Kurs euro przekraczający 4,75 zł sygnalizuje bardzo głęboką słabość polskiej waluty. Złotemu szkodzi siła dolara, który w Polsce notowany jest blisko najwyższych poziomów w historii. Niemal rekordowo mocny pozostaje także frank szwajcarski.


Polska waluta nie ma lekko. Amerykańska Rezerwa Federalna postawiła sobie za cel zduszenie inflacji i zamierza w ciągu kilku najbliższych miesięcy podnieść stopę funduszy federalnych w rejon 4,5%. Przy zapowiedzianym przez prezesa NBP Adama Glapińskiego zakończeniu (lub zatrzymaniu) cyklu podwyżek stóp procentowych w Polsce działa to na niekorzyść złotego.
I to dobrze widać na rynku walutowym. Od niemal dwóch tygodni złoty słabnie. Kurs euro zdążył się w tym czasie podnieść z 4,68 zł do przeszło 4,78 zł w czwartek w godzinach porannych. W piątek o 9:38 euro kosztowało 4,7602 zł i było o ponad grosz droższe niż wczoraj wieczorem.
Mamy za sobą kilka dni mocnych wzrostów kursu euro, które na krótką metę przekreśliły szanse na istotne umocnienie polskiej waluty. Jednak w dłuższym terminie niewiele się zmienia. Złoty pozostaje wyjątkowo słaby, a kurs euro od marca utrzymuje się w konsolidacji w granicach 4,55-4,85 zł.
Znacznie gorzej sytuacja wygląda na parze z dolarem, który względem euro właśnie ustanowił nowe 20-letnie minimum. W rezultacie amerykańska waluta na polskim rynku w piątek rano kosztowała ponad 4,87 zł, czyli o blisko 5 groszy więcej niż dzień wcześniej. Oznacza to też, że kurs USD/PLN ustanowił nowy rekord wszech czasów, przebijając szczyt z połowy lipca.
O ponad 3,5 grosz zwyżkowały notowania franka szwajcarskiego, w piątek o poranku wycenianego na 4,9710 zł. To jednak mniej niż w czwartek rano, gdy helwecka waluta kosztowała rekordowe 5,0486 zł. Bez większych zmian pozostawał kurs funta do złotego, kształtujący się na poziomie 5,4381 zł. Natomiast funt na parze z dolarem notowany był najwyżej od 1985 roku.
KK


























































