REKLAMA

Debiutowa gorączka na GPW

Adam Torchała2021-04-27 06:00redaktor Bankier.pl
publikacja
2021-04-27 06:00
Debiutowa gorączka na GPW
Debiutowa gorączka na GPW
fot. Malwina Wrotniak / / Bankier.pl

Kwiecień przyniósł warszawskiej giełdzie wysyp debiutów w skali niewidzianej od sześciu lat. Na debiutantach wcale nie jest jednak tak łatwo zarobić.

Cztery dni z debiutami z rzędu zasługują już na tytuł małej debiutowej gorączki. I nie, mowa nie o Wall Street, a o GPW, która jeszcze do niedawna statystykami napływu nowych spółek nie powalała. W kwietniu 2021 roku przy Książęcej zameldowało się jednak już 6 nowych podmiotów, co jest najwyższym wynikiem od kwietnia 2015 roku. A przecież miesiąc jeszcze trwa, w środę na rynek trafi siódma spółka w tym miesiącu - Drago Entertainment.

Statystyki ciągnie w górę rynek NewConnect, w 2021 roku miało na nim miejsce już 11 debiutów (z Drago będzie 12). Przed rokiem było ich 14, więc istnieje spora szansa, że ten wynik zostanie poprawiony jeszcze wiosną. Jak najbardziej w zasięgu wydaje się całoroczny wynik na poziomie 20 debiutów, a przypomnijmy, że po raz ostatni granicę tę przekroczono na "małej giełdzie" w 2014 roku.

fot. / / Bankier.pl

Ożywiła się też nieco sytuacja na GPW. Tutaj już w zeszłym roku - m.in. za sprawą Allegro - mówiło się o renesansie rynku pierwotnych ofert, tzw. IPO, jednak liczbowo wciąż "szału nie było". Odejmując przejścia z NewConnect, mowa o 5 nowych podmiotach na GPW w ciągu całego 2020 roku. Lepsze to niż 1 klasyczny debiut (słownie: jeden!) w 2019 roku, szczególnie biorąc pod uwagę warunki (pandemia), jednak renesansem tego nazwać nie sposób. W 2021 roku jesteśmy już po 3 debiutach na głównym rynku i 2 przejściach z NewConnect. W sumie to najlepszy "debiutowy" start roku dla głównego rynku od sześciu lat (6 debiutów w okresie styczeń-kwiecień 2015). Ożywienie? Jak najbardziej. 

Szansa na przełamanie kryzysu

Warto dodać, że środek minionej dekady w porównaniach powraca nieprzypadkowo. Po boomie giełdowym przed upadkiem Lehmann Brothers rynek IPO dość szybko się otrząsnął m.in. za sprawą dużych prywatyzacji lat 2009-2013. Te się jednak skończyły, dodatkowo "rozebrano" także OFE, które odgrywały istotną rolę po stronie popytowej na GPW. Wszystko to podlane słabością indeksów (niskie wyceny), niskimi stopami procentowymi i stosunkowo niewielkim zainteresowaniem inwestorów indywidualnych giełdą sprawiło, że spółek zaczęło ubywać, a nie przybywać.

fot. / / Bankier.pl

Kryzys dotknął szczególnie główny rynek, który mimo przejmowania kolejnych spółek z NewConnect i tak się kurczył. Na koniec 2016 roku na GPW było 487 spółek, teraz jest ich 431. Liczba debiutów spadła z dziesiątek do jedności, co przy wzmożonej liczbie wycofań firm z obrotu zaowocowało wspomnianą statystyką. Problemem była nie tylko ilość, a jakość. W drugiej połowie minionej dekady duże oferty trafiały się sporadycznie. Po 2013 roku 1 mld zł przekroczyli jedynie Play, Dino i Allegro, dla porównania w okresie 2005-2013 takich ofert było aż 14. W latach 2015-2019 (poza 2017 rokiem) żadna oferta nie przekroczyła 0,25 mld zł! Rynek IPO kulał na obie nogi.

Nie tylko "ilość"

Teraz poprawę widać na obu frontach. Oprócz Allegro (największy debiut w historii) z października 2020 mieliśmy przecież jeszcze w ostatnich miesiącach oferty PCF (203 mln zł), Captora (183 mln zł) i Huuuge (1,7 mld zł), a przecież na tle niedawnej degrengolady wyróżnialiby się i Aswear (81 mln zł), i Dadelo (83 mln zł). Wszystko to debiuty z ostatniego półrocza. Do tego dochodzi wspominana "masa" wspomagana przez NewConnect. Ten załamanie rynku IPO przeżył nieco lepiej, m.in. za sprawą hossy producentów gier, którzy tłumnie ruszyli na "małą giełdę". 2020 rok przyniósł jednak prawdziwą eksplozję zainteresowania NewConnectem drobnych inwestorów, co do pojawienia się przy Książęcej zachęciło kolejne spółki. Szczególnie że inwestorom nie brakowało apetytu na ryzyko, o czym szerzej pisałem w tekście podsumowującym rok koronawirusa na giełdzie.

Warto jednak podkreślić, że w przypadku debiutów "więcej" wcale nie musi oznaczać "lepiej". Przekonali się o tym inwestorzy w latach 2010-2012, gdy obserwowaliśmy prawdziwe zatrzęsienie nowych spółek na NewConnect (łącznie 347 debiutów przez trzy lata!). Problemem były jednak kryteria wejściowe, "mała giełda" wówczas raczkowała, chciano zbudować masę i w efekcie rynek zasysał wiele spółek, które nie powinny na niego trafić. Popsuło to reputację "małej giełdy" na lata. Teraz w składzie debiutantów przeważają firmy wschodzące, z tzw. nowej gospodarki. Oczywiście nie będzie brakowało wpadek i spektakularnych podebiutowych wtop (taka natura giełdy i nieodłączna cecha spółek na wczesnym etapie rozwoju), niemniej wydaje się, że w końcu statek o nazwie "giełdowe debiuty" zaczął zmierzać w mniej więcej pożądanym kierunku.

Teoretycznie im więcej jakościowych spółek, tym lepiej dla inwestorów. Mają oni większe pole do dywersyfikacji, a więc i do ograniczania ryzyka. Mniej napompowane w ten sposób powinny być także wyceny innych jakościowych spółek (przekleństwo małego wyboru daje o sobie znać ostatnio choćby w WIG20, ale jest widoczne i na szerokim rynku). Problem jednak, że na samych debiutach wbrew pozorom nie jest tak łatwo zarobić.

Nie wszystko złoto, co rośnie

Na papierze nie wygląda to źle, jednak debiutowe stopy zwrotu na głównym rynku GPW wyglądały o wiele lepiej w 2020 roku niż w 2021. W ubiegłym roku cała piątka debiutantów na głównym rynku pierwszy dzień notowań zakończyła wzrostem. I to sporym, jedynie Dadelo (+6,7 proc.) nie przekroczyło poziomu o co najmniej 50 proc. Teraz? Debiutujący tuż po nowym roku Answear jeszcze wyraźnie urósł, Huuuge i Captor pierwszy dzień notowań kończyły jednak drobnymi spadkami.

Gwałtowne zeszłoroczne wzrosty na debiutach jednak również wcale nie musiały być powodem do radości dla inwestorów. To pochodna ogromnego zainteresowania, które sprawiało, że chętnych było o wiele więcej niż akcji. Efekt - redukcje, które w skrajnych przypadkach przekraczały nawet 95 proc. Innymi słowy inwestorzy otrzymywali ułamek akcji, na który się zapisywali i de facto nie mogli w pełni skorzystać na wzrostach otwarcia. Chęć zakupu przesuwana była więc na pierwsze sesje, co powodowało gwałtowne wzrosty notowań, których nie udawało się utrzymać w dłuższym terminie. Z debiutantów z 2020 roku tylko Dadelo jest notowany ponad poziomem z pierwszej sesji (czyli spółka, która drożała najmniej na pierwszej sesji). Reszta? Pod kreską.

Problem dobrze obrazuje m.in. Allegro, którego akcje na fali entuzjazmu tuż po debiucie podrożały najpierw do 65 zł (pierwsze notowanie), a później nawet do 100 zł, by dziś być notowane po 56,6 zł. Niby to nadal więcej niż ofertowe 43 zł, biorąc jednak pod uwagę, że w trakcie IPO stopa redukcji zapisów inwestorów indywidualnych wyniosła aż 85 proc., bardziej zasadnym punktem odniesienia wydaje się pierwsze notowanie (a tutaj Allegro już jest pod kreską). Kto szybko nie sprzedał, ten raczej (mimo genialnego otwarcia) z giełdowej przygody Allegro zadowolony nie jest.

Jeszcze bardziej zawile wygląda sytuacja na rynku NewConnect. Tam większość ofert to oferty nie publiczne, a prywatne, co oznacza, że nie zawsze inwestor może nabyć akcje przed debiutem. Na otwarciach wciąż przeważa zieleń, choć daleko jest do sytuacji z zeszłego roku, gdy spółki miewały problemy z otwarciem notowań przez kilka dni (tak w momencie debiutu popyt przeważał nad podażą).

To zresztą właśnie najprawdopodobniej wspomniane zeszłoroczne wielkie wzrosty na pierwszych sesjach po debiucie nakręciły inwestorów na kolejne debiuty. Z jednej strony to mocne wsparcie dla rynku IPO, z drugiej był to element usypiający nieco czujność. Bo skoro wszystko rosło na debiutach, to po co analizować spółkę? Rynek powoli się normalizuje, a inwestorzy powinni pamiętać, że sukces debiutu nie zależy tylko od tego, czy spółka jest dobra, ale i od tego, czy sprzedawana jest za atrakcyjną cenę.

Źródło:
Adam Torchała
Adam Torchała
redaktor Bankier.pl

Redaktor zajmujący się rynkami kapitałowymi. Zdobywca tytułu Herosa Rynku Kapitałowego 2018 przyznanego przez Stowarzyszenie Inwestorów Indywidualnych. Swoją uwagę skupia głównie na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie, gdzie trzyma rękę na pulsie nie tylko całego rynku, ale także poszczególnych spółek. Z uwagą śledzi również ogólnogospodarcze wydarzenia w kraju i poza jego granicami.

Tematy

Otwórz Konto Firmowe Godne Polecenia i zyskaj nawet 1600 zł premii!

Komentarze (1)

dodaj komentarz
428ustka
To widac na otwarciu lecimy na leb na szyje napewno ,,sygnaly zaa oceanu wszystko zmienia,, a jak to bylo 10lat temu?

Powiązane: W co warto teraz zainwestować?

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki