największych szwindli współczesnych finansów. Od pożyczania pieniędzy instytucjom są banki. Tylko one omają mechanizmy/know-how/prawników/procesy, etc. by móc w miarę rzetelnie ocenić ryzyko pożyczki i zadbać o zabezpieczenie (a i tak sie mylą). To jest rola banków - po to one są. Tak ten system został wymyślony i zaprojektowany. Banki mają nad sobą KNF, BFG, potrzebe spełnia wymogów, itp. Co najważniejsze - biorą na siebie ryzyko! Mają też ochronę by kasa Kowalskiego była (względnie) bezpieczna. Obligacje korporacyjne to dług, który ktoś musi/chce zaciągnąc, a który to banki z daleka już odrzuciły, bo śmierdzi na kilometr szwindlem, czyli jest bezzwrotny.

Co zrobić? Zdjąć regulację nad obligacjami. Całkowicie. Wypie... cały ten rynek obligacji z regulowanego rynku. Niech urzędy umyją od tego gówna ręce. Bankom i instytucjom finansowym zakazać sprzedaży, promowania tego szajsu, analogicznie postąpić jak z lichwą. Inaczej mamy drame jak z filmu - był misspelling czy nie? A to bank ma powiązania z eminentem? Czyli winny, czy nie... i tak dalej...

Starzy inwestorzy mówią wprost: Z daleka od obligacji kopro. Zawsze! Bo to z definicji śmierdzi na kilometr. Skoro żaden bank im nie pożyczył (co technicznie jest łatwiejsze i niekiedy tańsze) to znaczy, że to szajs. W najkorzystniejszym układzie: 10 razy zainwestujesz tę samą kwotę w obligacje ze zwrotem 10%, a wystarczy, że tylko jednego 11-stego razu nie otrzymasz kapitału z powrotem. Jaki rezultat zysku? 0% (w najlepszym układzie).

Ryzyko inwestycji w obligacje korporacyjne jest tak duże, że tylko Kowalskiemu da się to wciskać. Podobnie jak lichwe.

To czego jestem pewien w przypadku obligacji korpo to, to, że najdalej za 20 lat znowu będziemy czytać o niewypłacalnych spółkach, które wypuściły obligi za pare(naście) mld. Dzisiaj zaostrzą przepisy, wzmożą kontrole i uczynią wiele spektakularnych "poczynań" by "wzmóc bezpieczeństwo" (de facto będą próbować ocalić ten rynek, a nie dbać o Kowalskiego). Ale poczekajmy na kolejne pokolenie na dorobku - będzie kogo strzyc, a i kozły ofiarne się znajdą... dajmy takie np 2-3 lata za kratami za 20 mln w raju podatkowym? To by trzeba casting normalnie robić bo chętnych jest tysiące.



Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
5 1 czarny_kuskus

Jasne, zakażmy obligacji, akcji, zakażmy w ogóle posiadania pieniędzy, bo jak ktoś je ma to może stracić. Tak może mówić tylko ktoś, kto nigdy nie zarobił pieniędzy na akcjach, obligacjach i innych instrumentach. Jak ktoś nie chce podejmować ryzyka to dla takich ludzi są lokaty. A może je też powinniśmy zakazać?

! Odpowiedz
0 6 zygi44 odpowiada czarny_kuskus

W którym miejscu napisałem, że "coś" trzeba gdzie zakazywać?

Banki są obdarzone (nie)słusznym wielkim zaufaniem Kowalskiego. Bez zaufania tego systemu by nie było, bo Kowalki by nie zaniósł pieniędzy do banku, tylko w skarpete. Ale banki wykorzystują zaufanie do wciskania szajsu swoim klientom. Dlatego proponuję by bankom tego zakazać. Niech to robią inne firmy, etc, ale nie banki, które są obdarzone (dość kruchym już) zaufaniem. Wyjąć ten rynek obligacji korpo spod kurateli bankowej, bo to zawsze śmierdziało trupem. Czego nie zrozumiałeś? W którym miejscu napisałem o "zakazie posiadania pieniędzy"? Czy mógłbyś mi ten fragment mojej wypowiedzi wskazać?

Jak sięgnę pamięcią to w ostatnich latach kojarze 3 szwindle na obligacjach za parenaście/dziesiąt mln(dlatego nie było takiej afery jak tak w mediach), w których to banki były zaangażowane (miały w tym DUŻY interes), a szwindel był na kilometr. Tu rolę odgrywa statystyka. Zadzwonią do tysiąca osób posiadających lokaty, z czego 10 się zgodzi i masz już milion. Później to już kwestia przekalkulowania strat wizerunkowych na straty kwotowe. Tak to działa.




Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
3 20 janek43

nadal nie rozumiem dlaczego firma Deloitte która nierzetelnie rewidowała GetBack i uwiarygadniała jego dokumenty nie jest wśród tych którzy będą pokrywać straty. Moim zdaniem wierzyciele powinni iść w kierunku zmuszenia Deloitte do płacenia i w tym celu rozdmuchać tę sprawę międzynarodowo.

! Odpowiedz
0 6 sadinternetowypl

Co za różnica czy przyjmą, że obligatariusze dostaną 25% czy 100% w terminie ośmiu lat i tak niczego nie dostaną. Tylko upadłość coś im realnie dawała, ale woleli iść w układy z zarządem, to się niedoczekaną na kasę.

! Odpowiedz
2 23 atari65xe

Czy ten fundusz Abris ma coś wspólnego z dawnym FM Bankiem/Smart Bankiem którego Państwo udupiło ? Państwo polskie nie chciało oddać Abrisowi kasy pomimo przegranej sprawy... Zastanawiam się czy GetBack to nie było coś w rodzaju "jak nie chcecie nam wypłacić odszkodowania po dobroci to was załatwimy inaczej" i wtedy "wypłacono sobie odszkodowanie" przy pomocy przkrętu z GetBackiem. Może ktoś obeznany bardziej w temacie się wypowie...

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
4 18 ald

Wszystko w temacie przekrętu który był dokonany z premedytacją przy użyciu innych spółek i banków z Get w nazwie rewelacyjnie przedstawia ten art co tutaj: https://businessoutsiderpl.wordpress.com/2018/11/29/getin-getback-getbust-getout/

! Odpowiedz
1 21 tomaszjk

Ktoś tu kogoś chce wydymać po raz drugi. Żeby nie było kolejnego szwindla najlepiej to wszystko co jeszcze zostało z tej pseudo spółki sprzedać, podzielić odpowiednio wśród obligatoriuszy i do widzenia.

! Odpowiedz
4 0 mhm

Ty będziesz „odpowiednio” dzielić?

! Odpowiedz
1 9 teofil

Na swojej stronie kurator napisał, że będzie głosował za 0% konwersji. Jak rozumiem poparł propozycję układu Zarządu.

Pisał też, że otrzymał sporo wniosków o konwersję większą niż 3%, które wcześniej miał reprezentować. I dlatego nie rozumiem, dlaczego nie chciał reprezentować tych, którzy aktywnie uczestniczą w "farsie" i chcą konwersji 3%, więcej, nieważne. Miał reprezentować konwersję.
Zmienił zdanie na stronie internetowej, na 0%. Jak wiele osób, które reprezentuje, wie o tej zmianie? Wysłał listy? Maile?

A przecież wcześniej deklarował, że będzie brał pod uwagę zdanie RW. Tylko, że RW już nie reprezentuje niezabezpieczonych. Są banki - zabezpieczeni i przedstawiciel Abris - Barczyński.

Założenie było, że do RW trafią reprezentanci niezabezpieczonych Obligatariuszy. Czy Nadzorca nie powinien zadbać o to. I gdy członek RW przechodzi do Rady Nadzorczej Get Backa, nie powinien od razu tracić mandatu w RW. A w miejsce rezygnującego członka RW reprezentującego nie zabezpieczonych, wchodzi kolejny, ale też reprezentujący tę grupę, a nie bank.

Ktoś wyjaśni czy to zgodne z prawem?

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
Polecane
Najnowsze
Popularne
WIG -0,72% 58 026,68
2019-11-20 17:15:02
WIG20 -0,57% 2 194,58
2019-11-20 17:15:00
WIG30 -0,77% 2 490,03
2019-11-20 17:15:00
MWIG40 -1,58% 3 749,54
2019-11-20 17:15:00
DAX -0,48% 13 158,14
2019-11-20 17:37:00
NASDAQ -0,51% 8 526,73
2019-11-20 22:03:00
SP500 -0,38% 3 108,46
2019-11-20 22:08:00

Znajdź profil

Przejdź do strony za 5 Przejdź do strony »

Czy wiesz, że korzystasz z adblocka?
Reklamy nie są takie złe

To dzięki nim możemy udostępniać
Ci nasze treści.