REKLAMA

Białek: Prezes Fed ma za zadanie wywołać recesję

2016-05-30 06:00
publikacja
2016-05-30 06:00

O roli Rezerwy Federalnej, o wpływie amerykańskich prezydentów na giełdę, o "Chinageddonie" oraz o szansach na nową hossę na GPW rozmawiamy z Wojciechem Białkiem, głównym analitykiem CDM Pekao oraz jednym z prelegentów zbliżającej się XX Konferencji Wall Street.

/ fot. Marek Wiśniewski / Puls Biznesu

Krzysztof Kolany: Niemal równo rok temu odnotowaliśmy historyczne maksimum na indeksie S&P500. Od tego czasu obserwujemy trend boczny z silnymi perturbacjami po drodze. Czy uważa pan, że jest to koniec hossy rozpoczętej w 2009 roku?

Wojciech Białek: Uczciwa odpowiedź jest taka, że nie wiem.

Po uczynieniu powyższego zastrzeżenia powiem, że nie. Że to nie był koniec hossy. Ale najpierw trochę postraszę. Powiem, czemu powinniśmy się bać. Powody do lęku są moim zdaniem trzy.

Zacznę od tego, że mamy rok wyborów prezydenckich. I to takich, w których urzędujący prezydent kończy drugą kadencję. Można się obawiać, że takiemu prezydentowi już nie za bardzo zależy. I ostatnio tak to rzeczywiście wyglądało. Ostatnio z podobnym przypadkiem mieliśmy do czynienia w 2008 roku, gdy kończyła się druga kadencja prezydenta G.W. Busha, czyli maj 2008. I gdy się spojrzy na wykres, wniosek jest jeden: uciekać. Jeszcze wcześniej taka sytuacja zdarzyła się w roku 2000, gdy Clinton-mąż kończył karierę. I tutaj wniosek jest podobny: to było dwa miesiące po wczesnym szczycie hossy. Wtedy do września można było jeszcze poczekać, ale potem trzeba uciekać, bo zaczyna się 50-procentowy spadek SP500.

To już brzmi groźnie, jak gdyby kończący drugą kadencję prezydenci USA kierowali się w polityce gospodarczej zasadą „po mnie choćby potop”. Jak się cofniemy do Reagana, który w 1988 roku skończył swoją drugą kadencję, to zobaczymy, że tam w październiku 1987 był słynny „kraszek” (Czarny Poniedziałek – największy dzienny spadek indeksu Dow Jones Industrial Average, który tego dnia stracił 22,6% - przyp. red.). Ale powiedzmy, że to już mamy za sobą, bo jesteśmy w maju ’88, więc ten argument ulega trochę złagodzeniu.

Tym bardziej, że jeśli cofniemy się o kolejne 40 lat, do Eisenhowera – to jest poprzedniego amerykańskiego prezydenta, który normalnie skończył swoją drugą kadencję (nikt go nie zabił, nie zrezygnował z kandydowania, nie został odsunięty) – otrzymujemy wersję dosyć optymistyczną - za kilka miesięcy S&P500 spada do ok. 1.860 pkt., a potem non stop rośnie.

Konkurs "Prognoza dla rynku akcji"

Redakcja Bankier.pl ma do rozdania dwie wejściówki (Pakiet Silver) na konferencję Wall Street 20 organizowaną przez Stowarzyszenie Inwestorów Indywidualnych. Osoby chcące otrzymać wejściówki zapraszamy do naszego konkursu.

Aby wziąć udział, prosimy o przesłanie na adres konkurs@bankier.pl krótkiego (do 1000 znaków) opisu prognozy dla polskiego lub amerykańskiego rynku akcji.

Prognozy należy przesyłać do 31 maja 2016 r. do godziny 8:00. Nagrodzone zostaną najbardziej kreatywne i ciekawe odpowiedzi.

Przeczytaj regulamin ogólny konkursu.

Czyli to jest takie prezydenckie ostrzeżenie pół na pół?

Tak, ale jeśli cofniemy się w czasie do kolejnego, „normalnego” dwukadencyjnego prezydenta (nie takiego jak Roosevelt, który rządził cztery kadencje), musimy wrócić aż do roku 1920, gdy drugą kadencję kończył W. Wilson.  Niestety, to znowu jest ta wersja niekoniecznie optymistyczna, bo w roku 1920 S&P500 spada o jedną trzecią.

Mamy więc albo dwa ostatnie przypadki i wtedy rekomendacja brzmi: uciekaj! Albo gdy weźmiemy cztery ostatnie przypadki, to jest 2 na 4. Ale jak weźmiemy całe sto lat, to mamy 3 na pięć przypadków pesymistycznych. Projekcja wartości średniej przemysłowej Dow Jonesa uzyskana na podstawie tych 5 historycznych przypadków spada do listopada do poziomów dołków indeksu z sierpnia 2015 i lutego tego roku, po czym wznawia wzrosty.

A czym są pozostałe dwa strachy?

Dwa lata i trzy miesiące temu Amerykanie otrzymali nowego szefa Fedu. Mamy tu pewien bardzo silny wzorzec. Mianowicie nowy szef Fedu przychodzi zawsze 5 lat po poprzedniej recesji. Pani Yellen przychodzi w 2014 roku – w pięć lat po recesji z roku 2009. Bernanke w 2006 – pięć lat po recesji z 2001 roku. Greenspan w 1987 – w 5 lat po recesji z 1982, Paul Volcker w 1979 – w 5 lat po recesji z 1974 roku.

Przychodzą i zaczynają podnosić stopy procentowe.

Z historii wynika, że mają jedno zadanie: wywołać następną recesję. I są w tym bardzo skuteczni. Poprzedni szef Fedu ustępuje po wyprowadzeniu gospodarki z recesji, którą wywołał. Natomiast nowy ma za zadanie wywołać następną recesję, z której potem ma amerykańską gospodarkę wyciągnąć.

Popatrzmy, co robił S&P500 w dwa lata i trzy miesiące po wyborze nowego szefa Fedu. Bernanke: maj 2008. Albo listopad 1989 roku – recesja w Stanach zaczyna się za 7 miesięcy. Albo listopad 1981 roku – recesja zaczyna się w roku 1982. Zatem pani Yellen musi się teraz bardzo denerwować, że jej poprzednicy byli na tym etapie bardzo zaawansowani w wywoływaniu następnej recesji, a ona na razie jest jeszcze w lesie. Projekcja wartości S&P 500 oparta na ścieżkach indeksu po datach zmiany na stanowisku szefa Fed załamuje się od maja tego roku i pionowo spada do marca 2017.

Zakładamy, że aby wywołać recesję, trzeba podnieść stopy procentowe, z czym pani Yellen idzie jak po grudzie. Czyli zakłada pan, że Fed dokona kolejnych podwyżek?

Właśnie do tego zmierzałem, ale dodałbym jeszcze trzeci element, który może wywoływać niepokój amerykańskiego inwestora. Mianowicie obecna fala ożywienia, która się rozpoczęła w 2009 roku, jest już czwartą najdłuższą w historii USA. Najdłuższym okresem ożywienia były lata 90. – nazwijmy je „okresem clintonowskim” – 120 miesięcy w klasyfikacji NBER. Drugi najdłuższy okres ożywienia trwał 106 miesięcy, czyli lata 60. Trzeci to czasy reaganowskie, czyli 92 miesiące w latach 1982-89.

Obecnie od dna poprzedniej recesji mamy już 82 miesiące. Sam w sobie fakt, że obecne ożywienie jest już dość stare – jest jednym z czterech najdłuższych w historii – czyli jest na pewno bliżej końca niż początku – jest niepokojący. Ale jeśli popatrzymy na tę trójkę, z którą można je obecnie porównywać, no to jeszcze mamy przed sobą czas. Gdybyśmy wyrównali to "clintonowskie" osiągnięcie, równo 10 lat ożywienia, to jesteśmy w stanie pociągnąć do początku 2019 roku.

Mamy więc trzy historyczne przypadki, gdy ta recesja przychodzi dość późno. Jeśli spojrzymy na wykres S&P500 w tych przypadkach, w których ożywienie jest dłuższe niż obecne, to zobaczymy S&P500 robiący szczyt za 10 miesięcy, 14 miesięcy i 27 miesięcy. Innymi słowy: ta starość obecnego cyklu nie jest jeszcze wyrokiem. W najbardziej optymistycznym wariancie mamy jeszcze ponad dwa lata ożywienia, w pośrednim ponad rok, a w najgorszym razie do początków 2017 roku. Projekcja wartości S&P 500 uzyskana na podstawie tych 3 przypadków rośnie jeszcze przez 17 miesięcy.

Czytaj dalej: Co jest potrzebne, by pojawiła się recesja w USA, czego spodziewać się po Europie i czy nadejdzie "Chinageddon"

Co jest potrzebne, aby pojawiła się recesja w Stanach Zjednoczonych?

Odwołam się do autorytetu Alana Greenspana, który stwierdził, że najlepszym znanym wskaźnikiem bezbłędnie przepowiadającym recesję w Stanach jest inwersja krzywej rentowności. Czyli bierzemy rentowność 10-latek i porównujemy ją ze stopą Fedu i jeśli ta ostatnia jest powyżej rentowności amerykańskich obligacji 10-letnich, to z wyprzedzeniem wynoszącym średnio nieco ponad rok generuje recesję w gospodarce amerykańskiej.

Teraz rentowność amerykańskich 10-latek wynosi ok. 1,88%, natomiast stopy Fedu są na poziomie 0,5%. Czyli żeby dogonić rentowność 10-latek, co nieubłaganie wywoła recesję w Stanach, stopy musiałyby wzrosnąć mniej więcej do 2%. Albo rentowność obligacji musiałaby znacznie spaść. Ale w przeszłości to jednak przede wszystkim wzrost stóp powodował inwersję krzywej dochodowości.

Zatem wracamy do kwestii podniesienia stóp procentowych w USA. Podwyżka jest potrzebna, aby prezes Fed zrealizowała swą misję.

Tak. Ostatni raz, aby wywołać recesję w Stanach, Fed musiał podnieść stopy z 1% do 5,25%, czyli o ponad cztery punkty procentowe. Żeby wywołać recesję w 2001 roku stopy musiały pójść w górę z 3% na 6,5%, czyli o 3,5 pkt. proc. Żeby wywołać recesję w 1990/91 roku, stopy musiały wzrosnąć z prawie 6% na prawie 10%. Za każdym razem okazuje się, że ta różnica wynosi przynajmniej 3,5 pkt. proc.

Gdyby się trzymać tej wersji, to z 0,25% stopy musiałyby wzrosnąć przynajmniej do 3,75%. Jak popatrzymy na marcowe prognozy członków Federalnego Komitetu Otwartego Rynku (FOMC), to zobaczymy, że to 3,75% pojawia się dopiero jako maksimum oczekiwań najwcześniej w 2018 roku. To by dawało nam prognozę recesji w 2019 roku, co czyniłoby z obecnego ożywienia kandydata na najdłuższe ożywienie w historii.

Gdyby być bardziej ostrożnym i gdyby założyć, że rentowności 10-latek pozostaną na obecnym poziomie, to stopy muszą „dojechać” do poziomu 2%. To jest możliwe według standardowych scenariuszy dopiero w 2017 roku i wtedy mielibyśmy recesję w 2018 i szczyt S&P500 prawdopodobnie w 2017.

No ale teraz mamy wiosnę 2016 i w związku z tym na podstawie tych przesłanek uważam, że to, co od roku dzieje się na Wall Street, jest korektą dyskontującą rozpoczęcie podwyżek stóp. I dokładnie tak samo jak w poprzednich scenariuszach, S&P500 ruszył do góry w 2-3 miesiące po pierwszej podwyżce. Mieliśmy podwyżkę w grudniu – to była pierwsza pokryzysowa podwyżka – jak w 2004, po której S&P500 rósł przez trzy lata lub jak 1994, gdy było tak samo. Na razie S&P500 trzyma się tego scenariusza, że mamy silną korektę przed pierwszą podwyżką, gdy rynek dyskontuje zmianę nastawienia Fedu.

Konferencja WallStreet 20

Stowarzyszenie Inwestorów Indywidualnych zaprasza na dwudziestą, jubileuszową konferencję WallStreet - największe spotkanie inwestorów indywidualnych w Polsce.

Gościem specjalnym konferencji będzie Dariusz Miłek, założyciel oraz prezes CCC SA. Na konferencji wystąpią także: Joe DiNapoli - światowej sławy trader, prof. zw. dr hab. Małgorzata Zaleska – prezes Giełdy Papierów Wartościowych, Wojciech Białek - główny analityk CDM Pekao SA, Sebastian Buczek - Prezes Zarządu Quercus TFI S.A., Grzegorz Zalewski - Dom Maklerski BOŚ S.A.

Dowiedz się więcej na temat konferencji oraz możliwości uczestnictwa w niej.

Bankier.pl jest głównym partnerem medialnym konferencji.

A co by się musiało wydarzyć, aby to jednak rentowność amerykańskich 10-latek spadła poniżej stopy funduszy federalnych?

Można to zrobić przy silnej gospodarce poprzez wzrost stóp. Albo przy jakiejś zaskakującej słabości spadkiem rentowności 10-latek. Pytanie, skąd taka supersłabość mogłaby nadejść. Moim zdaniem raczej nie ze strefy euro, bo tutaj umocnienie dolara z ostatnich dwóch lat powoduje, że strefa euro ma lepsze warunki do gospodarowania. Do tego dochodzi stymulacja ze strony banku centralnego.

Natomiast przez lata obstawiałem tezę, że gdy dolar się umocni, to ofiarą tego mocnego dolara padną Chiny i rozpocznie się „Chinageddon”. Chińczycy się długo i mocno trzymali, ale jednak w ubiegłym roku doszło do krachu na tamtejszym rynku akcji. To załamanie i spowolnienie chińskiej gospodarki do najniższego tempa wzrostu od ćwierć wieku spowodowało, że zaczęto się zastanawiać, czy rzeczywiście tutaj nie mamy do czynienia z początkiem „Chinageddonu”.

Z tezy o „Chinageddonie” chciałbym się na jakiś czas wycofać. Mianowicie stawiam tezę, że chińska gospodarka reaguje na krach giełdowy tak, jak amerykańska dekadę wcześniej. To znaczy konsekwencją krachu na Nasdaqu w latach 2001-2002 był spadek stóp procentowych w Stanach, co gospodarstwa domowe wykorzystały do rozkręcenia pokoleniowej bańki na rynku nieruchomości. Słaba gospodarka i słaby rynek akcji = tani kredyt, więc kupujemy domy.

Jak obserwuję dane z chińskiego rynku nieruchomości, to nasuwa mi się identyczne skojarzenie. Bo widzimy, że równolegle z tym krachem giełdowym zaczyna się poprawiać dynamika cen nieruchomości i w tym momencie wygląda to bardzo obiecująco. Jeśli ponad miliard Chińczyków zareaguje, jak pies Pawłowa, popytem na nieruchomości na spadek stóp wywołany giełdowym krachem, to będziemy mieli w Chinach wtórne ożywienie. Robione nie inwestycjami w infrastrukturę produkcyjną jak poprzednio (bo teraz jest to nieopłacalne), ale inwestycjami w nieruchomości, co będzie zżerać ogromne ilości surowców. W związku z tym pomiędzy styczniem a kwietniem GS Commodity Index zanotował najmocniejszy wzrost od początku 2009 roku.

A więc zakłada pan swego rodzaju powtórkę z lat 2007-08?

Bardziej powtórkę z lat 2005-06, czyli na początek optymistyczną część tej analogii. A gdyby faktycznie w Chinach doszło do wyhodowania takiej wtórnej bańki na rynku nieruchomości, to wtedy wzrost stóp na świecie – o którym rozmawialiśmy wcześniej – miałby piękną zdolność do przekłucia tej bańki. Mielibyśmy pod koniec dekady pełnowymiarowy „Chinageddon”, który miałby globalne konsekwencje i miałby charakter takiej potężnej fali spadkowej jak ta z lat 2007-09 i 2000-02. Ale to są dla mnie lata 2018-19, a na razie mamy wiosnę 2016.  

Przenieśmy się zatem do Europy, gdzie 10 czerwca startuje Euro 2016. Cztery lata temu był to początek hossy na GPW i równocześnie początek spowolnienia w polskiej gospodarce. Osiem lat temu ta piłkarska impreza poprzedziła ostrą bessę na giełdach i recesję w Europie. Czego możemy się spodziewać w tym sezonie?

Mój ostatni wpis na blogu zatytułowałem „byle do Euro”. Analizowałem różne zachowanie rynku z punktu widzenia krótkoterminowych cykli. Wniosek z tego przeglądu był jeden: że następne minimum tej klasy, co z sierpnia na globalnych rynkach w ramach cyklu 20-tygodniowego wypada przez przypadek właśnie w czerwcu. Oczywiście zbieżność z datą początku mistrzostw Europy w piłce nożnej chyba jest przypadkowa, chociaż rzeczywiście cztery lata temu moment w którym WIG już nigdy nie był niżej, zbiegł się z początkiem Euro 2012. 

Jeśli już trzymamy się tych piłkarsko-giełdowych analogii, to 23 czerwca w „ojczyźnie futbolu” odbędzie się referendum w sprawie Brexitu, a trzy dni wcześniej Anglia gra ostatni mecz fazy grupowej – ze Słowacją. Pytanie brzmi: czy najpierw pożegna się z Euro 2016, czy z Unią Europejską? Czy też może ani jedno, ani drugie nie nastąpi?

Mam wielki problem z tym pytaniem. Dlatego że nie pretenduję do bycia ani znawcą piłki nożnej, ani wewnętrznej sceny politycznej w Wielkiej Brytanii. Więc skłaniam się tutaj do podążania za ekspertami czy też za jakimiś statystykami w miarę obiektywnymi. Jak czytam opinie analityków, którzy analizują wyniki sondaży, oni tam szacują prawdopodobieństwo pozostania Wielkiej Brytanii w Unii Europejskiej na ok. 80%.

W ten scenariusz wpisuje się pana teoria o rozpoczęciu w kwietniu nowego cyklu Kitchina, który miałby nam przynieść hossę na GPW. A skoro tak, to jak ta hossa miałaby wyglądać i jaki jest potencjalny zasięg wzrostów?

Tutaj należy zachować ostrożność. Dlatego że jednak z takich czy innych względów obserwujemy od kilku lat systematyczne słabnięcie polskiego rynku w stosunku do tego, co obserwowaliśmy w przeszłości. Wiążę to z kastracją OFE dokonaną przez poprzedni rząd. Osłabienie WIG20, które widzimy od kwietnia czyni z obecnego cyklu Kitchina najsłabszy z ośmiu, które w historii naszego rynku można wyróżnić.

Kapitał krajowy ma się dosyć dobrze, co moim zdaniem widzimy na szerokim rynku, gdzie indeks cenowy szerokiego rynku od końca 2012 roku systematycznie rośnie i w tym okresie ponad trzech lat ani razu nie zanotował spadku głębszego niż 10%. Widzimy to też na indeksie małych spółek (sWIG80), który parę dni temu był najwyżej od maja 2015 roku. Im większe spółki – czyli im większa zależność od kapitału zagranicznego (bo przy braku OFE to on tam rządzi) – tym jest gorzej, na co się składa cały szereg czynników. Ale zamieszanie polityczne z pewnością nie sprzyja.

Zakładam, że kapitał zagraniczny będzie się musiał poddać. Gdy obserwujemy nasz wzrost gospodarczy, to on jest raczej niezagrożony w najbliższym czasie. W związku z tym prędzej czy później kapitał zagraniczny uzna, że niezależnie od wątpliwości natury politycznej polska gospodarka jest okazją, którą szkoda by było przegapić.  

Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiał Krzysztof Kolany.

Źródło:
Tematy
Załóż Konto Przekorzystne na selfie

Załóż Konto Przekorzystne na selfie

Advertisement

Komentarze (109)

dodaj komentarz
~xd
będzie ucieczka w bezpieczne aktywa
(usunięty)
(wiadomość usunięta przez moderatora)
~dav
Jak już mainstream zaczyna ćwierkać z klucza "spiskowego" - znaczy ręcznego sterowania finansami światowymi to znaczy, że reset już blisko. Jak zawsze ucierpią na tym ostatni - Janusze finansjery.
~generalkoster
Artykuł w sposób niemalże naukowy pokazuje pewne zjawisko. Zmieniają się aktorzy i rekwizyty - szef FED, prezydent - ale główni reżyserzy i ich ekipa zaplecza wciąż ci sami. Oni zawsze wiedzą, kiedy należy kupić, a kiedy sprzedać, bo to oni sterują marionetkami. Jak tu nie wierzyć w teorie spiskowe. :-)
~Dim
"Dlatego że jednak z takich czy innych względów obserwujemy od kilku lat systematyczne słabnięcie polskiego rynku w stosunku do tego, co obserwowaliśmy w przeszłości. Wiążę to z kastracją OFE dokonaną przez poprzedni rząd. "

Gdyż OFE rozfurlały fundusze im powierzone z mocy ustawy. Sypanie pieniędzmi
"Dlatego że jednak z takich czy innych względów obserwujemy od kilku lat systematyczne słabnięcie polskiego rynku w stosunku do tego, co obserwowaliśmy w przeszłości. Wiążę to z kastracją OFE dokonaną przez poprzedni rząd. "

Gdyż OFE rozfurlały fundusze im powierzone z mocy ustawy. Sypanie pieniędzmi powodowało zaburzenia na rynku.

Inne względy dotyczące drobnych inwestorów są takie że dysponując własnymi pieniędzmi i brakiem dobrze płatnych angaży w branży "giełdowej", drobni uczestnicy rynku dobrze zakonotywują sobie giełdową lekcję. Główny morał z niej płynący jest taki że dla udziałowców mniejszościowych prawo własności do majątku spółki jest w świetle obecnego prawa bardzo słabo chronione można nawet powiedzieć, jest w ogóle nie chronione. Więc można oczekiwać że chętnych do gry w "jednorękiego bandytę" będzie coraz mniej. Może nawet nie dlatego że mało jest kandydatów na finansowych samobójców ale z powodu nieustającego drenażu portfeli nawet "właścicieli" dobrze prosperujących podmiotów. Większościowy w sumie może wszystko np. podwyższenie bez prawa poboru, z częściowym wyłączeniem prawa poboru, i w takich przypadkach ustalaniem przez siebie ceny emisyjnej, płatne aportem niepieniężnym, zmniejszanie udziału mniejszościowych niskim kosztem tak by w sposób przymusowy można było i odkupić jeszcze taniej. Zdaje się że najwyższe władze już od bardzo dawna w ustanawianiu prawa tak kierowały tymi zależnościami aby drobny majątek z wielu rąk przekierowywać i koncentrować u dużo mniejszej liczby większych właścicieli. Na dziś to tyle.
~Martin
Panie Krzysztofie, kapitalny wywiad więcej takich proszę. Panie Wojtku, bardzo ciekawe spostrzeżenia i analiza historyczna.
~spekulat
No i to jest prawdziwy gość z klasą, nie wróży z fusów, nie opowiada bredni, nie gada co fibo, nie pierdzieli głupot, tylko rzeczowo z sensem statystycznie przedstawia sprawę. Szanuję Pana. pozdrawiam.
(usunięty)
(wiadomość usunięta przez moderatora)
~Emil
Bardzo ciekawy artykul oparty na duzej wiedzy, dzieki.

Mam tylko jedno pytanie na ktore mam nadzieje redakcja mi odpowie. Piszecie o recesji i o koniecznosci jej wykonania.

Czemu receaja w gospodarce usa jest wedlug Was potrzebna ?

Dlaczego sadzicie ( a moze tylko Pan Bialek sadzi ) ze wywolanie recesji to
Bardzo ciekawy artykul oparty na duzej wiedzy, dzieki.

Mam tylko jedno pytanie na ktore mam nadzieje redakcja mi odpowie. Piszecie o recesji i o koniecznosci jej wykonania.

Czemu receaja w gospodarce usa jest wedlug Was potrzebna ?

Dlaczego sadzicie ( a moze tylko Pan Bialek sadzi ) ze wywolanie recesji to zadanie szefowej Fedu ?

Z gory przepraszam za brak polskich znakow.
~Inwestor
Bo analityk musi coś opowiadać, za to pobiera pieniądze. Wywołanie recesji nie jest zadaniem szefowej Fed, obecnie ona robi wszystko, aby do wyborów temu zapobiec: nie spieszy się z podnoszeniem stóp, aby nie zaszkodzić gospodarce oraz pilnuje swoich wypowiedzi, by nie przestraszyć wall street (wyższe ceny akcji = większy Bo analityk musi coś opowiadać, za to pobiera pieniądze. Wywołanie recesji nie jest zadaniem szefowej Fed, obecnie ona robi wszystko, aby do wyborów temu zapobiec: nie spieszy się z podnoszeniem stóp, aby nie zaszkodzić gospodarce oraz pilnuje swoich wypowiedzi, by nie przestraszyć wall street (wyższe ceny akcji = większy dobrobyt = więcej głosów dla demokratów).

Powiązane: Chiny

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki