

Na terenie działania ponad 40 delegatur Krajowego Biura Wyborczego frekwencja nie przekroczyła 9 proc. wynika z oficjalnych protokołów wyników referendum przeanalizowanych przez PAP. Jak dotąd najwyższą frekwencję w skali całego okręgu odnotowano we Wrocławiu - 9,62 proc.
[aktualizacja 9:00]
W części okręgów wyborczych w poniedziałek rano nadal trwało liczenie głosów i uzupełnianie danych do protokołów.
Z analizy wyników z 41 delegatur Krajowego Biura Wyborczego najniższą frekwencję jak dotąd - 5,35 proc.- odnotowano w okręgu ciechanowskim, obejmującym część północno-zachodnich powiatów województwa mazowieckiego.
Niewiele większy odsetek wyborców oddał ważne głosy w okręgu włocławskim, obejmującym swoim terenem południowo-wschodnie powiaty województwa kujawsko-pomorskiego (6,09 proc.), oraz w okręgu łomżyńskim (zachodnie powiaty woj. podlaskiego - 6,15 proc.
Najwyższą, jak dotąd, w skali okręgu frekwencję zanotowano w okręgu wrocławskim (9,62 proc.), obejmującym północno-wschodnią część województwa dolnośląskiego, łącznie z miastem Wrocław.
Niewiele gorsze wyniki odnotowano także w innych okręgach, w skład których wchodzą m.in. ich aglomeracje. W krakowskim frekwencja w referendum wyniosła 8,16 proc, poznańskim - 8,63 proc., gdańskim - 8,6 proc., katowickim -8,26 proc.
W niedzielnym referendum, zarządzonym przez prezydenta Bronisława Komorowskiego Polacy odpowiadali na trzy pytania.
Według cząstkowych danych ogłoszonych w poniedziałek rano przez PKW frekwencja w niedzielnym głosowaniu wyniosła 7,48 proc.
Na pytanie: czy jest Pani/Pan za wprowadzeniem jednomandatowych okręgów wyborczych w wyborach do Sejmu "tak" odpowiedziało 79,88 proc głosujących.
W miejscowości Łosiów, gdzie mieszka Paweł Kukiz, frekwencja wyniosła 14,51 proc. (w całej gm. Lewin Brzeski, w której jest Łosiów - 10,05 proc.). W samym Łosiowie za wprowadzeniem jednomandatowych okręgów wyborczych - opowiedziało się 93,49 proc. głosujących; przeciw było 6,5 proc.
Pozytywnej odpowiedzi na pytanie czy jest Pani/Pan za utrzymaniem dotychczasowego sposobu finansowania partii politycznych z budżetu państwa udzieliło, według porannych danych PKW, 16,44 proc.
"Tak" na pytanie czy jest Pani/Pan za wprowadzeniem zasady ogólnej rozstrzygania wątpliwości co do wykładni przepisów prawa podatkowego na korzyść podatnika odpowiedziało 94,22 proc. uczestniczących w referendum.
Wyniki wczorajszego referendum poznamy około 18.00. Eksperci uważają, że frekwencja okaże się niska, a sam plebiscyt był niepotrzebny.
Głosowanie przebiegło spokojnie. Odnotowano jedynie kilkanaście drobnych incydentów. O 22.oo wszystkie lokale zostały zamknięte. Komisje obwodowe przystąpiły do liczenia głosów. Sędzia Sylwester Marciniak, wiceprzewodniczący Państwowej Komisji Wyborczej poinformował, że do 22.15 nie wpłynęły żadne wiadomości o nadzwyczajnych wydarzeniach, związanych z referendum - ani od Komisarzy wyborczych, ani od obwodowych komisji do spraw referendum.
Sędzia Wojciech Kręcisz wyjaśnił, że wyniki głosowania zostaną policzone dla każdego z pytań oddzielnie. Wyborca mógł bowiem na przykład poprzeć jedno z rozwiązań, wyrazić negatywny stosunek do innego, a w stosunku do kolejnego - wyrazić dezaprobatę oddając głos nieważny.
Żeby referendum było wiążące, powinno w nim wziąć udział ponad 15 milionów osób, czyli ponad 50 procent uprawnionych do głosowania.
Polacy nie wykazali szczególnego zainteresowania referendum
Polacy nie wykazali szczególnego zainteresowania referendum - mówili zgodnie politycy w Wieczorze referendalnym na antenie RDC.
Zdaniem senator Barbary Borys-Damięckiej z Platformy Obywatelskiej, przed referendum było za mało rzeczowej dyskusji, a za dużo szumu informacyjnego, który zniechęcił obywateli. Senator dodała, że nie zauważyła przed głosowaniem żadnej większej debaty ani poważnej analizy. Mogło to zniechęcić do udziału w referendum.
Senator Prawa i Sprawiedliwości Jan Maria Jackowski uważa, że referendum było grą polityczną prezydenta Bronisława Komorowskiego, i niepotrzebnym wydatkiem. Zostało wykorzystane do kampanii wyborczej Bronisława Komorowskiego i kosztowało sto milionów złotych - podkreślił Jackowski.
W opinii Sebastiana Gajewskiego ze Zjednoczonej Lewicy, pytania referendalne nie interesowały Polaków. Nie dotyczyły one bowiem kwestii istotnych dla przeciętnego obywatela.
Eksperci: "To było niepotrzebne referendum"
Socjolog, profesor Radosław Markowski, spodziewa się niskiej frekwencji oraz politycznych przepychanek. Jego zdaniem, Polacy niechętnie uczestniczą w głosowaniach, a dobro i sprawy publiczne są im obce. Socjolog dodał, że po ogłoszeniu wyników referendum zacznie się polityczny spór o to, która partia miała rację. Profesor Markowski powiedział, że zdumiewa go postawa Pawła Kukiza. Jego ruch, który był na początku ruchem jednomandatowych okręgów wyborczych, nie wziął praktycznie żadnego udziału w kampanii przedreferendalnej.
Negatywnie o referendum i pytaniach w nim sformułowanych wypowiada się też Anna Materska-Sosnowska z Instytutu Nauk Politycznych. Jej zdaniem, politycy zadali pytania, a potem umyli ręce. Materska-Sosnowska uważa, że najpierw należałoby przez rok albo dwa przedyskutować problemy, których dotyczyło referendum, a potem zorganizować plebiscyt z pytaniami bardziej konkretnymi, niż te zadane wczoraj.
Także politolog, profesor Wojciech Łukowski, uważa, że głosowanie od początku nie miało sensu. Jego zdaniem, Polacy właściwie ocenili istotę tego referendum i dlatego frekwencja będzie fatalna. To rodzaj wyrażenia braku zainteresowania wobec "eksperymentów na demokracji" , które fundują nam politycy - powiedział politolog. Profesor Łukowski uważa, że do głosowania zniechęcił przede wszystkim polityczny charakter referendum. Jego zdaniem, bardzo wielu wyborców odebrało to głosowanie nie jako poważne zapytanie o to, co sądzą o fundamentalnych kwestiach polskiego ustroju, ale jako następstwo walki politycznej. W tym przypadku, podkreśla politolog, "był to pomysł na ratowanie skóry przed porażką wyborczą Bronisława Komorowskiego". Ekspert żałuje zarazem, że ten "eksperyment" był tak drogi, ponieważ, według szacunków, referendum mogło kosztować około 100 milionów złotych.
Doktor Wojciech Jabłoński z Uniwersytetu Warszawskiego powiedział Informacyjnej Agencji Radiowej, że nie ma szans, by frekwencja zbliżyła się do wymaganych 50 procent. Referendum nie będzie więc wiążące. Zdaniem politologa, to był tylko element kampanii Bronisława Komorowskiego. "To kukułcze jajo, podrzucone przez Komorowskiego, okazało się nie tyle jajem śmierdzącym, co wydmuszką" - powiedział doktor Jabłoński dodając, że za nieudaną kampanię byłego prezydenta podatnicy zapłacili sto milionów złotych. Zdaniem politologa, na fiasku referendum straci przede wszystkim Platforma Obywatelska, zwłaszcza, że nie zgodziła się na zorganizowanie referendum zaproponowanego przez Andrzeja Dudę. Prawo i Sprawiedliwość będzie mówić, że referendum Komorowskiego nie wyszło, a nie dopuszczono do referendum - pod którym podpisało się kilka milionów osób - uważa doktor Jabłoński. Jego zdaniem, drugim przegranym będzie Paweł Kukiz, który zamiast prowadzić kampanię referendalną, zajmował się układaniem list wyborczych i sporami wewnątrz swojego ruchu.
Instytucja referendum powinna być zreformowana - uważa doktor Olgierd Annusewicz. Politolog z Uniwersytetu Warszawskiego jest też zdania, że frekwencja okaże się niższa od 15 procent. Doktor Annusewicz podkreśla, że wyborcy mogli być zmęczeni tematem referendum. Jego zdaniem, formuła referendum w Polsce powinna się zmienić, bo wyborcy nie są przekonani o skuteczności takiego głosowania. Instytucja referendum jest źle zaprojektowana - podkreślił politolog, dodając, że referendum samo w sobie jest doskonałą okazją do zapytania obywateli o ich zdanie w kluczowych sprawach. Tak jest na przykład w Szwajcarii. Politolog wskazuje na próg referendalny, który jego zdaniem powinien być zniesiony lub obniżony. Według niego, można byłoby się też zastanowić, jaki realny wpływ na system prawny powinien mieć wynik referendum.
Informacyjna Agencja Radiowa/ IAR/ Siekaj/PAP



























































