REKLAMA
JANUSZ KRYPTO

Czy czas już na reformę czasu?

Michał Żuławiński2014-04-13 06:00analityk Bankier.pl
publikacja
2014-04-13 06:00

Która godzina jest teraz w Sydney? W jaki dzień w tym roku wypada Wigilia? Który długi weekend pozwoli na najdłuższy urlop? Te i podobne pytania wciąż nurtują ludzi na całym świecie, a nie raz mieszają im szyki. Okazuje się, że w szufladach naukowców istnieją propozycje na to, jak tego chaosu uniknąć.

Zegarowy zawrót głowy

Panująca na Zachodzie moda na przestawianie czasu na letni w imię wątpliwych korzyści ekonomicznych budzi coraz większe kontrowersje. Znacznie mniej kontestowany jest podział na strefy czasowe, który wydaje się wręcz czymś naturalnym - w końcu słońce "maszeruje" ze wschodu na zachód, budząc kolejne kraje o panujących w danej strefie godzinach porannych. Jak się okazuje, i w tej kwestii nie brakuje sporów.

Z lekcji geografii wiadomo, że każde miejsce na ziemi ma swój czas słoneczny, którego stosowanie na szerszą skalę jest jednak niepraktyczne. W celu usprawnienia międzynarodowej koordynacji w coraz bardziej zglobalizowanym świecie, w XIX wieku wprowadzono strefy czasowe. Ze względu na nieregularne granice polityczne, nie wszędzie obowiązuje czas zgodny z teoretycznym podziałem opartym o 15 stopni długości geograficznej. Kiedy w Londynie zegarek wskazuje 8.00, to zarówno w hiszpańskim Vigo, jak i Suwałkach jest 9.00, natomiast w rosyjskiej eksklawie kaliningradzkiej jest 10.00.

W większości najbardziej rozległych państw funkcjonuje kilka stref czasowych. Ten podział także nie jest stały. W 2010 r. Rosja (która nota bene nie zmienia też czasu na letni) ograniczyła liczbę stref czasowych z 11 do 9. Jeszcze dalej poszły Chiny, które chociaż teoretycznie powinny leżeć w aż 5 strefach, od 1949 r. - w wyniku dekretu przewodniczącego Mao - mają tylko jedną. Oznacza to, że zarówno na krańcach Mandżurii jak i 4800 kilometrów dalej, przy granicy z Tadżykistanem zegarki wskazują identyczną godzinę. To tak jakby jedna strefa czasowa rozciągała się od Kazania do Lizbony.

Jeden czas dla wszystkich

Eksperyment chiński każe zastanowić się, co by było, gdyby w ogóle zrezygnować ze stref czasowych. Z taką kontrowersyjną koncepcją wyszli dwaj amerykańscy naukowcy z Uniwersytetu Johna Hopkinsa w Baltimore, astrofizyk Richard Conn Henry i ekonomista Steve Hanke. Ich pomysł jest prosty - niech cały świat przejdzie na czas uniwersalny, czyli ten, który obowiązuje w Londynie (dawniej zwany Greenwich). W ten sposób wreszcie można by uniknąć globalnego chaosu związanego z ciągłym przeliczaniem różnic czasowych, które dodatkowo potęgują różne podejścia poszczególnych krajów do zmiany czasu na letni - w zależności od daty Sydney jest "oddalone" od Londynu o 9, 10 lub 11 godzin.

ZOBACZ TEŻ: Zmiana czasu to tresura

Dla Polaków taka zmiana nie byłaby szokiem - na stałe przestawilibyśmy zegarki o godzinę do tyłu. Większej rewolucji doświadczyliby Amerykanie czy Australijczycy. Mieszkańcy Nowego Jorku wstawaliby nie o 7 tylko o 12, kończyli pracę nie o 17 tylko o 22 i kładli się spać o 5 zamiast o północy. W drugą stronę zegarki przestawiliby mieszkańcy Sydney. Z całą pewnością ten nieco europocentryczny pomysł (choć równie dobrze można wybrać inną strefę, tak żeby wszyscy musieli się dostosować) wymagałby zmiany nawyków i szyldów na sklepach, lecz żyć się z tym da. Udowadniają to mieszkańcy chińskiego Sinciangu, gdzie np. 22 grudnia słońce wstaje dopiero o 10 rano. Ponadto jednego czasu - właśnie uniwersalnego - używa się też przestworzach, czy to w kabinach pilotów czy na stacjach kosmicznych.

Docelowo do jednej wspólnej strefy czasowej można by dochodzić stopniowo - wzorem Rosji usunąć poszczególne strefy i do jednego worka wrzucić np. całe Stany Zjednoczone czy Europę. Jak przekonują zwolennicy unifikacji, w zamian za konieczność dostosowania się do nowego czasu coraz mocniej ze sobą kooperująca ludzkość dostałaby wspólny czas dla całej "globalnej wioski". Mogłoby to przynieść wymierne korzyści ekonomiczne i jeszcze bardziej zintegrować odległe krańce świata.

Wieczny długi weekend i koniec Halloween

Obok stref czasowych, źródłem globalnej konfuzji bywa też kalendarz. Od zarania ludzkości każda cywilizacja na swój sposób liczyła czas, po wiekach walki o prymat ogólnoświatowym standardem stał się kalendarz gregoriański, który używany jest nawet tam, gdzie Kościół Katolicki nigdy nie rozszerzył swoich wpływów. Czymś naiwnym byłoby jednak sądzić, że w kwestii tej nastąpił definitywny koniec historii i ludzie nie zastanawiają się nad usprawnieniami.

Cytowani już panowie Hanke i Henry mają też pomysł na reformę kalendarza. Jego podstawą jest koncepcja "kalendarza wiecznego", zgodnie z którą każdy rok jest identyczny. 1 stycznia zawsze wypada w niedzielę, 1 maja zawsze we wtorek (najlepszy układ dla długiego weekendu), a Wigilia w sobotę. Przeciwników importowania Halloween mógłby ucieszyć fakt, że ze względu na liczący tylko 30 dni październik, dla święta tego zabrakłoby miejsca. Cały kalendarz dostępny poniżej:

Taki efekt udaje się osiągnąć dzięki dodaniu do 364-dniowego roku dodatkowego tygodnia, który wypadałby co 5-6 lat (np. 2015, 2020, 2026, 2032, 2037 ). Dodatkowy tydzień służyłby zsynchronizowaniu kalendarza z porami roku, które w okresach pośrednich mogłyby się nieco wahać. Z tego względu mogłaby zaistnieć konieczność stosowania starego kalendarza w rolnictwie, aczkolwiek w sektorze tym pracuje obecnie znaczna mniejszość ludności.

Jak argumentują dwaj uczeni, ich kalendarz ma przewagę nad innymi ze względu na zachowanie układu piątków, sobót i niedziel tak ważnych dla wyznawców największych religii. Wystarczy wprowadzić go w roku, w którym w kalendarzu gregoriańskim 1 stycznia przypada w niedzielę. Alternatywne koncepcje często zakładają bowiem podział roku na trzynaście 28-dniowych miesięcy (13*28=364) oraz wprowadzenie dodatkowego, nienależącego do żadnego miesiąca dnia na koniec roku i zachowanie lat przestępnych. Taki układ powoduje "rozjechanie się" dni świątecznych względem obecnego kalendarza, co może powodować np. sprzeciw osób wierzących, które z tego powodu odrzucały m.in. sowiecką pięcio- czy sześciodniówkę obowiązującą w latach 30.

Komu to potrzebne?

Jak przekonują autorzy kalendarza, korzyści z jego wprowadzenia byłyby bardzo wymierne. Przede wszystkim znacznie uprościłoby się porównywanie danych ekonomicznych z poszczególnych lat. Umożliwiłyby to równe, 91-dniowe kwartały - pierwsze dwa miesiące zawsze po 30 dni, trzeci 31-dniowy - z taką samą liczbą dni roboczych (po 65+26 dni wolnych).

Dzięki temu nie mielibyśmy do czynienia z sytuacjami takimi jak w 2012 r., kiedy to analitycy z Wall Street zapomnieli, że IV kwartał w kalendarzu roku obrotowego spółki Apple był o tydzień krótszy niż rok wcześniej. Opierając się na standardowym 13-tygodniowym kwartale i używając kalendarza gregoriańskiego należy dokonywać korekt co 5-6 lat, a dodatkowy tydzień dołożono Apple dołożyło właśnie w 2011 r. co podbiło wyniki sprzedaży. (więcej tutaj) W efekcie zamieszania ceny akcji giganta z Palo Alto tąpnęły w ciągu jednej sesji najmocniej od 4 lat, bo aż o 13%!

Sprawozdawczość finansowa czy wycena obligacji (obecnie w obliczeniach często zakłada się, że rok ma 360 dni) to nie jedyne korzyści, jakie przedstawiają Hanke i Henry. Harmonogramy wszystkich wyborów, imprez masowych czy rozgrywek sportowych już zawsze mogłyby pozostać stałe. Każdy rok szkolny trwałby tyle samo. Wspomniane już planowanie długich weekendów znacznie by się uprościło.

Reformy w szufladzie

Powiedzieć, że kalendarz i zegarek to narzędzia, które mają służyć człowiekowi to truizm. Istotnie jednak czego innego potrzebował średniowieczny rolnik, który nigdy nie opuścił swojego regionu i wystarczał mu czas słoneczny, a czego innego człowiek doby rewolucji przemysłowej, która możliwa była nie tylko dzięki maszynie parowej, ale i uregulowanym harmonogramom oraz rozkładom jazdy.

Na zmianę kalendarza od 1 stycznia 2015 r. czy natychmiastowe przestawienie zegarków na jeden czas póki co nie ma co liczyć. Warto jednak wiedzieć, że w szufladach uczonych są rozwiązania, które będzie można wcielić w życie, gdy ludzkie potrzeby ponownie się zmienią - gdy zaczniemy podbijać kosmos albo chociaż podróżować po Ziemi z zawrotną prędkością, która jeszcze bardziej zbliży do siebie odległe krańce "globalnej wioski".

Źródło:
Tematy
Wyprzedaż Rocznika 2025. Hybrydowe SUV-y Forda
Wyprzedaż Rocznika 2025. Hybrydowe SUV-y Forda

Komentarze (14)

dodaj komentarz
~Boguś
Ujednolicenie godzin nie ma większego znaczenia, słońce i tak wędruje po nieboskłonie=w dalszym ciągu śpimy w nocy, pracujemy w dzień. Zamiast pamiętać jaki w danym miejscu jest czas, musielibyśmy pamiętać w jakich godzinach jest noc w danych częściach świata. Nie ułatwiłoby to niczego, dzwonisz do gościa o 10 w sprawie interesów,Ujednolicenie godzin nie ma większego znaczenia, słońce i tak wędruje po nieboskłonie=w dalszym ciągu śpimy w nocy, pracujemy w dzień. Zamiast pamiętać jaki w danym miejscu jest czas, musielibyśmy pamiętać w jakich godzinach jest noc w danych częściach świata. Nie ułatwiłoby to niczego, dzwonisz do gościa o 10 w sprawie interesów, a on i tak śpi - bo tam jest przecież 5 rano. Sportowcy w dalszym ciągu jadąc na zawody startowaliby "w nocy" w porównaniu do tubylców itd. itd.

Co do kalendarza - 1 maja może i wypadałby zawsze we wtorek, ale w USA nie obchodzą wtedy święta pracy- nie ma wolnego.

Jeśli jakaś solidna reforma kalendarza by się zdarzyła - czemu nie, ale nie z powodu takich argumentów jak tu. Jeżeli ekonomiści nie znają się na kalendarzu i pomylili się przy Apple - to ich problem. Giełda nie powinna być wyznacznikiem wszystkiego dla wszystkich.
~as
dla statystyk molochów typu apple miałbym zyć w zamieszaniu i mylić dzień z nocą - dziekuję.
~panzwami
Zmiana czasu z zimowego na letni i odwrotnie obecnie nie ma sensu, ale proponowana zmiana kalendarza, to już co innego. To pomysł pod globalistycznych urzędasów i biurokratów w celu lepszej kontroli nad pogłowiem pracujących baranów i ich zasobów. Veto.
~Sejna
Ekonomiści i analitycy chcą sobie ułatwić robotę wywracając świat do góry zegarem :)
~lel
artykuł przeczytam później bo od problemów czasu letni czy może zimowy - nie potrzebuję autorytetów zwłaszcza naukowych.
~Ppp
Artykuł bardzo interesujący, ale myślę, że w praktyce grzebanie w kalendarzu nie miałoby sensu. Właściwie można by zrezygnować ze zmiany czasu zimowego na letni i nieco wyprostować granice stref czasowych – np. Anglia powinna być z tej samej, co Francja, Hiszpania i Portugalia.
Więcej kombinacji nie jest potrzebne –
Artykuł bardzo interesujący, ale myślę, że w praktyce grzebanie w kalendarzu nie miałoby sensu. Właściwie można by zrezygnować ze zmiany czasu zimowego na letni i nieco wyprostować granice stref czasowych – np. Anglia powinna być z tej samej, co Francja, Hiszpania i Portugalia.
Więcej kombinacji nie jest potrzebne – dzień przestępny równo co cztery lata jest lepszy od “przestępnego tygodnia” co 5-6 lat, w dodatku nieregularnie.
Pozdr.
~bonzo
Ta reforma to jakiś dowcip. Powinno być tak:
1) jeden czas na całej planecie,
2) system dziesiętny na całej planecie,
3) podział doby na 10 jednostek,
4) podział godziny na 100 minut,
5) podział minuty na 100 sekund,
6) rok podzielony na 10 miesięcy,
7) miesiąc po 36 dni,
8) tydzień 9 dni (6 roboczych, 3 wolne),
Ta reforma to jakiś dowcip. Powinno być tak:
1) jeden czas na całej planecie,
2) system dziesiętny na całej planecie,
3) podział doby na 10 jednostek,
4) podział godziny na 100 minut,
5) podział minuty na 100 sekund,
6) rok podzielony na 10 miesięcy,
7) miesiąc po 36 dni,
8) tydzień 9 dni (6 roboczych, 3 wolne),
9) 4 tygodnie w miesiącu,
10) żadnych świąt wypadających w dni robocze,
11) brakujące 5 dni to tydzień świąteczny (każdy może świętować co chce),
12) 1 dzień roku to zawsze pierwszy dzień tygodnia i nie trzeba przesuwać daty tylko odpowiednio drukować kalendarze...

~MacGawer
Mniej więcej tak kombinowali francuscy rewolucjoniści. Wprowadzili 10 dni tygodnia i prosty podział roku na miesiące, a miesiąca na dekady z dodatkowymi dniami wolnymi na koniec roku. Niby wszystko fajnie ale ludzie w żaden sposob nie mogli się przystosować, po 10 latach wycofali się z tak dlugiego tygodnia. Po prostu 7 dniowy tydzień Mniej więcej tak kombinowali francuscy rewolucjoniści. Wprowadzili 10 dni tygodnia i prosty podział roku na miesiące, a miesiąca na dekady z dodatkowymi dniami wolnymi na koniec roku. Niby wszystko fajnie ale ludzie w żaden sposob nie mogli się przystosować, po 10 latach wycofali się z tak dlugiego tygodnia. Po prostu 7 dniowy tydzień jest "wdrukowany" w nasz biologiczny zegar, krótszy lub dłuższy był męczący. Nie wiem dlaczego uważasz system dziesiętny za wygodny? Pisząc programy zauważyłem, że jest on fatalny i nawet 12-kowy (tuzinowy) byłby znacznie bardziej poręczny. Wynika to z podzielności liczb. A w erze komputerów idealny jest 16-kowy, czyli jeżeli nowy podzial doby, to na 16 godzin, 16 minut i 16 sekund. Ew. godzin 16, a minut i sekund może być więcej, np. 128 lub 256 (czyli w systemie szesnastkowym odpowiednio 10, 80 i 100). Taki podział bardzo, ale to bardzo ułatwiłby programowanie wszelkiej maści mikrokontrolerów gdzie ilośc pamięci czy szybkość jest ograniczona. Jeżeli mamy iść w nowoczesność rezygnując z 24 godzinnej doby i 60 minutowej godziny, to nie warto zatrzymywać się na XIXw dziesiątkach. XXIw pracuje w takt zer i jedynek :D
~MacGawer odpowiada ~MacGawer
Jeszcze jedno, liczenie w systemie szersnastkowym jest znacznie, ale to znacznie łatwiejsze nie w dziesiętnym. Dzieciaki ktore od małego byłyby do niego przyzwyczajone dziwiłyby się, że ludzie tak długo używali dziesiętnego "dziwoląga" ;)
~cia@gov.com
bardzo dobry pomysl. Powinno sie jeszcze pojsc dalej i wlasnie przyjac ten kalendarz ekonomiczny jako obowiazujacy - to oczywiste, ze kalendarz powinien miec 13 miesiecy, kazdy po 4 tygodnie, ale z powodu zabobonow i w celu wprowadzenia zamieszania w umyslach niszczac naturalny cykl miesieczny (miesiac czyli ksiezyc - z pelni w now bardzo dobry pomysl. Powinno sie jeszcze pojsc dalej i wlasnie przyjac ten kalendarz ekonomiczny jako obowiazujacy - to oczywiste, ze kalendarz powinien miec 13 miesiecy, kazdy po 4 tygodnie, ale z powodu zabobonow i w celu wprowadzenia zamieszania w umyslach niszczac naturalny cykl miesieczny (miesiac czyli ksiezyc - z pelni w now w 28 dni) wprowadzono kalendarz 12 miesieczny, ktory nie ma zadnego sensu i nie ma z niego zadnego pozytku.

Powiązane: Długi

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki