20 lat temu Polska była trzecim producentem węgla kamiennego na świecie. Potem jego wydobycie systematycznie spadało, tak samo jak zyski kopalni. Węgiel zalega na hałdach, a jego import jest większy niż eksport. Prognozy nie są dobre - Unia Europejska prowadzi antywęglową politykę, a rząd planuje zakaz palenia nim w domach.

foto: Thinkstock
W czasach PRL-u węgiel w Polsce był "czarnym złotem" - przy jego wydobyciu zatrudnienie znajdowało mnóstwo osób (w 1989 roku ponad 400 tys. zatrudnionych), a pomimo niskiej efektywności pracy jego wydobycie w 1989 roku wyniosło prawie 180 mln ton. Inną kwestią było to, komu i za ile sprzedawaliśmy nasz węgiel. Klientem był Związek Radziecki i kupował surowiec za bezcen - cena wynosiła zaledwie 10% jego ówczesnej wartości rynkowej. Nierentowne kopalnie wspomagano pieniędzmi z potężnie zadłużonego budżetu centralnego.
Sytuacja zmieniła się po obaleniu rządów komunistów. Po próbach reform i restrukturyzacji branży wydobycia węgla zatrudnienie w kopalniach do 2003 roku spadło prawie czterokrotnie, a wydobycie uległo redukcji o 40%. Aktualnie Polska produkuje rocznie niecałe 80 mln ton węgla i choć jego wydobycie wzrosło w 2012 roku w porównaniu do roku wcześniej, to na przestrzeni lat widoczny jest stały trend spadkowy.
Polska coraz mniej widoczna na rynku węgla
Na rynku Unii Europejskiej Polska jako producent węgla wygląda naprawdę nieźle - według Centrum Adama Smitha w 2009 roku nasz kraj odpowiadał za 60% całkowitej produkcji węgla w UE, a Kompania Węglowa jest największym producentem tego surowca w całej Europie. Niestety na arenie światowej sytuacja wygląda gorzej - Polska, jako jeden z dwóch krajów pierwszej dziewiątki producentów węgla, zmniejsza jego wydobycie.
![]() | » Zakaz palenia węglem - ekologiczno-gospodarcze rozdwojenie jaźni |
Najbardziej niepokoi jednak fakt, że Polska z węglowej potęgi stała się importerem netto tego surowca. W 2012 roku Polska kupiła za granicą 2,7 mln ton więcej niż sprzedała. Rok wcześniej bilans handlowy był jeszcze gorszy, a nadwyżka importu wynosiła 8,7 mln ton.
Zmiany na rynku również nie są korzystne dla naszych spółek węglowych (w dużej mierze będących własnością Skarbu Państwa). Według danych Ministerstwa Gospodarki koszt wydobycia surowca wzrósł na początku 2013 roku o prawie 10% przy jednoczesnym spadku cen węgla na rynkach światowych o 12% w stosunku do roku poprzedniego. Według Biura Komunikacji Społecznej rentowność polskiego górnictwa węgla była w ostatnich latach na poziomie 5-10 euro za tonę. Rachunek ekonomiczny jest zatem prosty - biznes przestaje się opłacać.
Związkowcy kulą u nogi
Ceny węgla są kształtowane przez globalny rynek, na którym po stronie popytu działają skoncentrowani odbiorcy. Dzięki swojej sile przetargowej mogą wymuszać na dostawcy obniżenie ceny, a jeśli to się nie uda, kupują węgiel z innego źródła, najczęściej z niskokosztowych kopalni odkrywkowych. Przedsiębiorstwo górnicze nie ma więc wpływu na cenę swojego produktu. Jedynym ratunkiem jest cięcie kosztów wewnątrz przedsiębiorstwa.
Polskie kopalnie są tylko z pozoru przedsiębiorstwami suwerennymi. Firmie nie jest łatwo działać na arenie międzynarodowej bez faktycznej możliwości zarządzania we wszystkich aspektach. Właśnie takie zdanie wyraża w swoim raporcie Centrum im. Adama Smitha, a jako głównych winowajców podaje dużą rolę związków zawodowych w kształtowaniu polityki zatrudnienia, a także premie dla górników. Ekwiwalenty barbórkowe, tzw. czternasta pensja, kredkowe, czy odprawy emerytalne - to tylko część długiej wyliczanki.
Powyższe świadczenia wynikają ze sztywnych branżowych regulacji. Na ich zmianę nie zgodzi się żaden związek zawodowy, a każda próba ich zmniejszenia skończy się strajkami w kopalniach i paleniem opon pod kancelarią premiera. Jeśli dodamy do tego, że koszty pracy to połowa wszystkich kosztów przedsiębiorstw górniczych, to nakłada to na kopalnie poważne ograniczenie w zarządzaniu finansami.
Rząd musi działać, jeśli chce ocalić kopalnie
![]() | » Ogrzewanie domu - co zamiast węgla? |
Jako konieczne do spełnienia warunki działania kopalni wymienione zostały utrzymanie kosztów produkcji na poziomie konkurencyjnym w stosunku do cen, ustalenie optymalnego poziomu zatrudnienia oraz utrzymanie prawidłowych relacji między wzrostem wynagrodzeń, a wynikiem ekonomicznym firmy. Przy takich założeniach kopalnie nie mogą obejść się bez redukcji zatrudnienia - aby jej dokonać, na miejsca odchodzących na emeryturę pracowników nie będą zatrudniani nowi.
Obecnie, według GUS, głównym odbiorcą polskiego węgla jest przemysł energetyczny - zużywa on ponad 50% wydobytego w Polsce węgla kamiennego. Dopóki bezpieczeństwo energetyczne będzie (zgodnie z zapowiedziami premiera) oparte na węglu, to kopalnie mają zapewnionego nabywcę w postaci elektrociepłowni. To, czy sprzedaż węgla tym podmiotom będzie opłacalna, to inna kwestia - taryfy opłat za prąd są przecież obniżane, więc tu również trwa szukanie oszczędności. Rodzi się zatem podobny mechanizm, jak przy próbie sprzedaży węgla na światowych rynkach.
Oparcie bezpieczeństwa energetycznego Polski na węglu rodzi inne problemy, takie jak kary nakładane przez Unię Europejską za nadmierną emisję dwutlenku węgla. To między innymi dlatego coraz częściej w mediach słychać o zakazie ogrzewania domu węglem (indywidualni odbiorcy stanowią ponad 10% zużycia - zlikwidowanie tego rynku to kolejny problem kopalni), a coraz więcej energii produkujemy z gazu i ropy naftowej.
Kto kupi polski węgiel?
Najsensowniejszą drogą, przy optymalizacji kosztów, jest eksport węgla. Koszty kopalni muszą być zmniejszone do takiego poziomu, aby węgiel mógł być sprzedawany po konkurencyjnej cenie i jednocześnie zapewniać rentowność przedsiębiorstwom.
![]() | » Nie ma alternatywy dla węgla |
Pojawia się pytanie: kto będzie nabywcą naszego "czarnego złota"? Jest to istotne, ponieważ jak wynika z informacji Węglokoksu S.A., koszty transportu stanowią dużą część ceny dostarczanego węgla. Aby je zmniejszyć i zachować rentowność, odbiorca powinien być blisko i kupować duże ilości surowca (co przekłada się na niższy koszt jednostkowy transportu).
Dobrym odbiorcą naszego węgla mogą być zachodni sąsiedzi - Niemcy. Odległość jest najkrótsza z możliwych, co więcej, można ją pokonać koleją (tu pojawia się zadanie dla giełdowego debiutanta ostatnich tygodni- PKP Cargo).
W 2011 roku Angela Merkel mówiła o powrocie do węgla jako ekologicznego źródła energii. Opinia o węglu jako "dobrym" źródle energii powróciła po katastrofie elektrowni jądrowej w Fukushimie. Strach przed podobną sytuacją w Europie został wykorzystany przez Merkel, która zapowiedziała powrót do energii z węgla. Dodatkowo w 2018 roku wygasną subwencje na niemieckie kopalnie węgla, co może oznaczać likwidację wielu z nich. Stwarza to konieczność zapewnienia innego źródła tego surowca - całą sytuację może wykorzystać Polska.
Pomimo tego, że sytuacja jest trudna, dla polskiego węgla miejsce się znajdzie - zarówno w kraju, jak i za granicą. Na pewno będzie wykorzystany w polskiej energetyce. Według naukowców, którym Górnicza Izba Przemysłowo-Handlowa zleciła badania, Polska w perspektywie 40 lat nie obejdzie się bez węgla. Jeśli wciąż możemy czerpać z naszych złóż, to nie ma powodu, aby importować. Trzeba "jedynie" zapewnić kopalniom możliwość osiągania długotrwałej rentowności tak, aby stały się przedsiębiorstwami w pełni rynkowymi i zdolnymi do konkurencji na rynkach światowych. A tego nie da się osiągnąć bez reform płac i zatrudnienia.
Marcin Lekki
Bankier.pl





























































