Będzie zbiórka na Wisłę Kraków. Czym jest equity crowdfunding?

Niebawem każdy będzie mógł zostać akcjonariuszem Wisły Kraków, ruszyć ma bowiem zbiórka połączona z emisją akcji. Equity crowdfunding, na który zdecydował się klub, staje się ostatnio coraz popularniejszy, niesie za sobą jednak wiele ryzyk. 

Zostań 12 zawodnikiem Wisła Kraków SA, legendy polskiej piłki nożnej, klubu z ponad 100-u letnią tradycją! Już wkrótce emisja - czytamy na twitterowym profilu BeesFund, czyli platformy, która umożliwia spółkom zbiórkę pieniędzy poprzez "szybką" emisję akcji przeznaczoną dla Kowalskich. Informacja o zbiórce na Wisłę potwierdził zaangażowany w ratowanie klubu Jarosław Królewski, jest ona już też dostępna na stronie platformy, póki co brak jednak szczegółów. Bazując na wcześniejszych ofertach equity crowdfundingowych możemy jednak zobaczyć czego mniej więcej możemy się spodziewać. Z powodu określonych ograniczeń prawnych tego typu oferty są zazwyczaj bardzo podobne. Podobne są również ryzyka i znaki zapytania, które zawsze towarzyszą tego typu ofertom.

Czym więc jest equity crowdfunding, na który zdecydowała się Wisła? Pomysł jest prosty - skojarzyć spółkę potrzebującą dofinansowania z inwestorem, który gotów jest owo finansowanie zapewnić. Warto dodać, że celuje się w inwestorów indywidualnych, do których kierowana jest oferta zakupu akcji nowej emisji publicznej. Inwestor dostaje akcje spółki, a więc staje się jej współwłaścicielem, spółka zaś gotówkę. Na pierwszy rzut oka wygląda to nieco jak giełda i tzw. IPO, czyli oferta akcji przed wprowadzeniem spółki na rynek. Są jednak pewne istotne różnice pomiędzy equity crowdfundingiem, a giełdą.

Equity crowdfunding to nie giełda

Po pierwsze akcje spółki nie są nigdzie notowane, istnieje więc spore ryzyko, że trudno będzie je sprzedać. Brak notowań oznacza także brak bieżącej wyceny. W praktyce decydując się na zakup akcji w equity crowdfundingu, później zostajemy z papierem, który de facto nie bardzo wiemy, ile jest wart. Spółka nie musi także publikować raportów bieżących z informacjami poufnymi, co dodatkowo jeszcze bardziej utrudnia typowo inwestycyjne patrzenie na projekt. 

To jednak teoretycznie wcale nie musi przeszkadzać Wiśle. Umówmy się, kupowanie akcji Wisły z myślą o zarobku jest raczej podejściem dość karkołomnym. Tym oferta Krakowian będzie różniła się od dotychczasowych ofert na BeesFundzie. Do tej pory była to bowiem platforma dla spółek przede wszystkim na wczesnym etapie rozwoju, które może i miały już swoje problemy, miały jednak i nadzieję na zawojowanie rynku w przyszłości. Liczył się pomysł i odpowiednie "sprzedanie" go inwestorowi. Tymczasem o problemach Wisły wie każdy, gra wyraźnie idzie o ratowanie klubu, a nie szukanie kapitału na dalszy rozwój. Dodatkowo historia pokazuje, że na futbolu zarabia niewielu, szczególnie w Polsce. Kluby piłkarskie słyną raczej z zadłużenia, a nie rentowności. 

Fani to ogromna siła. Przykład płynie z Hiszpanii

Wisła ma jednak jeden poważny atut - rzeszę oddanych fanów. I o ile mało znane spółki idące w equity crowdfunding muszą gimnastykować się z przyciągnięciem uwagi, o tyle Wisła dodatkowej reklamy nie potrzebuje. Biorący udział w zbiórce mogą zostać przyciągnięci nie tyle kwestiami inwestorskimi, co po prostu perspektywą ratowania klubu i zostania jego akcjonariuszem. Niezależnie od warunków i ekonomicznej opłacalności całego projektu. Ofertę Wisły trzeba więc mierzyć zupełnie inną miarą, niż dotychczasowe zbiórki na platformach pokroju BeesFunda. Dodatkowo sama oferta Wisły może być impulsem do rozwoju samego equity crowdfundingu, takiego rozgłosu tej formie finansowania nie mógł bowiem zapewnić żaden z dotychczasowych projektów.

(fot. Wojciech Matusik / FORUM)

O potencjale oferty Wisły świadczy choćby historie z Hiszpanii, gdzie w podobny sposób ratowały się Real Oviedo, Recreativo Huelva i Eibar. W tym sezonie zaś na podobny krok zdecydował znajdujący się na krawędzi bankructwa Real Murcia. Zebrano około miliona euro, które wprawdzie stanowią kroplę w morzu około 50 milionowych długów, ale jednak rozbudziły nadzieje na lepsze jutro. Dodatkowo akcje w emisji nabyło 437 Polaków, którzy wyłożyli łącznie 6,7 tys. euro. Skoro znaleźli się nasi rodacy, którzy swoimi pieniędzmi wsparli klub z Hiszpanii, to czemu mają się nie znaleźć osoby chcące wesprzeć Wisłę, która jeszcze niedawno, w pierwszej dekadzie XX wieku, była jedyną liczącą się na europejskiej mapie piłkarskiej polską drużyną i zapewniła wielu kibicom piękne wspomnienia.

Wisła zgarnie milion euro?

Na ile pieniędzy może liczyć Wisła? Szczegóły oferty nie są jeszcze znane, znane są jednak ograniczenia prawne. Milion euro w przypadku Realu Murcia nie był przypadkowy, tyle bowiem wynosi górny limit, który zazwyczaj towarzyszy equity crowdfundingowi. Wynika to z przepisów, które pozwalają przeprowadzać oferty emisji akcji do 1 mln euro bez konieczności publikowania memorandum informacyjnego, czy prospektu informacyjnego. Nie trzeba więc nawet starać się o zgodę Komisji Nadzoru Finansowego.

Oczywiście emisja może być większa, wówczas jednak trzeba spełnić więcej wymogów formalnych. To właśnie szybkość przeprowadzania oferty i niewielka liczba formalności jest głównym atutem equity crowdfundingu. Od kwoty 1 mln euro - o ile taki będzie cel - należy odjąć koszty oferty. Te czasem, mimo niewielkich formalności, potrafią być naprawdę wysokie. Wystarczy przypomnieć choćby ofertę Etno Cafe, które w ramach ostatniego equity crowdfundingu zebrało 1,16 mln zł przy koszcie 380 tys. zł. To oczywiście przykład skrajny, przypomina jednak jak istotna może być w equity crowdfundingu kwestia kosztów.

Raczej konsumpcja niż inwestowanie

Niewielkie wymogi informacyjne niosą za sobą kolejne konsekwencje. Przede wszystkim sporą asymetrię informacji. Osoby decydujące się na kupno akcji w ramach equity crowdfundingu tak naprawdę bardzo niewiele wiedzą o spółce i jej sytuacji finansowej. Kupują raczej nadzieję, pomysł i pewną wizję przyszłości, dlatego też wiele spółek gra na emocjach, oferuje bonusy, a także przyciąga wizją bycia współwłaścicielem browaru, czy kafejki. Choć projekty te mogą w przyszłości przynieść zarobek, właśnie z powodu tej ogromnej asymetrii informacji oraz wspominanych wcześniej problemów z płynnością, do equity crowdfundingu należy podchodzić raczej jako do konsumpcji, niż do inwestycji. Nie jesteśmy bowiem w stanie określić szans, na uzyskanie jakiejkolwiek pozytywnej stopy zwrotu, kupujemy jednak świadomość bycia współwłaścicielem projektu, który nam się podoba. Warto o tym pamiętać przeglądając tego typu projekty. Więcej na ten temat można przeczytać w artykule "Equity crowdfunding, czyli inwestowanie konsumpcyjne"

Podobnie należy podchodzić do oferty Wisły. Należy kompletnie wyłączyć myślenie typu: "kupuję akcje, może coś kiedykolwiek będę z nich miał". Może tak, może nie, w inwestowaniu warto mieć jednak dobrze opracowany najgorszy scenariusz, a w tym z tytułu posiadania akcji nie dostaniesz prawdopodobnie nic. Szczególnie, że Wisła to nie jest perspektywiczny start-up, a zadłużony kolos walczący o przeżycie. Prawdopodobieństwo, że walka ta zakończy się porażką, wciąż jest wysokie. Jeżeli zaś klub przeżyje, będzie raczej zwiększał wydatki, a nie wypłacał dywidendy. Warto więc na ofertę Wisły patrzeć przez pryzmat konsumpcji. Chcę wesprzeć klub, stać mnie na to, chcę móc powiedzieć kolegom, że jestem współwłaścicielem Wisły - ok, kupię akcje. 

Słaba giełdowa reprezentacja polskiego futbolu

Sama Wisła nie jest jedynym klubem, którego akcje można bez problemu nabyć. Dwa górnośląskie kluby - GKS Katowice oraz Ruch Chorzów - notowane są od kilku lat na rynku NewConnect. Ich akcje nie cieszą się jednak popularnością wśród inwestorów. Od momentu debiutu w 2008 roku Niebiescy stracili 90 proc. swojej wartości, GieKSa zaś od 2011 ponad 86 proc.

(Bankier.pl)

Nic jednak dziwnego, oba kluby notują przede wszystkim straty, mają ujemne kapitały własne (zobowiązania przewyższają sumę aktywów) i utrzymują się ponad powierzchnią tylko dzięki hojności miast, w których grają. 

Adam Torchała

Źródło:

Newsletter Bankier.pl

Dodałeś komentarz Twój komentarz został zapisany i pojawi się na stronie za kilka minut.

Nowy komentarz

Anuluj
4 0 atyp1

Dlaczego PIS, ktory tak chetnie mowi o nacjonalizowaniu polskiej gospodarki i sportu nie wylozy tych 12 baniek? To tylko z 3 wille Na Woli w Krakowie, i legenda polskiej piłki - jeden z najwiekszych i najstarszych klubow w kraju staje sie znowu w rekach "polaków".
Znow mozna byloby oddac zarzadzanie klubem towarzystwu zwiazanemu z policja itp.

Moze dlatego, ze ani Kaczynski ani jego druzyna nigdy nie charatali w gałe. ;-)
Pozdrawiam.

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
2 7 eagleeye

Jeśli to zaakceptuje PZPN i da licencję na grę to powiem kolokwialnie że każdy wał w RP może przejść.

! Odpowiedz
3 43 konfidel

Czyli zwykła zbiórka jak na tace

! Odpowiedz
Przejdź do strony za 5 Przejdź do strony »

Czy wiesz, że korzystasz z adblocka?
Reklamy nie są takie złe

To dzięki nim możemy udostępniać
Ci nasze treści.

Przemek Barankiewicz - Redaktor naczelny portalu Bankier.pl

Jesteśmy najważniejszym źródłem informacji dla inwestorów, a nie musisz płacić za nasze treści. To możliwe tylko dzięki wyświetlanym przez nas reklamom. Pozwól nam się dalej rozwijać i wyłącz adblocka na stronach Bankier.pl

Przemek Barankiewicz
Redaktor naczelny portalu Bankier.pl