„Widmo deflacji” i strach przed zapaścią gospodarczą strefy euro zepchnęło rentowność europejskich obligacji do rekordowo niskich poziomów. Największą sensacją jest pierwszy od przynajmniej 268 lat spadek rentowności francuskiego długu poniżej 1%.



W czwartek, 27. listopada 2014 roku, rentowność francuskich obligacji 10-letnich spadła do 0,998%. To pierwszy przypadek w sięgającej roku 1746 historii kredytowej Francji. W ten sposób Francja dołączyła do „klubu 1%”. Czyli do grona państw, które mogą pożyczać pieniądze na 10 lat po koszcie niższym od 1% rocznie.
Zadłużona na blisko 100% PKB i od 7 lat przeplatająca okresy stagnacji i recesji Francja dołączyła do Niemiec (0,7%), Szwajcarii (0,33%), Czech (0,75%), Finlandii (0,8%), Holandii (0,82%), Danii (0,95%) i Belgii (0,94%). Czyli europejskich państw mogących emitować 10-letni dług po rocznym koszcie mniejszym niż 1%.
Ta anomalia na historyczną skalę nie jest jednak objawem „zakończenia kryzysu”, jak tego chcieliby optymiści. To raczej efekt strachu przed deflacyjnym załamaniem europejskiego sektora finansowego, który od kilku lat ugina się pod ciężarem nadmiernego zadłużenia. O ile deflacja jest na ogół korzystna dla gospodarki, to sprawia, że realny ciężar zadłużenia staje się większy niż w warunkach inflacji. Rentowności europejskich obligacji spadają od stycznia, co kandyduje do miana największej finansowej niespodzianki A.D. 2014.
Zobacz także
Inwestorzy kupują europejskie obligacje nie dlatego, że wierzą w stabilność strefy euro i wypłacalność jej członków. Raczej czynią to z powodu spekulacji na interwencję Europejskiego Banku Centralnego. Coraz więcej analityków skłania się ku tezie, że EBC zacznie skupować obligacje skarbowe, monetyzując dług publiczny krajów strefy euro.
Dla inwestorów oznaczałoby to pojawienie się na rynku kupca nieliczącego się z cenami (rentownościami) i dysponującego nieograniczonym zasobem gotówki. Paradoksalnie spadek rentowności europejskich obligacji jest raczej ostrzeżeniem przed nadchodzącymi kłopotami niż zapowiedzią „ożywienia” i końca kryzysu.























































