Gospodarka Chin jest w poważnych tarapatach. Polski silne więzy handlowe z Państwem Środka nie łączą, ale możemy importować więcej… deflacji.


„Cóż tam, panie, w polityce? Chińcyki trzymają się mocno!?” — tak ponad 100 lat temu rozpoczął „Wesele” Stanisław Wyspiański. Dzisiaj wyjątkowo trudno udzielić na to pytanie jednoznacznej odpowiedzi, a władzom Państwa Środka na pewno nie jest do śmiechu, gdy patrzą na giełdowe wykresy i kolejne dane z gospodarki.
Chiński parkiet przeżywa prawdziwe załamanie, a obawy, że rządzącym nie uda się powstrzymać ucieczki kapitału, spędzają już sen z powiek połowie świata. Pikują indeksy od Tokio przez londyńskie City po Warszawę.
Polska, Czechy i Węgry, główne gospodarki regionu, nie mają specjalnych powodów do niepokoju. Chociaż największe ryzyko związane jest z osłabieniem juana, to eksport z tych trzech kierunków do Chin nie przekracza 2 proc. wszystkich sprzedawanych towarów.
Czytaj więcej w dzisiejszym "Pulsie Biznesu".


























































