W Polsce powstaną "złoża" dwutlenku węgla. Elektrownia Bełchatów ma szansę
być jedną z pierwszych na świecie, która zamiast emitować CO2 w kierunku
nieba, będzie go ekspediować pod ziemię. To część eksperymentu Komisji
Europejskiej, która chce, by po 2020 roku wszystkie nowe bloki
energetyczne wychwytywały dwutlenek i kierowały do podziemnych zbiorników.
Niestety, oznacza to podwyżki cen prądu przynajmniej o 30 proc.
W Europie ma powstać 12 pokazowych, eksperymentalnych elektrowni, w tym
jedna lub dwie w Polsce. Rząd wyznaczył wstępnie do tego zadania holding
BOT oraz Południowy Koncern Energetyczny. Największe szanse na realizację
projektu ma wchodząca w skład BOT elektrownia w Bełchatowie, która od
półtora roku buduje największy i najnowocześniejszy blok energetyczny w
kraju.
- Projektanci już uwzględnili miejsce pod instalacje, wychwytujące
dwutlenek węgla - mówi Włodziemierz Kula, bełchatowski poseł PO, dyrektor
biura zarządu tutejszej kopalni, również wchodzącej w skład BOT.
Jak mają działać nowoczesne elektrownie? Specjalna aparatura będzie
wychwytywać dwutlenek i pod ciśnieniem sprowadzać gaz do postaci płynnej.
Następnie będzie on wtłaczany do wielkich naturalnych zbiorników (solanek,
nieeksploatowanych pokładów węgla czy gazu ziemnego), znajdujących się na
głębokości od 0,5 do 1 kilometra pod powierzchnią ziemi.
Niestety, jak zaznacza Włodzimierz Kula, efektywność bloków energetycznych
nowego typu spadnie o 7 procent. Do tego wzrosną znacznie koszty
eksploatacji. Waldemar Szulc, parlamentarny ekspert do spraw
restrukturyzacji energetyki, ocenia: - Dziś koszt wyprodukowania jednej
megawatogodziny prądu wynosi około 60 euro. Nowe instalacje do
wychwytywania CO2 podnoszą cenę o 20-30 euro, a więc nawet o 50 procent.
Niestety, zapłacą za to odbiorcy.
Szulc podkreśla, że dla podwyżek nie ma jednak alternatywy. Unia
Europejska chce bowiem, aby od 2013 roku elektrownie płaciły za całą
emisję dwutlenku do atmosfery. Dziś otrzymują specjalne limity, dzięki
którym większość gazu wypuszczają w niebo za darmo. Tylko za niewielką
część muszą zapłacić, wykupując specjalne uprawnienia (co i tak oznacza
ogromne nakłady - np. około miliarda złotych rocznie w przypadku holdingu
BOT). Energetycy straszą, że jeśli nie wpuszczą CO2 do ziemi, koszty prądu
wzrosną nawet o 100 procent.
Dlatego rząd uruchomił wielki program, w ramach którego geologowie od maja
poszukują najlepszych miejsc do składowania CO2. Naukowcy skupiają się na
8 dużych obszarach w Polsce: między Łodzią a Bełchatowem, w trójkącie
między Łodzią, Warszawą i Płockiem, na południe od stolicy w kierunku
Radomia, na Górnym Śląsku, w okolicach Poznania, Szczecina, na zachód od
Trójmiasta a także na linii Katowice - Kraków - Rzeszów - Przemyśl.
Lokalizację składowisk poznamy najwcześniej w 2012 roku. Ze względu na
możliwości transportowe (rurociągi bądź cysterny), zakłada się, że muszą
one znajdować się nie dalej niż 150 km od elektrowni.
W USA, Kanadzie, Australii eksperymenty z CO2 trwają od kilku lat. Poseł
Kula mówi, że na razie jedyny w Europie eksperymentalny obiekt tego typu
znajduje się w niemieckim Swarze Pumpe - został otwarty zaledwie 3
tygodnie temu przez szwedzki koncern Vattenfall. To jednak bardzo mała
elektrownia - pilotażowy blok ma moc zaledwie 30 megawatów. Dla porównania
- nowy blok w Bełchatowie będzie miał moc 833 MW, zaś cała elektrownia już
dziś notuje wynik rzędu 4400 MW.
Instalacje w Swarze Pumpe wychwytują 90 proc. produkowanego przez nią
dwutlenku węgla. Od przyszłego roku gaz ma trafiać pod ziemię, na razie
jest wywożony cysternami do firmy wykorzystującej dwutlenek do celów
przemysłowych.
POLSKA Dziennik Łódzki
Piotr Brzózka
Bełchatów uwięzi CO2 pod ziemią
2008-10-14 07:30
publikacja
2008-10-14 07:30
2008-10-14 07:30

























































