Ważą się losy Grecji, która musi spłacić 13 mld euro długu wobec MFW i EBC. Polska tylko w przyszłym roku musi oddać 110 mld złotych, z czego ponad połowę inwestorom zagranicznym. Różnica między Polską a Grecją w istocie osadza się na kwestii zaufania.


Od kilku tygodni Ateny desperacko gromadzą fundusze na spłatę kolejnych rat zadłużenia względem Międzynarodowego Funduszu Walutowego. Miesiąc temu Grecy z trudem uzbierali 450 mln euro, ale już 12 maja muszą wysupłać kolejne 766,5 mln euro, a 5 czerwca 1,6 mld euro. W całym 2015 roku Grecja musi oddać 13 mld euro (7,25% PKB) długu wobec MFW i EBC oraz zrolować drugie tyle krótkoterminowego zadłużenia w postaci bonów skarbowych.

Dla porównania, do końca tego roku Skarb Państwa musi spłacić 72,7 mld złotych długu (ok. 18 mld euro), a w przyszłym roku kwota ta rośnie do 110,4 mld zł. Z roku na rok łączne potrzeby pożyczkowe Polski (rozłożone na kilka lat) powiększają się o wysokość deficytu sektora finansów publicznych, który w ostatnich latach wynosił 50-60 mld zł.
Zobacz także
Wartość nominalna samych obligacji skarbowych zapadających w 2016 roku wynosi 91,2 mld zł, czyli 5,3% ubiegłorocznego PKB. Jedynym sposobem spłaty tego długu jest zaciągnięcie nowych pożyczek (tj. emisja nowych obligacji). Według stanu na koniec lutego, 57,8% długu Skarbu Państwa było w rękach inwestorów zagranicznych. Gdyby z jakichś względów zagraniczne banki i fundusze nie zechciały kupić polskich obligacji, rząd musiałby w ciągu roku dopisać do listy wydatków ponad 50 mld zł. To prawie 1/6 budżetu państwa i są to wydatki, jakich w żadnym budżecie się nie przewiduje.
To sytuacja czysto hipotetyczna i obecnie bardzo mało prawdopodobna. Rentowność polskich papierów skarbowych jest niemal rekordowo niska (tj. ich ceny są wysokie, a minister finansów może zaciągać tanie pożyczki), a polskie obligacje są wysoko cenionym aktywem na rynkach finansowych. Tyle że zaufanie bardzo łatwo utracić – w przypadku Grecji droga od „wiarygodnego dłużnika” do „pewnego bankruta” została pokonana w niespełna pół roku.
Ryzyko może też przyjść z zewnątrz. W stosunkowo spokojnym dla polskiej gospodarki roku 2013 rentowność obligacji 10-letnich w pół roku podskoczyła z 3,2% do 4,6%. Po upadku banku Lehman Brothers wystarczył miesiąc, by koszty obsługi polskiego długu podskoczyły z 5,8% do 7,8%. Gdy skończy się okres rekordowo taniego kredytu, polski dług publiczny stanie się dla nas poważnym obciążeniem.
























































