Białek: Prezes Fed ma za zadanie wywołać recesję

O roli Rezerwy Federalnej, o wpływie amerykańskich prezydentów na giełdę, o "Chinageddonie" oraz o szansach na nową hossę na GPW rozmawiamy z Wojciechem Białkiem, głównym analitykiem CDM Pekao oraz jednym z prelegentów zbliżającej się XX Konferencji Wall Street.

(fot. Marek Wiśniewski / Puls Biznesu)

Krzysztof Kolany: Niemal równo rok temu odnotowaliśmy historyczne maksimum na indeksie S&P500. Od tego czasu obserwujemy trend boczny z silnymi perturbacjami po drodze. Czy uważa pan, że jest to koniec hossy rozpoczętej w 2009 roku?

Wojciech Białek: Uczciwa odpowiedź jest taka, że nie wiem.

Po uczynieniu powyższego zastrzeżenia powiem, że nie. Że to nie był koniec hossy. Ale najpierw trochę postraszę. Powiem, czemu powinniśmy się bać. Powody do lęku są moim zdaniem trzy.

Zacznę od tego, że mamy rok wyborów prezydenckich. I to takich, w których urzędujący prezydent kończy drugą kadencję. Można się obawiać, że takiemu prezydentowi już nie za bardzo zależy. I ostatnio tak to rzeczywiście wyglądało. Ostatnio z podobnym przypadkiem mieliśmy do czynienia w 2008 roku, gdy kończyła się druga kadencja prezydenta G.W. Busha, czyli maj 2008. I gdy się spojrzy na wykres, wniosek jest jeden: uciekać. Jeszcze wcześniej taka sytuacja zdarzyła się w roku 2000, gdy Clinton-mąż kończył karierę. I tutaj wniosek jest podobny: to było dwa miesiące po wczesnym szczycie hossy. Wtedy do września można było jeszcze poczekać, ale potem trzeba uciekać, bo zaczyna się 50-procentowy spadek SP500.

To już brzmi groźnie, jak gdyby kończący drugą kadencję prezydenci USA kierowali się w polityce gospodarczej zasadą „po mnie choćby potop”. Jak się cofniemy do Reagana, który w 1988 roku skończył swoją drugą kadencję, to zobaczymy, że tam w październiku 1987 był słynny „kraszek” (Czarny Poniedziałek – największy dzienny spadek indeksu Dow Jones Industrial Average, który tego dnia stracił 22,6% - przyp. red.). Ale powiedzmy, że to już mamy za sobą, bo jesteśmy w maju ’88, więc ten argument ulega trochę złagodzeniu.

Tym bardziej, że jeśli cofniemy się o kolejne 40 lat, do Eisenhowera – to jest poprzedniego amerykańskiego prezydenta, który normalnie skończył swoją drugą kadencję (nikt go nie zabił, nie zrezygnował z kandydowania, nie został odsunięty) – otrzymujemy wersję dosyć optymistyczną - za kilka miesięcy S&P500 spada do ok. 1.860 pkt., a potem non stop rośnie.

Konkurs "Prognoza dla rynku akcji"

Redakcja Bankier.pl ma do rozdania dwie wejściówki (Pakiet Silver) na konferencję Wall Street 20 organizowaną przez Stowarzyszenie Inwestorów Indywidualnych. Osoby chcące otrzymać wejściówki zapraszamy do naszego konkursu.

Aby wziąć udział, prosimy o przesłanie na adres konkurs@bankier.pl krótkiego (do 1000 znaków) opisu prognozy dla polskiego lub amerykańskiego rynku akcji.

Prognozy należy przesyłać do 31 maja 2016 r. do godziny 8:00. Nagrodzone zostaną najbardziej kreatywne i ciekawe odpowiedzi.

Przeczytaj regulamin ogólny konkursu.

Czyli to jest takie prezydenckie ostrzeżenie pół na pół?

Tak, ale jeśli cofniemy się w czasie do kolejnego, „normalnego” dwukadencyjnego prezydenta (nie takiego jak Roosevelt, który rządził cztery kadencje), musimy wrócić aż do roku 1920, gdy drugą kadencję kończył W. Wilson.  Niestety, to znowu jest ta wersja niekoniecznie optymistyczna, bo w roku 1920 S&P500 spada o jedną trzecią.

Mamy więc albo dwa ostatnie przypadki i wtedy rekomendacja brzmi: uciekaj! Albo gdy weźmiemy cztery ostatnie przypadki, to jest 2 na 4. Ale jak weźmiemy całe sto lat, to mamy 3 na pięć przypadków pesymistycznych. Projekcja wartości średniej przemysłowej Dow Jonesa uzyskana na podstawie tych 5 historycznych przypadków spada do listopada do poziomów dołków indeksu z sierpnia 2015 i lutego tego roku, po czym wznawia wzrosty.

A czym są pozostałe dwa strachy?

Dwa lata i trzy miesiące temu Amerykanie otrzymali nowego szefa Fedu. Mamy tu pewien bardzo silny wzorzec. Mianowicie nowy szef Fedu przychodzi zawsze 5 lat po poprzedniej recesji. Pani Yellen przychodzi w 2014 roku – w pięć lat po recesji z roku 2009. Bernanke w 2006 – pięć lat po recesji z 2001 roku. Greenspan w 1987 – w 5 lat po recesji z 1982, Paul Volcker w 1979 – w 5 lat po recesji z 1974 roku.

Przychodzą i zaczynają podnosić stopy procentowe.

Z historii wynika, że mają jedno zadanie: wywołać następną recesję. I są w tym bardzo skuteczni. Poprzedni szef Fedu ustępuje po wyprowadzeniu gospodarki z recesji, którą wywołał. Natomiast nowy ma za zadanie wywołać następną recesję, z której potem ma amerykańską gospodarkę wyciągnąć.

Popatrzmy, co robił S&P500 w dwa lata i trzy miesiące po wyborze nowego szefa Fedu. Bernanke: maj 2008. Albo listopad 1989 roku – recesja w Stanach zaczyna się za 7 miesięcy. Albo listopad 1981 roku – recesja zaczyna się w roku 1982. Zatem pani Yellen musi się teraz bardzo denerwować, że jej poprzednicy byli na tym etapie bardzo zaawansowani w wywoływaniu następnej recesji, a ona na razie jest jeszcze w lesie. Projekcja wartości S&P 500 oparta na ścieżkach indeksu po datach zmiany na stanowisku szefa Fed załamuje się od maja tego roku i pionowo spada do marca 2017.

Zakładamy, że aby wywołać recesję, trzeba podnieść stopy procentowe, z czym pani Yellen idzie jak po grudzie. Czyli zakłada pan, że Fed dokona kolejnych podwyżek?

Właśnie do tego zmierzałem, ale dodałbym jeszcze trzeci element, który może wywoływać niepokój amerykańskiego inwestora. Mianowicie obecna fala ożywienia, która się rozpoczęła w 2009 roku, jest już czwartą najdłuższą w historii USA. Najdłuższym okresem ożywienia były lata 90. – nazwijmy je „okresem clintonowskim” – 120 miesięcy w klasyfikacji NBER. Drugi najdłuższy okres ożywienia trwał 106 miesięcy, czyli lata 60. Trzeci to czasy reaganowskie, czyli 92 miesiące w latach 1982-89.

Obecnie od dna poprzedniej recesji mamy już 82 miesiące. Sam w sobie fakt, że obecne ożywienie jest już dość stare – jest jednym z czterech najdłuższych w historii – czyli jest na pewno bliżej końca niż początku – jest niepokojący. Ale jeśli popatrzymy na tę trójkę, z którą można je obecnie porównywać, no to jeszcze mamy przed sobą czas. Gdybyśmy wyrównali to "clintonowskie" osiągnięcie, równo 10 lat ożywienia, to jesteśmy w stanie pociągnąć do początku 2019 roku.

Mamy więc trzy historyczne przypadki, gdy ta recesja przychodzi dość późno. Jeśli spojrzymy na wykres S&P500 w tych przypadkach, w których ożywienie jest dłuższe niż obecne, to zobaczymy S&P500 robiący szczyt za 10 miesięcy, 14 miesięcy i 27 miesięcy. Innymi słowy: ta starość obecnego cyklu nie jest jeszcze wyrokiem. W najbardziej optymistycznym wariancie mamy jeszcze ponad dwa lata ożywienia, w pośrednim ponad rok, a w najgorszym razie do początków 2017 roku. Projekcja wartości S&P 500 uzyskana na podstawie tych 3 przypadków rośnie jeszcze przez 17 miesięcy.

Czytaj dalej: Co jest potrzebne, by pojawiła się recesja w USA, czego spodziewać się po Europie i czy nadejdzie "Chinageddon"

Źródło:

Newsletter Bankier.pl

Dodałeś komentarz Twój komentarz został zapisany i pojawi się na stronie za kilka minut.

Nowy komentarz

Anuluj
0 0 ~xd

będzie ucieczka w bezpieczne aktywa

! Odpowiedz
1 0 (usunięty)

(wiadomość usunięta przez moderatora)

! Odpowiedz
1 6 ~dav

Jak już mainstream zaczyna ćwierkać z klucza "spiskowego" - znaczy ręcznego sterowania finansami światowymi to znaczy, że reset już blisko. Jak zawsze ucierpią na tym ostatni - Janusze finansjery.

! Odpowiedz
0 24 ~generalkoster

Artykuł w sposób niemalże naukowy pokazuje pewne zjawisko. Zmieniają się aktorzy i rekwizyty - szef FED, prezydent - ale główni reżyserzy i ich ekipa zaplecza wciąż ci sami. Oni zawsze wiedzą, kiedy należy kupić, a kiedy sprzedać, bo to oni sterują marionetkami. Jak tu nie wierzyć w teorie spiskowe. :-)

! Odpowiedz
4 6 ~Dim

"Dlatego że jednak z takich czy innych względów obserwujemy od kilku lat systematyczne słabnięcie polskiego rynku w stosunku do tego, co obserwowaliśmy w przeszłości. Wiążę to z kastracją OFE dokonaną przez poprzedni rząd. "

Gdyż OFE rozfurlały fundusze im powierzone z mocy ustawy. Sypanie pieniędzmi powodowało zaburzenia na rynku.

Inne względy dotyczące drobnych inwestorów są takie że dysponując własnymi pieniędzmi i brakiem dobrze płatnych angaży w branży "giełdowej", drobni uczestnicy rynku dobrze zakonotywują sobie giełdową lekcję. Główny morał z niej płynący jest taki że dla udziałowców mniejszościowych prawo własności do majątku spółki jest w świetle obecnego prawa bardzo słabo chronione można nawet powiedzieć, jest w ogóle nie chronione. Więc można oczekiwać że chętnych do gry w "jednorękiego bandytę" będzie coraz mniej. Może nawet nie dlatego że mało jest kandydatów na finansowych samobójców ale z powodu nieustającego drenażu portfeli nawet "właścicieli" dobrze prosperujących podmiotów. Większościowy w sumie może wszystko np. podwyższenie bez prawa poboru, z częściowym wyłączeniem prawa poboru, i w takich przypadkach ustalaniem przez siebie ceny emisyjnej, płatne aportem niepieniężnym, zmniejszanie udziału mniejszościowych niskim kosztem tak by w sposób przymusowy można było i odkupić jeszcze taniej. Zdaje się że najwyższe władze już od bardzo dawna w ustanawianiu prawa tak kierowały tymi zależnościami aby drobny majątek z wielu rąk przekierowywać i koncentrować u dużo mniejszej liczby większych właścicieli. Na dziś to tyle.

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
0 11 ~Martin

Panie Krzysztofie, kapitalny wywiad więcej takich proszę. Panie Wojtku, bardzo ciekawe spostrzeżenia i analiza historyczna.

! Odpowiedz
1 33 ~spekulat

No i to jest prawdziwy gość z klasą, nie wróży z fusów, nie opowiada bredni, nie gada co fibo, nie pierdzieli głupot, tylko rzeczowo z sensem statystycznie przedstawia sprawę. Szanuję Pana. pozdrawiam.

! Odpowiedz
1 0 (usunięty)

(wiadomość usunięta przez moderatora)

! Odpowiedz
2 14 ~Emil

Bardzo ciekawy artykul oparty na duzej wiedzy, dzieki.

Mam tylko jedno pytanie na ktore mam nadzieje redakcja mi odpowie. Piszecie o recesji i o koniecznosci jej wykonania.

Czemu receaja w gospodarce usa jest wedlug Was potrzebna ?

Dlaczego sadzicie ( a moze tylko Pan Bialek sadzi ) ze wywolanie recesji to zadanie szefowej Fedu ?

Z gory przepraszam za brak polskich znakow.

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
3 7 ~Inwestor

Bo analityk musi coś opowiadać, za to pobiera pieniądze. Wywołanie recesji nie jest zadaniem szefowej Fed, obecnie ona robi wszystko, aby do wyborów temu zapobiec: nie spieszy się z podnoszeniem stóp, aby nie zaszkodzić gospodarce oraz pilnuje swoich wypowiedzi, by nie przestraszyć wall street (wyższe ceny akcji = większy dobrobyt = więcej głosów dla demokratów).

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz

Wskaźniki makroekonomiczne

Inflacja rdr 2,1% X 2017
PKB rdr 4,7% III kw. 2017
Stopa bezrobocia 6,6% X 2017
Przeciętne wynagrodzenie 4 574,35 zł X 2017
Produkcja przemysłowa rdr 12,3% X 2017

Znajdź profil

Zapisz się na bezpłatny newsletter Bankier.pl