REKLAMA
BELKA ZA 2022 ROK

Arnault chciał zostać „Papieżem Luksusu” i Belgiem. Udała mu się tylko jedna z tych rzeczy

Michał Litorowicz2022-09-10 06:00redaktor Bankier.pl
publikacja
2022-09-10 06:00

Louis Vuitton, Dior, Givenchy, Tiffany & Co., Dom Pérignon. Brzmi luksusowo? Nie każdy wie, że wszystkie z tych marek ma w posiadaniu jeden człowiek. Bernard Arnault, bo o nim mowa, znalazł się wśród najbogatszych, ponieważ wiedział, że popyt na dobra luksusowe będzie źródłem, które szybko się nie wyczerpie. Bo gdy „starzy” bogaci zdążą się nasycić, atrybutów luksusu będą już szukać parweniusze spoza zamożnego Zachodu. 

Arnault chciał zostać „Papieżem Luksusu” i Belgiem. Udała mu się tylko jedna z tych rzeczy
Arnault chciał zostać „Papieżem Luksusu” i Belgiem. Udała mu się tylko jedna z tych rzeczy
fot. JONATHAN ERNST / / Reuters/FORUM

Życiorys Bernarda Arnaulta, podobnie jak w przypadku wielu innych najbogatszych ludzi na świecie, nie jest opowieścią z cyklu „od pucybuta do milionera”. Biznesmen urodził się 5 marca 1949 roku w Roubaix na północy Francji, tuż przy granicy z Belgią. Po ukończeniu w 1971 r. prestiżowej paryskiej École polytechnique rozpoczął pracę w firmie budowlanej ojca. Za namową syna Jean Léon Arnault zrezygnował z rozwijania gałęzi budowlanej, a jego przedsiębiorstwo weszło mocniej na rynek nieruchomości. Arnault-syn przejął kierownictwo nad firmą w 1978 r. i pełnił funkcję prezesa przez sześć lat. 

W 1981 r. Arnault spakował walizki i wraz z rodziną na kilka lat wyemigrował do Stanów Zjednoczonych, by właśnie tam rozwijać rodzinny biznes. Obranie za cel oazy wolnego rynku było oczywiście nieprzypadkowe. We Francji urząd prezydenta objął właśnie socjalista François Mitterrand, a młody przedsiębiorca już od samego początku nie pałał miłością do nadmiernego dzielenia się zyskami z państwem. Po 30 latach podatkowa historia zatoczy zresztą koło, ale o tym nieco później. 

Bernard Arnault rozpoczął budowę imperium od Diora. Tak został „Terminatorem”

Trzyletni pobyt w USA, kraju rodzącym wielkie fortuny na pęczki, nie okazał się żadnym przełomem. Ten wydarzył się dopiero po powrocie 35-letniego Arnaulta do ojczyzny. Po tym, jak w 1984 r. dowiedział się, że francuski rząd szuka możliwości sprywatyzowania znanej, choć właśnie upadającej, firmy tekstylnej Boussac, od razu przystąpił do działania. 

Gra nie szła bowiem o samego Boussaca, a o znajdujący się w jego posiadaniu dom mody Dior. Jak opisuje magazyn „Forbes”, w 1971 r., a więc 13 lat wcześniej, Arnault miał uciąć sobie krótką pogawędkę z nowojorskim taksówkarzem. Kierowca zapytany, czy kojarzy nazwisko ówczesnego prezydenta Francji, Georges’a Pompidou, odpowiedział podobno: „Nie, ale kojarzę Christiana Diora”. 

fot. Benoit Tessier / Reuters

By domknąć transakcję, Arnault „wybrał” 15 milionów dolarów z rodzinnego budżetu, a kolejne 80 pozyskał od prywatnych inwestorów. Choć zobowiązał się, że Boussac nie zniknie z rynku, szybko zwolnił 9 tys. pracowników i sprzedał większość aktywów – oczywiście poza Diorem – za około 500 milionów dolarów, zyskując przy okazji przydomek „Terminator”. „Krytycy wzdrygali się na jego bezczelność w robieniu interesów, która kojarzyła się bardziej z Ameryką, a nie wytworną Francją” – czytamy w „Forbesie”.  

Od szampanów i torebek po hotele i drogerie. LVMH rozrosło się do ponad 70 marek

Apetyt rośnie w miarę jedzenia, a Dior, choć do tej pory jest perłą w koronie imperium Arnaulta, był dopiero początkiem. Pod koniec lat 80. przedsiębiorca zaczął skupować akcje koncernu LVMH utworzonego przez luksusowe marki Moët (producent szampanów), Hennessy (koniaki) i dom mody Louis Vuitton. Gdy tylko stał się największym udziałowcem LVMH, usunął ze stanowiska m.in. prezesa Louis Vuitton Henry’ego Racamiera. To brawurowe przejęcie sprawiło, że Arnault zyskał kolejne dwa pseudonimy: „Wilka w Kaszmirowym Płaszczu” oraz „Machiavellego Finansów”. 

„Po bezlitosnym wypchnięciu z firmy wielu jej lojalnych pracowników Arnault rozpoczął serię błyskotliwych decyzji biznesowych. Chciał się rozwijać, ale tylko z najlepszymi, zaczął więc sprowadzać do LVMH najlepsze marki na świecie” – opisuje Sophie Gorman w artykule opublikowanym na portalu france24.com. 

Od końca lat 80. do portfolio koncernu Arnaulta trafiło około 70 marek, w tym tak rozpoznawalne brandy, jak: Christian Lacroix, Givenchy, Marc Jacobs, Kenzo (domy mody); Bulgari, Chaumet, Hublot, TAG Heuer czy Tiffany & Co. (producenci biżuterii i zegarków); Belvedere, Dom Pérignon, Château Cheval Blanc, Glenmorangie, Ruinart (wytwórcy alkoholi). Wśród spółek zależnych kontrolowanych przez LVMH są również: sieć drogerii Sephora czy hotele Belmond. W 2007 r. Arnault zakupił także dziennik finansowy „Les Echos”. Osiem lat później do medialnego zaplecza miliardera dołączył „Le Parisien”. 

Nie zawsze szło jednak jak z płatka. Porażkami zakończyły się choćby próby przejęcia domów mody Gucci i Hermes. Ten pierwszy trafił ostatecznie pod skrzydła wielkiego rywala Arnaulta – założyciela holdingu Kering François Pinaulta.

Bernard Arnault – majątek „Papieża Luksusu” przekracza 130 mld dolarów

„Arnault nie jest hazardzistą tylko strategiem. Jego podejście do fuzji jest nietypowe jak na standardy tej branży. Przejmuje firmy w stylu znanym z Wall Street, ale później zachowuje je przy sobie. Myśli więc w kategoriach pokoleniowych” – tłumaczy w rozmowie z „The New York Times” jeden z menedżerów branży luksusowej. 

Również sam Arnault, pytany o źródła sukcesu jego przedsiębiorstwa, lubi przedstawiać siebie jako wizjonera. W wywiadzie dla „Forbesa” przyznał dość kokieteryjnie, że „pieniądze są jedynie konsekwencją” i dlatego namawia swoich współpracowników, by nie przykładali zbyt wielkiej wagi do rachunku zysków i strat, tylko traktowali firmę jak start-up. „Zawsze im powtarzam, że bardziej zależy mi na tym, w jakim miejscu dana marka będzie za pięć czy nawet dziesięć lat, a nie jej rentowność za sześć miesięcy” – podkreślił Arnault w wywiadzie dla „Forbesa”. 

Największego na świecie imperium luksusu nie buduje się jednak za pomocą takiej korporacyjnej mowy-trawy. Dziś LVMH posiada na całym świecie ponad 5,5 tys. sklepów i zatrudnia ok. 150 tys. osób. Ekspansja koncernu od niemal samego początku nie ograniczała się jedynie rynków zachodnioeuropejskiego czy amerykańskiego. Arnault dobrze bowiem wiedział, że popyt na produkty luksusowe prędzej czy później wystrzeli również w państwach rozwijających się, a nowobogaccy spoza z Europy czy USA też będą chcieli pochwalić się strojem od znanego projektanta czy zegarkiem z limitowanej serii. 

„Pamiętam moją pierwszą wizytę w Chinach. Na ulicach Pekinu nie było samochodów, a jedynie rowery. Zero drapaczy chmur. Produkt krajowy brutto wynosił 4 proc. tego dzisiejszego. Mimo wszystko weszliśmy tam ze sklepami Louis Vuitton. Dziś LV to marka luksusowa nr 1 w tym kraju” – wspomina Arnault. 

Podobne ruchy przyniosły Francuzowi majątek wart – według Bloomberga – 133 mld dolarów i tytuł najbogatszego Europejczyka. W 2021 r. koncern LVMH, w którym Arnault posiada ok. 50 proc. udziałów, miał 64,2 mld euro przychodów (o 44 proc. więcej niż w 2020 r.) i wypracował zysk netto w wysokości 12 mld euro. Obecnie francuski przedsiębiorca zajmuje 4. miejsce w rankingu miliarderów, za Elonem Muskiem, Jeffem Bezosem i Gautamem Adanim.

"Spadaj, bogaty durniu!"

W latach 80. Arnault opuścił Francję, bo nie podobały mu się zakusy na majątki najbogatszych. Historia zatoczyła koło po tym, jak w 2012 r. wyborczą porażkę poniósł jego przyjaciel Nicolas Sarkozy (Arnault był świadkiem na jego ślubie), a do Pałacu Elizejskiego wprowadził się socjalista François Hollande. Reakcją na zapowiedź czasowego podniesienia podatku dla najbogatszych do 75 proc. było złożenie wniosku o belgijskie obywatelstwo. Na „Papieża Luksusu” wylała się ogromna fala krytyki, a dziennik „Liberation” opatrzył zdjęcie miliardera podpisem „Spadaj, bogaty durniu!”. 

Skandal o zabarwieniu patriotycznym miał jednak bardziej złożony charakter, o czym na łamach tygodnika „Polityka” pisał Wawrzyniec Smoczyński: „Gdyby [Arnault – red.] chciał rzeczywiście płacić podatki w Brukseli, nie musiał wcale występować o belgijski paszport – jak każdy mieszkaniec Unii mógł po prostu zmienić miejsce rezydencji podatkowej, ale tego nie zrobił. Zrobił coś innego. Już cztery lata temu założył w Belgii fundację oraz 10 innych podmiotów, do których LVMH systematycznie przesuwa miliardy euro”. 

Elon Musk. Od katalogów do lotów kosmicznych - jak stał się jednym z najbogatszych na świecie?

Apologeci porównują go do Thomasa Edisona czy Andrew Carnegiego. Krytycy twierdzą, że to egocentryk, który wygrywa przede wszystkim dzięki dobremu PR-owi. Nie można jednak zaprzeczyć temu, że Elon Musk, cokolwiek byśmy o nim sądzili, potrafi jak nikt inny wcielać w życie pomysły, które na pierwszy rzut oka wydają się całkowicie niemożliwe. Liderem rankingu najbogatszych ludzi na świecie nie zostaje się bowiem przypadkowo.  

 

Celem tego zabiegu nie miało być więc uniknięcie płacenia podatku dochodowego w kraju urodzenia, tylko zabezpieczenie potomków przed znacznie wyższym podatkiem od spadków. „Tylko na co Arnaultowi belgijski paszport? Akurat tutaj chodzi wyłącznie o polityczną demonstrację – miliarder ruszył na wojnę w imieniu zamożnych Francuzów” – wyjaśniał Smoczyński. Ostatecznie prezes LVMH wycofał się z ubiegania o belgijski paszport, choć ta narodowościowa wolta wypominana jest mu do dziś. A co z innym bohaterem tej sagi, czyli superpodatkiem od najbogatszych? Sztandarowy pomysł prezydenta Hollande’a wszedł w życie w 2014 r., jednak podwyższona stawka obowiązywała zaledwie przez rok. 

Arnault na razie nie wybiera się na emeryturę. Grono następców jest jednak spore

Jedną z głównych inspiracji dla twórców serialu „Sukcesja” była biografia magnata prasowego Ruperta Murdocha. Niewykluczone, że wiele ciekawych wątków wniosłyby do scenariusza skrzętnie skrywane sekrety rodziny Arnault. Bo podobnie jak w przypadku klanu Murdochów czy serialowych Royów również i LVMH nazwać można firmą rodzinną, choć rozlaną na kilka kontynentów i przynoszącą miliardowe zyski. 

W latach 1973-90 Arnault był związany z Anną Dewavrin, a w 1991 r. ożenił się z kanadyjską pianistką Heleną Mercier. Wszystkie z pięciorga dzieci Arnaulta zajmują ważne stanowiska w przedsiębiorstwie: Delphine jest wiceprezeską Louis Vuitton, Antoine – dyrektorem generalnym Berluti, Alexandre – wiceprezesem Tiffany & Co., Frederic – CEO TAG Hauer. Najmłodszy syn, Jean, podobnie jak starsza siostra, reprezentuje ojca w Louis Vuitton, pełniąc tam funkcję dyrektora marketingu i rozwoju. 

fot. Gaillard Romain / Abaca Press

Arnault jasno daje do zrozumienia, że mimo 73 lat na karku nie wybiera się na żadną emeryturę. W podobnym tonie wypowiadają się jego dzieci, zgodnie twierdząc, że panowanie twórcy sukcesów LVMH potrwa jeszcze bardzo długo. „Jednak ci, którzy śledzą losy familii od wielu lat, twierdzą, że gdy Bernard Arnault w końcu ustąpi, relacje rodzinne zaczną przypominać fabułę »Gry o tron«” – czytamy w „Forbesie”.

W jednym z wywiadów prezes LVMH zdradził, że w świecie biznesu najbardziej podziwia Warrena Buffeta. Jeśli Francuz zamierza pozostać aktywnym graczem tak długo, jak udaje się to amerykańskiemu inwestorowi, następcy będą musieli jeszcze trochę poczekać. 

Rytuały i sztuka

Co w wolnym czasie robi najbogatszy Europejczyk, poza tym że namiętnie gra na pianinie i w tenisa? Od wielu już lat część ze swojego bogactwa Arnault lokuje w dziełach sztuki, a w jego kolekcji znajdują się prace takich artystów jak: Jean-Michel Basquiat, Maurizio Cattelan, Damien Hirst, Yves Klein, Pablo Picasso czy Andy Warhol. W 2014 r. w Paryżu miało miejsce otwarcie galerii sztuki Louis Vuitton Foundation. Budynek zaprojektował znany amerykański architekt Frank Gehry.

Życiorys Bernarda Arnaulta, podobnie jak w przypadku wielu innych najbogatszych ludzi na świecie, nie jest opowieścią z cyklu „od pucybuta do milionera”. Biznesmen urodził się 5 marca 1949 roku w Roubaix na północy Francji, tuż przy granicy z Belgią. Po ukończeniu w 1971 r. prestiżowej paryskiej École polytechnique rozpoczął pracę w firmie budowlanej ojca. Za namową syna Jean Léon Arnault zrezygnował z rozwijania gałęzi budowlanej, a jego przedsiębiorstwo weszło mocniej na rynek nieruchomości. Arnault-syn przejął kierownictwo nad firmą w 1978 r. i pełnił funkcję prezesa do przez sześć lat.

W 1981 r. Arnault spakował walizki i wraz z rodziną na kilka lat wyemigrował do Stanów Zjednoczonych, by rozwijać tam rodzinny biznes. Obranie za destynację oazy wolnego rynku był oczywiście nieprzypadkowy. We Francji urząd prezydenta objął właśnie socjalista François Mitterrand, a młody przedsiębiorca już od samego początku nie pałał wielką miłością do nadmiernego dzielenia się zyskami. Po 30 latach podatkowa historia zatoczy koło, ale o tym nieco później.

 

Trzyletni pobyt w USA, kraju rodzącym wielkie fortuny na pęczki, nie okazał się żadnym przełomem. Ten wydarzył się dopiero po powrocie 35-letniego Arnaulta do ojczyzny. Po tym, jak dowiedział się, że francuski rząd szuka możliwości sprywatyzowania znanej, choć właśnie upadającej firmy tekstylnej Boussac, od razu przystąpił do działania.

Gra nie szła bowiem o samego Boussaca, a o znajdujący się w jego posiadaniu dom mody Dior. Jak opisuje magazyn „Forbes”, w 1971 r., a więc 13 lat wcześniej, Arnault miał uciąć sobie krótką pogawędkę w nowojorskim taksówkarzem. Kierowca zapytany, czy kojarzy nazwisko ówczesnego prezydenta Francji, Georges’a Pompidou, odpowiedział podobno: „Nie, ale kojarzę Christiana Diora”.

By domknąć transakcję, Arnault „wybrał” 15 milionów dolarów z rodzinnego budżetu, a kolejne 80 pozyskał od prywatnych inwestorów. Choć zobowiązał się, że Boussac nie zniknie z rynku, szybko zwolnił 9 tys. pracowników i sprzedał większość aktywów – oczywiście poza Diorem – za około 500 milionów dolarów, zyskując przy okazji przydomek „Terminator”. „Krytycy wzdrygali się na jego bezczelność w robieniu interesów, która kojarzyła się bardziej z Ameryką, a nie wytworną Francją” – czytamy w „Forbesie”. 

Apetyt rośnie w miarę w miarę jedzenia, a Dior, choć do tej pory jest perłą w koronie imperium Arnault, był dopiero początkiem. Pod koniec lat 80. przedsiębiorca zaczął skupować akcje holdingu LVMH utworzonego przez luksusowe marki Moët (producent szampanów), Hennessy (koniaki) i dom mody Louis Vuitton. Gdy tylko stał się największym udziałowcem w LVMH, usunął ze stanowiska m.in. prezesa Louis Vuitton Henry’ego Racamiera. Po brawurowej operacji przejęcia LVMH Arnault zyskał kolejne dwa pseudonimy: „Wilka w Kaszmirowym Płaszczu” oraz „Machiavellego Finansów”.

 

„Po bezlitosnym wypchnięciu z firmy wielu jej lojalnych pracowników Arnault rozpoczął serię błyskotliwych decyzji biznesowych. Chciał się rozwijać, ale tylko z najlepszymi, zaczął więc sprowadzać do LVMH najlepsze marki na świecie” – opisuje Sophie Gorman w artykule opublikowanym na portalu france24.com.

Od końca lat 80. do portfolio koncernu Arnaulta trafiło około 70 marek, w tym tak rozpoznawalne brandy, jak: Christian Lacroix, Givenchy, Marc Jacobs, Kenzo (domy mody); Bulgari, Chaumet, Hublot, TAG Heuer czy Tiffany & Co. (producenci biżuterii i zegarków); Belvedere, Dom Pérignon, Château Cheval Blanc, Glenmorangie, Ruinart (wytwórcy alkoholi). Wśród spółek zależnych kontrolowanych przez LVMH są również: sieć drogerii Sephora czy hotele Belmond. W 2007 r. Arnault zakupił także dziennik finansowy „Les Echos”. Osiem lat później do medialnego zaplecza miliardera dołączył „Le Parisien”.

Nie zawsze szło jednak jak z płatka. Porażkami zakończyły się choćby próby przejęcia domów mody Gucci i Hermes. Ten pierwszy trafił ostatecznie „pod skrzydła” wielkiego rywala Arnaulta – założyciela holdingu Kering François Pinaulta.

 

„Arnault nie jest hazardzistą, tylko strategiem. Jego podejście do fuzji jest nietypowe jak na standardy tej branży. Przejmuje firmy w stylu znanym z Wall Street, jednak później zachowuje je przy sobie. Myśli więc w kategoriach pokoleniowych” – tłumaczy w rozmowie z „The New York Times” jeden z menedżerów branży luksusowej.

Również sam Arnault pytany o źródła sukcesu jego przedsiębiorstwa lubi przedstawiać siebie jako wizjonera. W rozmowie z Forbesem przyznał dość kokieteryjnie, że „pieniądze są jedynie konsekwencją”, dlatego namawia swoich współpracowników, by nie przykładali zbyt wielkiej wagi do rachunku zysków i strat, tylko traktowali firmę jak start-up. „Zawsze im powtarzam, że bardziej zależy mi na tym, w jakim miejscu dana marka będzie za pięć czy nawet dziesięć lat, a nie jej rentowność za sześć miesięcy” – podkreslił Arnault w wywiadzie dla „Forbesa”.

Największego na świecie imperium luksusu nie buduje się jednak za pomocą takiej korporacyjnej mowy-trawy. Dziś LVMH posiada na całym świecie ponad 5,5 tys. sklepów i zatrudnia ok. 150 tys. osób. Co warte podkreślenia, ekspansja koncernu od niemal samego początku nie ograniczała się jedynie rynków zachodnioeuropejskiego czy amerykańskiego. Arnault dobrze bowiem wiedział, że popyt na produkty luksusowe prędzej czy później wystrzeli również w państwach rozwijających się. Czy nam się to podoba czy nie jednym z zewnętrznych emblematów luksusu są biżuteria, strój od znanego projektanta czy drogi zegarek.

„Pamiętam, gdy pierwszy raz odwiedziłem Chiny. Na ulicach Pekinu nie było samochodów, a jedynie rowery. Zero drapaczy chmur. Produkt krajowy brutto wynosił 4 proc. tego dzisiejszego. Mimo wszystko postanowiliśmy tam pierwszy w Chinach sklep Louis Vuitton. Dziś LV to marka luksusowa nr 1 w tym kraju” – wspomina Arnault.

Podobne ruchy przyniosły Francuzowi majątek wart według Bloomberga 132 mld euro i tytuł najbogatszego Europejczyka. W 2021 r. koncern LVMH, w którym Arnault posiada ok. 50 proc. udziałów, miał 64,2 mld euro przychodów (o 44 proc. więcej niż w 2020 r.) i wypracował zysk netto w wysokości 12 mld euro. Obecnie Arnault zajmuje 4. miejsce w rankingu bilionerów, za Elonem Muskiem, Jeffem Bezosem i Gautamem Adanim.

 

W latach 80. Arnault opuścił Francję, bo nie podobały mu się zakusy na majątki najbogatszych. Historia zatoczyła koło po tym, jak w 2012 r. wyborczą porażkę poniósł jego przyjaciel Nicolas Sarkozy (Arnault był świadkiem na jego ślubie), a do Pałacu Elizejskiego wprowadził się socjalista Francois Hollande. Reakcją na zapowiedź czasowego podniesienia podatku dla najbogatszych do 75 proc. było złożenie wniosku o belgijskie obywatelstwo. Na „Papieża Luksusu wylała się ogromna fala krytyki, a dziennik „Liberation” opatrzył zdjęcie Arnaulta podpisem „Spieprzaj bogaty durniu”.

Skandal o zabarwieniu patriotycznym miał jednak bardziej złożony charakter, o czym na łamach tygodnika „Polityka” pisał Wawrzyniec Smoczyński: „Gdyby [Arnault – red.] chciał rzeczywiście płacić podatki w Brukseli, nie musiał wcale występować o belgijski paszport – jak każdy mieszkaniec Unii mógł po prostu zmienić miejsce rezydencji podatkowej, ale tego nie zrobił. Zrobił coś innego. Już cztery lata temu założył w Belgii fundację oraz 10 innych podmiotów, do których LVHM systematycznie przesuwa miliardy euro”.

Celem tego zabiegu nie miało być uniknięcie płacenia podatku dochodowego w kraju urodzenia, tylko zabezpieczenie potomków przed znacznie wyższym podatkiem od spadków. „Tylko na co Arnaultowi belgijski paszport? Akurat tutaj chodzi wyłącznie o polityczną demonstrację – miliarder ruszył na wojnę w imieniu zamożnych Francuzów” – wyjaśniał Smoczyński. Ostatecznie prezes LVMH wycofał się z ubiegania o belgijski paszport, choć niektórzy powiedzą, że niesmak pozostał. A co z innym bohaterem tej sagi, czyli superpodatkiem od najbogatszych? Sztandarowy pomysł prezydenta Hollande’a wszedł w życie w 2014 r., jednak podwyższona stawka obowiązywała zaledwie przez rok.

 

Jedną z głównych inspiracji dla twórców serialu „Sukcesja” była biografia magnata prasowego Ruperta Murdocha. Niewykluczone, że wiele ciekawych wątków wniosłyby do scenariusza głęboko skrywane sekrety rodziny Arnault. Bo podobnie jak w przypadku klanu Murdochów czy serialowych Royów również i LVMH nazwać można firmą rodzinną, choć rozlaną na kilka kontynentów i przynoszącą miliardowe zyski.

W latach 1973-1990 Arnault był związany z Anną Dewavrin, a w 1991 r. ożenił się z kanadyjską pianistką Heleną Mercier. Miliarder sam gra na pianinie, oczywiście na bardziej amatorskim poziomie. Wszystkie z pięciorga dzieci Arnault zajmują ważne stanowiska w przedsiębiorstwie: Delphine jest wiceprezeską Louis Vuitton, Antoine –dyrektorem generalnym Berluti, Alexandre – wiceprezesem Tiffany & Co., Frederic – CEO TAG Hauer, a Jean – dyrektorem marketingu i rozwoju w Louis Vuitton.

Arnault jasno daje do zrozumienia, że mimo 73 lat na karku nie wybiera się na żadną emeryturę. W podobnym tonie wypowiadają się jego dzieci, przekonując, że panowanie twórcy sukcesów LVMH potrwa jeszcze bardzo długo. „Jednak ci, którzy śledzą losy familii od wielu lat, twierdzą, że Bernard Arnault w końcu ustąpi, relacje rodzinne zaczną przypominać fabułę >Gry o tron<” – czytamy w „Forbesie”. W jednym z wywiadów Arnault zdradził, że w świecie biznesu najbardziej podziwia Warrena Buffeta. Jeśli Francuz zamierza pozostać aktywnym graczem tak długo, jak udaje się to amerykańskiemu inwestorowi, następcy będą musieli jeszcze trochę poczekać.

Rytuały i sztuka

Co w wolnym czasie robi najbogatszy Europejczyk, poza tym że namiętnie gra na pianinie i w tenisa? Od wielu już lat część ze swojego bogactwa Arnault lokuje w dziełach sztuki, a w jego kolekcji znajdują się prace takich artystów jak: Jean-Michel Basquiat, Maurizio Cattelan, Damien Hirst, Yves Klein, Pablo Picasso czy Andy Warhol. W 2014 r. w Paryżu miało miejsce otwarcie galerii sztuki Louis Vuitton Foundation  Budynek zaprojektował znany amerykański architekt Frank Gehry.

Źródło:
Michał Litorowicz
Michał Litorowicz
redaktor Bankier.pl

Redaktor działu newsroom, absolwent politologii na Uniwersytecie Warszawskim. Wcześniej związany z portalami Gazeta.pl i Warszawa.naszemiasto.pl. Telefon: 71 748 95 08

Tematy
MINI pełne dobrych ofert.

MINI pełne dobrych ofert.

Komentarze (6)

dodaj komentarz
hotei
W komentarzach dziwna polska mentalność biedaka, którego gul piecze widząc człowieka, który osiągnął bogactwo własną pracą. Naśladować a nie piętnować. No, ale co począć jak kościółek (opływający w luksusy) mówi o szlachetnym cierpieniu i o tym jak złe są pieniążki dla tych, którzy chcą do nieba.
andregru
"który osiągnął bogactwo własną pracą" - nie żartuj. Miał pomysły ale pracowali na nie zwykle ludzie jak mrówki nisko opłacane . Kościółek też jest be . Każda fortuna wyrasta z pracy ale nie jednego a tysięcy ludzi zatrudnionych którym nigdy nie płaci odpowiednio do swoich zysków .
itso_czowiek_zlasu
kącik dla wielbicieli patologii
prs
Przyklad biznesowy do nasladowania..
..nie taki trudny jakby sie wydawalo..
zops
Wielki przyjaciel Polski handlarz staromodnymi książkami wart 50 dolarów.

Powiązane: Najbogatsi ludzie

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki