Która godzina jest teraz w Sydney? W jaki dzień w tym roku wypada Wigilia? Który długi weekend pozwoli na najdłuższy urlop? Te i podobne pytania wciąż nurtują ludzi na całym świecie, a nie raz mieszają im szyki. Okazuje się, że w szufladach naukowców istnieją propozycje na to, jak tego chaosu uniknąć.
Zegarowy zawrót głowy
Panująca na Zachodzie moda na przestawianie czasu na letni w imię wątpliwych korzyści ekonomicznych budzi coraz większe kontrowersje. Znacznie mniej kontestowany jest podział na strefy czasowe, który wydaje się wręcz czymś naturalnym - w końcu słońce "maszeruje" ze wschodu na zachód, budząc kolejne kraje o panujących w danej strefie godzinach porannych. Jak się okazuje, i w tej kwestii nie brakuje sporów.
Z lekcji geografii wiadomo, że każde miejsce na ziemi ma swój czas słoneczny, którego stosowanie na szerszą skalę jest jednak niepraktyczne. W celu usprawnienia międzynarodowej koordynacji w coraz bardziej zglobalizowanym świecie, w XIX wieku wprowadzono strefy czasowe. Ze względu na nieregularne granice polityczne, nie wszędzie obowiązuje czas zgodny z teoretycznym podziałem opartym o 15 stopni długości geograficznej. Kiedy w Londynie zegarek wskazuje 8.00, to zarówno w hiszpańskim Vigo, jak i Suwałkach jest 9.00, natomiast w rosyjskiej eksklawie kaliningradzkiej jest 10.00.
W większości najbardziej rozległych państw funkcjonuje kilka stref czasowych. Ten podział także nie jest stały. W 2010 r. Rosja (która nota bene nie zmienia też czasu na letni) ograniczyła liczbę stref czasowych z 11 do 9. Jeszcze dalej poszły Chiny, które chociaż teoretycznie powinny leżeć w aż 5 strefach, od 1949 r. - w wyniku dekretu przewodniczącego Mao - mają tylko jedną. Oznacza to, że zarówno na krańcach Mandżurii jak i 4800 kilometrów dalej, przy granicy z Tadżykistanem zegarki wskazują identyczną godzinę. To tak jakby jedna strefa czasowa rozciągała się od Kazania do Lizbony.
Jeden czas dla wszystkich
Eksperyment chiński każe zastanowić się, co by było, gdyby w ogóle zrezygnować ze stref czasowych. Z taką kontrowersyjną koncepcją wyszli dwaj amerykańscy naukowcy z Uniwersytetu Johna Hopkinsa w Baltimore, astrofizyk Richard Conn Henry i ekonomista Steve Hanke. Ich pomysł jest prosty - niech cały świat przejdzie na czas uniwersalny, czyli ten, który obowiązuje w Londynie (dawniej zwany Greenwich). W ten sposób wreszcie można by uniknąć globalnego chaosu związanego z ciągłym przeliczaniem różnic czasowych, które dodatkowo potęgują różne podejścia poszczególnych krajów do zmiany czasu na letni - w zależności od daty Sydney jest "oddalone" od Londynu o 9, 10 lub 11 godzin.
ZOBACZ TEŻ: Zmiana czasu to tresura
Dla Polaków taka zmiana nie byłaby szokiem - na stałe przestawilibyśmy zegarki o godzinę do tyłu. Większej rewolucji doświadczyliby Amerykanie czy Australijczycy. Mieszkańcy Nowego Jorku wstawaliby nie o 7 tylko o 12, kończyli pracę nie o 17 tylko o 22 i kładli się spać o 5 zamiast o północy. W drugą stronę zegarki przestawiliby mieszkańcy Sydney. Z całą pewnością ten nieco europocentryczny pomysł (choć równie dobrze można wybrać inną strefę, tak żeby wszyscy musieli się dostosować) wymagałby zmiany nawyków i szyldów na sklepach, lecz żyć się z tym da. Udowadniają to mieszkańcy chińskiego Sinciangu, gdzie np. 22 grudnia słońce wstaje dopiero o 10 rano. Ponadto jednego czasu - właśnie uniwersalnego - używa się też przestworzach, czy to w kabinach pilotów czy na stacjach kosmicznych.
Docelowo do jednej wspólnej strefy czasowej można by dochodzić stopniowo - wzorem Rosji usunąć poszczególne strefy i do jednego worka wrzucić np. całe Stany Zjednoczone czy Europę. Jak przekonują zwolennicy unifikacji, w zamian za konieczność dostosowania się do nowego czasu coraz mocniej ze sobą kooperująca ludzkość dostałaby wspólny czas dla całej "globalnej wioski". Mogłoby to przynieść wymierne korzyści ekonomiczne i jeszcze bardziej zintegrować odległe krańce świata.
Wieczny długi weekend i koniec Halloween
Obok stref czasowych, źródłem globalnej konfuzji bywa też kalendarz. Od zarania ludzkości każda cywilizacja na swój sposób liczyła czas, po wiekach walki o prymat ogólnoświatowym standardem stał się kalendarz gregoriański, który używany jest nawet tam, gdzie Kościół Katolicki nigdy nie rozszerzył swoich wpływów. Czymś naiwnym byłoby jednak sądzić, że w kwestii tej nastąpił definitywny koniec historii i ludzie nie zastanawiają się nad usprawnieniami.
Cytowani już panowie Hanke i Henry mają też pomysł na reformę kalendarza. Jego podstawą jest koncepcja "kalendarza wiecznego", zgodnie z którą każdy rok jest identyczny. 1 stycznia zawsze wypada w niedzielę, 1 maja zawsze we wtorek (najlepszy układ dla długiego weekendu), a Wigilia w sobotę. Przeciwników importowania Halloween mógłby ucieszyć fakt, że ze względu na liczący tylko 30 dni październik, dla święta tego zabrakłoby miejsca. Cały kalendarz dostępny poniżej:
Taki efekt udaje się osiągnąć dzięki dodaniu do 364-dniowego roku dodatkowego tygodnia, który wypadałby co 5-6 lat (np. 2015, 2020, 2026, 2032, 2037 ). Dodatkowy tydzień służyłby zsynchronizowaniu kalendarza z porami roku, które w okresach pośrednich mogłyby się nieco wahać. Z tego względu mogłaby zaistnieć konieczność stosowania starego kalendarza w rolnictwie, aczkolwiek w sektorze tym pracuje obecnie znaczna mniejszość ludności.
Jak argumentują dwaj uczeni, ich kalendarz ma przewagę nad innymi ze względu na zachowanie układu piątków, sobót i niedziel tak ważnych dla wyznawców największych religii. Wystarczy wprowadzić go w roku, w którym w kalendarzu gregoriańskim 1 stycznia przypada w niedzielę. Alternatywne koncepcje często zakładają bowiem podział roku na trzynaście 28-dniowych miesięcy (13*28=364) oraz wprowadzenie dodatkowego, nienależącego do żadnego miesiąca dnia na koniec roku i zachowanie lat przestępnych. Taki układ powoduje "rozjechanie się" dni świątecznych względem obecnego kalendarza, co może powodować np. sprzeciw osób wierzących, które z tego powodu odrzucały m.in. sowiecką pięcio- czy sześciodniówkę obowiązującą w latach 30.
Komu to potrzebne?
Jak przekonują autorzy kalendarza, korzyści z jego wprowadzenia byłyby bardzo wymierne. Przede wszystkim znacznie uprościłoby się porównywanie danych ekonomicznych z poszczególnych lat. Umożliwiłyby to równe, 91-dniowe kwartały - pierwsze dwa miesiące zawsze po 30 dni, trzeci 31-dniowy - z taką samą liczbą dni roboczych (po 65+26 dni wolnych).
Dzięki temu nie mielibyśmy do czynienia z sytuacjami takimi jak w 2012 r., kiedy to analitycy z Wall Street zapomnieli, że IV kwartał w kalendarzu roku obrotowego spółki Apple był o tydzień krótszy niż rok wcześniej. Opierając się na standardowym 13-tygodniowym kwartale i używając kalendarza gregoriańskiego należy dokonywać korekt co 5-6 lat, a dodatkowy tydzień dołożono Apple dołożyło właśnie w 2011 r. co podbiło wyniki sprzedaży. (więcej tutaj) W efekcie zamieszania ceny akcji giganta z Palo Alto tąpnęły w ciągu jednej sesji najmocniej od 4 lat, bo aż o 13%!
Sprawozdawczość finansowa czy wycena obligacji (obecnie w obliczeniach często zakłada się, że rok ma 360 dni) to nie jedyne korzyści, jakie przedstawiają Hanke i Henry. Harmonogramy wszystkich wyborów, imprez masowych czy rozgrywek sportowych już zawsze mogłyby pozostać stałe. Każdy rok szkolny trwałby tyle samo. Wspomniane już planowanie długich weekendów znacznie by się uprościło.
Reformy w szufladzie
Powiedzieć, że kalendarz i zegarek to narzędzia, które mają służyć człowiekowi to truizm. Istotnie jednak czego innego potrzebował średniowieczny rolnik, który nigdy nie opuścił swojego regionu i wystarczał mu czas słoneczny, a czego innego człowiek doby rewolucji przemysłowej, która możliwa była nie tylko dzięki maszynie parowej, ale i uregulowanym harmonogramom oraz rozkładom jazdy.
Na zmianę kalendarza od 1 stycznia 2015 r. czy natychmiastowe przestawienie zegarków na jeden czas póki co nie ma co liczyć. Warto jednak wiedzieć, że w szufladach uczonych są rozwiązania, które będzie można wcielić w życie, gdy ludzkie potrzeby ponownie się zmienią - gdy zaczniemy podbijać kosmos albo chociaż podróżować po Ziemi z zawrotną prędkością, która jeszcze bardziej zbliży do siebie odległe krańce "globalnej wioski".





















































