Fotowoltaiczna rewolucja to jeden z największych energetycznych sukcesów rządzącej obecnie koalicji. Problem w tym, że dalsze nabijanie statystyki bardzo preferencyjnymi warunkami rodzi coraz większe problemy zarówno dla sieci, jak i dla samych prosumentów. Włączenie hamulca w rozwoju przydomowych instalacji musiało w końcu nastąpić i wydaje się, że rząd i tak dość powoli się do tego zbiera.
![To dobrze, że rząd przycina dotacje na przydomową fotowoltaikę [Opinia]](https://galeria.bankier.pl/p/3/2/085b6efc77c68d-948-568-0-65-987-592.jpg)
![To dobrze, że rząd przycina dotacje na przydomową fotowoltaikę [Opinia]](https://galeria.bankier.pl/p/3/2/085b6efc77c68d-948-568-0-65-987-592.jpg)
Według stanu na 30 kwietnia 2021 roku (ostatnie dostępne dane) moc zainstalowana fotowoltaiki w Krajowym Systemie Elektroenergetycznym wyniosła 4690 MW. To sporo, biorąc pod uwagę, że jeszcze w 2015 roku moc zainstalowana elektrowni fotowoltaicznych w Polsce nie przekraczała 100 MW. Po powolnym wzroście do końca 2018 roku udało się osiągnąć 557 MW. Ostatnie lata to prawdziwa rewolucja, którą wspierają m.in. kolejne edycje programu "Mój Prąd". Bo fotowoltaiczna rewolucja ma także twarz prosumentów, których liczba w marcu 2021 roku przekroczyła w naszym kraju już pół miliona.
Według stanu na 30 kwietnia 2021 r. moc zainstalowana w #PV w KSE wyniosła 4690 MW (na podstawie danych przekazanych do OSP).#OZE #energetyka pic.twitter.com/F2AOwDzR8w
— PSE S.A. (@pse_pl) June 8, 2021
2021 rok przyniósł jednak wyraźny powiew wiatru zmian. Budżetowo nie wygląda to wprawdzie najgorzej, w ramach programu "Mój Prąd 3.0", który wystartował wraz z początkiem lipca, na dofinansowania dla przydomowych instalacji trafi 534 mln zł wobec 1,1 mld zł łącznie we wcześniejszych dwóch edycjach. Planowane jest jednak zmniejszenie wysokości dofinansowania z 5 tys. zł do 3 tys. zł, co wpłynie na zmniejszenie atrakcyjności instalacji.
Przeczytaj także
Dodatkowo resort klimatu chce zmienić mechanizm rozliczania nadwyżek wyprodukowanej przez system energii. Może to w istotny sposób zmniejszyć atrakcyjność systemu rozliczania dla prosumentów, którzy pojawią się na rynku po 2021 roku. I choć dla już obecnie posiadających instalacje nic ma się nie zmienić, to jednak jest to kolejny ruch rządu pokazujący, że coraz poważniej podchodzi do tematu schłodzenia rozpalonej fotowoltaicznej rewolucji.
Takie ruchy wywołują negatywne komentarze wśród ekologów oraz rodzą obawy u prosumentów. Moim zdaniem jednak, to bardzo dobrze, że rząd w końcu zdecydował się na zaciąganie hamulca. Co więcej, mam wrażenie, że i tak jest to robione bardzo delikatnie, żeby nie powiedzieć ospale i za późno.
Rewolucja, która stała się problemem
Istota problemu leży w samej dotychczasowej konstrukcji programu "Mój Prąd". Przytoczone na początku artykułu statystyki - w sporym stopniu napędzane "Moim Prądem" - wyglądają na papierze bardzo przyjemnie. Przyjemnym jest też chwalenie się dużą produkcją ze źródeł fotowoltaicznych w wybranych momentach roku. Odpowiedzialna budowa systemu elektroenergetycznego to jednak nie tylko zabawa statystykami. To proces bardziej złożony, w którym program "Mój Prąd" w dotychczasowej formie staje się nie pomocą, a przeszkodą.
Przeczytaj także
Sytuację można porównać nieco do otwarcia szerokiego, bezkolizyjnego fragmentu drogi, który można z pompą otworzyć, na zdjęciach wygląda świetnie i podbija licznik bezpiecznych dróg w systemie. Problem polega jednak na tym, że auta chwilę dalej trafiają na wąskie gardło i problem korków wcale się nie rozwiązuje.
Owym wąskim gardłem w systemie elektroenergetycznym jest sieć. Rewolucję fotowoltaiczną rozpoczęto w momencie, gdy wspomniana sieć nie była po prostu na nią gotowa. Problem jest tym istotniejszy, że przydomowe instalacje z jednej strony są bardzo rozproszone, lecz z drugiej mogą być lokalnie mocno skoncentrowane. W efekcie nagle do lokalnej starej sieci może trafiać spora ilość produkowanego przez prosumentów prądu.
Katowanie starych sieci
Pół biedy, jeżeli prąd ten jest jak w danym momencie spożytkować. Założenia "Mojego Prądu" są jednak takie, że producent produkuje, oddaje do sieci i na bardzo preferencyjnych warunkach może następnie korzystać z prądu w sieci w dowolnym momencie. Często szczyt produkcji odbiega od szczytu zapotrzebowania i duża produkcja z przydomowych instalacji momentami sieć po prostu "zapycha". Efektem jest wzrost napięcia, a w skrajnych przypadkach wyłączenie części przydomowych instalacji przez inwerter.
Przeczytaj także
Problemu nie było, gdy w danej okolicy liczba przydomowych instalacji była niewielka. Rewolucja przybrała jednak na sile i przydomowe instalacje są coraz powszechniejsze. Dodatkowo są optymalizowane w podobny sposób. Nie stoi za tym szerszy plan, np. wypłaszczania szczytów. I tutaj oczywiście trudno się samym prosumentom dziwić, to nie ich rola. Jednak "góra" wcale nie promuje rozwiązań w tej kwestii. Wręcz przeciwnie, dotychczasowe warunki "Mojego Prądu" problem tylko pogłębiały.
Bardzo fajna grafika pokazująca, dlaczego warto trochę 'urozmacaić' stawianie paneli słonecznej.
— Przemek Stepien (@stepien_przemek) June 28, 2021
Obiegowa prawda mówi, że trzeba ustawić panele w stronę słońca. Ale warto zauważyć korzyści (przestrzenne i energetyczne) z paneli bifacial ustawionych pionowo oraz z takiego miksu. pic.twitter.com/nLqNXPnGNW
Na problem ten zwracał zresztą uwagę i wiceszef Ministerstwa Klimatu i Środowiska Ireneusz Zyska. Omawiając propozycje nowego systemu rozliczeń wskazywał, że już obecnie pojawia się problem z nadwyżką energii z instalacji PV i następują wyłączania takich instalacji. Na problem ten zwracają i uwagę sami prosumenci, co pokazuje, że także im powinno zależeć na "ucywilizowaniu" rozwoju przydomowych instalacji.
Dotowanie problemu, rozwiązania bez dotacji
Teoretycznie można byłoby doinwestować sieci. Po pierwsze jednak wymagałoby to inwestycji ogólnopolskich. Po drugie – to problem, którego nie da się rozwiązać w jedną noc. A po trzecie – przy obecnym ogromie wydatków związanych z transformacją polskiej energetyki sieci zapewne zgodnie z tradycją spadną na koniec listy.
W świetle powyższego dalsze intensywne dotowanie rozwoju przydomowych instalacji w takim kształcie jak obecnie jest nie tylko zaskakujące, co nawet nieodpowiedzialne. Dziwi także, że rząd tak wzbrania się przed objęciem programem np. przydomowych magazynów energii, które problem ten częściowo by przynajmniej łagodziły. Magazyny wypłaszczają szczyty, do programu trafią jednak dopiero w czwartej edycji. A przynajmniej takie póki co są zapowiedzi, bo przypomnijmy, że jeszcze wiosną wskazywano, że podobne inwestycje będą objęte już trzecią edycją programu. Ostatecznie jednak z niej wypadły.
Przeczytaj także
Najniżej wiszący owoc
Warto na koniec także szerzej spojrzeć na zagadnienie fotowoltaiki i polskiego miksu energetycznego. Przyjęta ledwie w lutym 2021 roku "Polityka energetyczna dla Polski do 2040 roku" zakłada, że w 2030 roku moc zainstalowana w fotowoltaice wzrośnie do 5-7 GW. W załączniku z wnioskami z analiz prognostycznych mowa o 5,1 GW. Przypomnijmy, w kwietniu 2021 roku (tuż po przyjęciu strategii) było to już 4,7 GW, dodatkowo zbudowane bardzo dynamicznym wzrostem w ostatnich miesiącach.
Z punktu widzenia PEP2040 jesteśmy więc bardzo daleko przed planem. W pozostałych obszarach realizacja programu transformacji rodzi się jednak w wielkich bólach. Rząd niby w końcu dogadał się z górnikami, obiecane im wydobycie odbiega od planowanego zużycia, więc kolejne konflikty są tylko kwestią czasu. Program budowy elektrowni jądrowej wciąż jest tylko na papierze. Z wiatrakami na lądzie rząd chce się dopiero przeprosić.
Trudno tu mówić o jakimś zrównoważeniu w realizacji planów. W takim układzie fotowoltaiczna rewolucja wydaje się sięgnięciem po "najniżej wiszące owoce", by móc pokazać w Brukseli polskie postępy w reformowaniu energetyki. I być może to jest właśnie klucz do zrozumienia, dlaczego głównym założeniem planów pokroju "Mój Prąd" było do tej pory śrubowanie statystyk, a nie odpowiedzialny i zrównoważony rozwój.
10 prognoz dla fotowoltaiki w Polsce. "Rynek trochę wyhamuje"
Rynek fotowoltaiki w 2021 roku może wyhamować, branża zaczyna się konsolidować i eliminować mniejsze firmy świadczące najprostsze usługi. Przyszłość to budynki trwale zintegrowane z systemami fotowoltaiki i recykling ogniw. Rynkowi eksperci debatowali podczas Dnia fotowoltaiki w Bankier.pl na temat dalszego potencjału systemów pozyskiwania prądu z energii słonecznej.



























































