Jedziemy po złoto. Dlaczego nie mielibyśmy tak myśleć? Gdybym nie miał ambicji, by wygrać ten turniej, w ogóle bym na EURO nie jechał – mówi Leo Beenhakker. PRZEGLĄD SPORTOWY: Eliminacje zakończone. Może pan powiedzieć, że zrealizowaliśmy nasz cel w stu procentach?
LEO BEENHAKKER: Jeszcze nie. Na razie wygraliśmy grupę. To koniec pewnego etapu, ale początek nowej drogi. Wciąż będę szukał nowych piłkarzy. Drzwi do końca będą otwarte.
Jest pan zadowolony z remisu z Serbią, czy zły, że tak łatwo daliśmy sobie strzelić dwa gole.
Zawsze gram o zwycięstwo. Jednak to było spotkanie w wyjątkowych okolicznościach. Awans wywalczyliśmy już w poprzednim meczu. W takich chwilach trudniej o motywację, jednak udało się pozostać skoncentrowanym do ostatniego spotkania. Z Serbią prowadziliśmy 2:0, ale rywale mocno nas przycisnęli. Dlatego jakoś przeżyję ten remis. (…)
Przed panem trudne zadanie – selekcja. Pańscy poprzednicy albo zamykali drzwi do kadry zbyt wcześnie, albo w ostatniej chwili dokonywali rewolucji. Jaką pan obierze drogę?
U mnie każdy piłkarz, który będzie się wyróżniał, ma szansę na wyjazd. Wkrótce będę się przyglądał piłkarzom z ekstraklasy na zgrupowaniu w Turcji. Jest dużo czasu, żeby ktoś mógł przekonać dobrą grą.
Jaki jest cel Polaków na EURO?
Mamy takie same ambicje jak zawsze. Wygrywać. Zdobyliśmy cztery punkty z czwartą drużyną świata. Dlaczego mamy czuć się od kogoś gorsi? Na losowanie finałów EURO czekam spokojnie. Nie mam żadnej grupy marzeń. Z 50 zespołów zostało tylko 16 najlepszych, nie będzie łatwo. Ale nie musimy się nikogo obawiać.
Czyli jedziemy po złoto?
Tak. Gdybym myślał inaczej, zostałbym w domu.
źródło: Przegląd Sportowy
fot. Przegląd Sportowy



























































