REKLAMA
GPW

Bankowiec Bernard Afeltowicz: Samotnie jestem nikim

2007-04-21 15:55
publikacja
2007-04-21 15:55
Bankowiec Bernard Afeltowicz uważany jest, zresztą słusznie, za jednego z głównych twórców rynku „finansów konsumenckich” w Polsce. Sam jednak mówi, że niczego by nie osiągnął, gdyby nie ludzie, których udawało mu się wokół siebie skupiać.

Teraz jego życie uległo radykalnej zmianie. Odpowiadając na propozycję Leszka Czarneckiego - kiedyś kolegi ze studiów, a dziś biznesmena kontrolującego giełdowy Getin Holding - podjął się zadania, które wiąże się m.in. z byciem w ciągłych rozjazdach, wyczekiwaniem na lotniskach, poznawaniem nowej rzeczywistości i przekonywaniem do siebie nowych ludzi.
- Mam słabą pamięć i bywam chaotyczny – przyznaje Afeltowicz rozbrajająco. Dlatego skrupulatnie prowadzę kalendarz, taki tradycyjny, nie elektroniczny, żeby nic mi nie umknęło. Nie jest także „urodzonym sprzedawcą”. Nawet wtedy, gdy w latach 90. prowadził wrocławską firmę P.P. Clatronix (którą sam stworzył), nie tyle zajmował się sprzedażą urządzeń elektronicznych, ile głównie ich importem i montażem. Ponieważ jednak to sprzedaż była kluczem do sukcesu, aby ją zdynamizować, przekształcił firmę w C.L.A., spółkę obsługującą sprzedaż ratalną. Sam mówi o sobie, że z handlowca przeobraził się w finansistę, w chwili gdy uświadomił sobie, że kluczem do sukcesu będzie zaoferowanie usługi kredytowania sprzedaży towarów swoim dotychczasowym konkurentom – innym firmom handlującym elektroniką. Siłą rzeczy techniki sprzedaży i obsługi klienta stały się mu bliskie. Jest raczej tradycjonalistą i ma konserwatywne podejście do biznesu – nawet dziś, gdyby tylko mógł, nie używałby poczty elektronicznej i komputera; nie ma temperamentu osoby, która fascynuje się technologia i gadżetami.

Te cechy – pewne nieuporządkowanie, niechęć do elektronicznych nowinek, otwartość na ludzi, mogą mu się teraz przydać. Będzie bowiem rozwijał interesy grupy Getin na nieco mitycznym jeszcze dla wielu osób „Wschodzie” – w Rosji i na Ukrainie. A tam liczy się nie tyle technika, którą łatwo kupić lub skopiować, czy socjotechnika kontaktów biznesowych, co „człowiek”, jego otwartość, intencje i stosunek do drugiego człowieka. Im bardziej się jest autentycznym, nawet bez „wsparcia” wódką, tym większa szansa na sukces.

Pozyskać człowieka

Afeltowicz wódki nie lubi i prawie nie pije. Ale ma inną zaletę, która może mu w kontaktach na Wschodzie zaprocentować: intuicję. Intuicję do ludzi, którzy są fachowcami w swojej „działce” i potrafią coś budować. Nie sądzi, by od niego samego oczekiwano, że będzie „alfą i omegą”, znając się na wszystkim. Oczywiście musi mieć „ogólną orientację” na temat np. konstrukcji produktów finansowych, zarządzania ryzykiem czy finansami, ale nie oznacza to, że niezbędne jest, aby posiadał dokładną i specjalistyczną wiedzę na każdy temat.

Nie jest też – co podkreśla – specjalistą od sprzedaży. Pomimo że zarówno C.L.A., które współtworzył, jak i AIG Bank Polska, któremu szefował, to były firmy, w których stosowano z sukcesem najnowocześniejsze techniki marketingu i uzyskiwano doskonałe efekty sprzedaży. Podkreśla kluczową rolę lidera w realizacji wszelkich przedsięwzięć biznesowych. A jednym z najważniejszych zadań lidera jest umiejętność skupienia wokół siebie ludzi, którzy są bardzo dobrzy w swoich dziedzinach, by stworzyć z nich „team”. - Umieć pozyskać kogoś, kto jest świetnym sprzedawcą i kogoś, kto zna się na ryzyku kredytowym, i wszystkich innych specjalistów i połączyć ich w „team”. Prawdziwy „team”, czyli taki zespół, którego wartość istotnie przewyższa prostą sumę możliwości jego członków. Tak, by był zdolny z sukcesem realizować złożone przedsięwzięcie biznesowe. To dla niego najważniejsze wyzwanie.

Afeltowicz uważa, że zespoły należy organizować w ten sposób, żeby pracujący w nim ludzie nie rywalizowali ze sobą, ale żeby się uzupełniali i wspierali. I wspólnie dążyli do wyznaczonego celu. A najlepsza sytuacja to taka, w której lider wyznacza cele biznesowe, zaś cały zespół wspólnie kreuje i wdraża mechanizmy ich realizacji.
- Wiem, że są różne „typy” liderów – mówi Bernard Afeltowicz. Na przykład są tacy, którzy mówią: „miałem wizję, wiem dokładnie, jak to należy zrobić. Przyłącz się do mnie, chodź za mną…”. On sam nie ma żadnej „misji od Boga”, ani głębokiego przekonania, że szkicuje proste ścieżki i wytacza szerokie trakty prowadzące do sukcesu. Nie ma nawet przeświadczenia, że zawsze „wie lepiej”. Natomiast kilka razy w przeszłości udało mu się doprowadzić do tego, że przedsięwzięcia, które mu powierzano, zakończyły się sukcesem. Autorami tych sukcesów – jak przekonuje – byli wszyscy członkowie „teamu”, który udało mu się wykreować. Nie werbuje jednak ludzi „z wyrachowaniem”, stosując naukowe, wyrafinowane techniki z repertuaru współczesnego „human resource management”. Przyznaje, że parę razy w życiu się pomylił, podejmując nietrafione decyzje personalne (dlatego też daje prawo do błędu innym). I to było zazwyczaj wtedy, gdy „zrobił ruch” wbrew intuicji, która mu podszeptywała, żeby – pomimo świetnego CV i rekomendacji fachowców od doboru personelu - nie zatrudniać tego kogoś. Być może nie ma najlepszej intuicji do wyczuwania trendów sprzedażowych, do przewidywania, co będzie „hitem najbliższego sezonu”. Takiej – nie. Ma za to – i świadczy o tym jego kariera zawodowa – szczęście do ludzi. Ma także łatwość w dzieleniu się kompetencjami i budowania wartościowym ludziom warunków do tego, żeby się rozwijali. Żeby odczuwali satysfakcję z pracy, żeby nie bali się być „decyzyjni” – w tym celu dzieli się z nimi sukcesami i jest gotów brać na siebie odpowiedzialność za ewentualne błędy. Nie „pasożytuje” na nich, tak jak wielu menedżerów, którzy gdy przychodzą sukcesy, to przypisują je wyłącznie sobie, a gdy jest źle – zrzucają winę na współpracowników.

Mieć „poczucie sprawstwa”

Najlepszy „team”, z którego jest do dziś najbardziej dumny, to był ten, który zostawił w AIG CFG Polska. Miał w tej organizacji - jak to określa – „poczucie sprawstwa”. Mówi, że to poczucie powinno towarzyszyć w życiu każdemu mężczyźnie. Wierzy, że wielu ludzi zaczyna zajmować się biznesem lub polityką nie po to, żeby korzystać z różnych beneficjów, ale żeby mieć właśnie owo „poczucie sprawstwa” w zmienianiu otaczającego świata. On sam był swego czasu mocno zaangażowany w politykę: najpierw jako przywódca strajków studenckich 81` roku, więzień polityczny w stanie wojennym, potem jako członek Kongresu Liberalno-Demokratycznego i Unii Wolności. Do dziś sprawuje funkcję członka Rady Krajowej Platformy Obywatelskiej. Ale już ustąpił miejsca tym, którzy będąc profesjonalnymi „menedżerami Państwa”, potrafią poświęcić polityce całe życie w poczuciu odpowiedzialności za kraj. A przynajmniej – powinni. Podjął więc w pewnym momencie decyzję, że gros życia poświęci nie polityce, ale biznesowi.

Mówi przy tym, że ma w sobie „pokorę” wobec złożoności świata i życia, w tym także zadań, jakie stawia się dziś przed politykami. Nie sądzi, by nadawał się do polityki, bo trudno tam o grę zespołową, a to dla niego bardzo ważne. Że sam siebie takim widzi, choć - być może - taki wizerunek na użytek siebie samego pozwala mu się dowartościować, poczuć lepiej. Ale nie to jest jego najciekawszą cechą…

W nurcie życia

Jak przystępuje do jakiegoś przedsięwzięcia, to się go po prostu….obawia. Widzi wszystkie powody, dla których może się ono nie udać. Ale nigdy go to nie paraliżuje, nie powstrzymuje przed podjęciem wyzwania. Być może właśnie do tego, żeby te obawy przełamać, a problemy przezwyciężyć, poszukuje i gromadzi wokół siebie ludzi: energicznych, optymistycznych, fachowych „do bólu”. I takich na ogół udaje mu się wokół siebie skupić. Przyznaje się do pewnej dozy lenistwa i do tego, że stawia czoło wyzwaniom wtedy, kiedy „musi”. Najlepiej uczy się i rozwija pod presją konieczności. W taki właśnie sposób, zaczynając pracować w AIG, musiał szybko nauczyć się języka angielskiego. W taki właśnie sposób, będąc po prostu zmuszonym, nauczył się wielu innych rzecz, np. technik zarządzania, marketingu, podstaw księgowości itd… . Rzadko podejmuje się robienia czegoś, gdy nie czuje, że „musi”. A gdy nie „musi”, to woli poświęcić czas rodzinie lub swoim pasjom, które są dla niego bardzo ważne. W zimie, w wolnych chwilach ściga się na nartach (w zeszłym roku, w swojej grupie wiekowej, stanął na podium Mistrzostw Polski PZN Amatorów, obok dawnych medalistów Pucharu Europy), w lecie żegluje regatowo na katamaranach lub nurkuje do wraków leżących na dnie atoli południowego Pacyfiku.

Jak funkcjonuje Afeltowicz, który jest w doskonałym „zawodowo” wieku, bo 46 lat? Sam o sobie mówi: gdy jest problem, pojawia się adrenalina, a wtedy człowiek się spręża i znajduje rozwiązanie. Nie ma w sobie cierpliwości naukowca (którym jest jego ojciec, ekonomista), który nie ulega presji pośpiechu, a problem studiuje i analizuje dogłębnie. Zazwyczaj krótko dyskutuje i szybko przeskakuje do konkluzji, podejmując decyzje bez sprawdzenia wszystkich możliwych wariantów i zgromadzenia wszystkich dostępnych informacji. Przyznaje, że czasem prowadzi to do błędów, lecz jest przekonany, że z dwojga złego lepsza jest szybka, nienajlepsza decyzja niż właściwa podjęta zbyt późno. Na szczęście ma na koncie zdecydowanie więcej tych właściwych…

Dlaczego odszedł z AIG, w którym przepracował ponad siedem lat? Mówi, że… właśnie z powodu tych menedżerów, których wokół siebie tam skupił lub wychował. Na ostatnim etapie pracy większość czasu pochłaniała mu – jak to określa - ochrona ich talentów i pomysłów przed biurokracją nowojorskiej centrali. Zespół, który zbudował, był tak dobry, że mógł już działać samodzielnie, a on zaczynał się czuć niepotrzebny i tracił owo „poczucie sprawstwa”, które tyle dla niego znaczy. Także dlatego, że nie mógł pogodzić się z marnowaniem szans tak typowym dla wielkich, międzynarodowych struktur korporacyjnych. Dlatego zdecydował się rzucić w wir czegoś całkiem nowego, zamienić życie ustabilizowane, pełne rutyny, a nawet zaszczytów na nowe wyzwanie – tworzyć Getin International prawie z niczego. Jak sobie z tym poradzi? Jak zwykle nie jest wolny od obaw. I jak zwykle liczy, że znajdzie właściwych ludzi, którzy mu w tym pomogą.

Bernard Afeltowicz jest niezwykle zdyscyplinowany i systematyczny. Dogłębnie zna swoja branżę – konkluduje Janusz Tchórzewski, były wiceprezes LUKAS Banku. Zna swoją branżę, nastawiony jest przy tym na przygodę i wyzwania. Robi teraz to, co lubi. Ma dużą szansę osiągnąć sukces.

ROBERT AZEMBSKI

Więcej w marcowym numerze miesięcznika finansowego BANK

Zaprenumeruj BANK
Źródło:
Tematy
Otwórz konto firmowe mBiznes Standard w mBanku wraz z kartą firmową Mastercard i zyskaj łącznie 700 zł premii
Otwórz konto firmowe mBiznes Standard w mBanku wraz z kartą firmową Mastercard i zyskaj łącznie 700 zł premii

Komentarze (2)

dodaj komentarz
~SILNY
dobrze wyorane kakao to typ predzej amerykanski niz rosyjski
w Rosji tych od tylka tluka a w hameryce bronia - taka mala roznica
~:-)
Człek jadąc do Rosji musi mieć mocną glowę...:-)) Inaczej nie zrobi kasy, jak Gudzowaty...

Powiązane:

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki