Al-Dżazira ujawnia historię saletry amonowej, która zrujnowała Bejrut

2020-08-05 17:36
publikacja
2020-08-05 17:36
fot. MOHAMED AZAKIR / FORUM/Reuters

Saletra amonowa, która we wtorek eksplodowała w Bejrucie, została skonfiskowana przez władze Libanu w 2013 roku na rosyjskim statku, płynącym z Gruzji do Mozambiku - podała w środę na swojej stronie internetowej katarska telewizja Al-Dżazira.

Według Al-Dżaziry ładunek 2750 ton azotanu amonu przybył do Libanu we wrześniu 2013 roku na pokładzie statku MV Rhosus, pływającego pod banderą Mołdawii. Według informacji z serwisu Fleetmon, monitorującego ruch morski, jednostka płynęła z Batumi w Gruzji do Beiry w Mozambiku.

Katarska telewizja twierdzi, że załoga Rhosusa składała się z ośmiu Ukraińców i Rosjanina, a według ich prawników statek musiał zacumować w Bejrucie w związku z problemami z silnikiem. Jednak służby celne Libanu, po dokonaniu inspekcji, zabroniły mu dalszej podróży i skonfiskowały ładunek. Pięciu Ukraińców repatriowano, czterech pozostałych członków załogi pozostawiono na miejscu do opieki nad statkiem. Następnie urwał się kontakt z właścicielem Rhosusa, który zbankrutował po tym, jak azotan amonu nie dotarł do odbiorcy.

Niebezpieczny towar został wyładowany i umieszczony w hangarze 12 w porcie w Bejrucie - dużej szarej konstrukcji, zwróconej w stronę najważniejszej autostrady kraju, przy głównej ulicy prowadzącej do centrum stolicy.

Jak pisze Al-Dżazira kilka miesięcy później, 27 czerwca 2014 roku ówczesny dyrektor libańskiej służby celnej Shafik Merhi wysłał list zaadresowany do jednego z "sędziów zajmujących się sprawami pilnymi" z prośbą o rozwiązanie problemu.

Wobec braku odpowiedzi celnicy wysłali pod ten sam adres co najmniej pięć kolejnych pism w ciągu najbliższych trzech lat. Prosili w nich o wskazówki i proponowali trzy opcje: wyeksportowanie niebezpiecznego towaru, przekazanie go armii libańskiej lub sprzedanie prywatnej firmie Lebanese Explosives Company.

"W związku z poważnym niebezpieczeństwem związanym z przetrzymywaniem takich towarów w hangarze w nieodpowiednich warunkach klimatycznych, potwierdzamy naszą prośbę do agencji morskiej o natychmiastowy reeksport tych towarów, aby chronić bezpieczeństwo portu i osób pracujących tam. Prosimy także o rozważenie zgody na sprzedaż towaru prywatnej firmie" - cytuje Al-Dżazira pismo wysyłane przez libańskich celników.

Według katarskiej telewizji żadne z tych pism nie doczekało się odpowiedzi.

27 października 2017 roku Badri Daher, nowy dyrektor libańskiej administracji celnej, po raz kolejny wystosował pismo, w którym ponownie wezwał do podjęcia decyzji w tej sprawie ze względu na "niebezpieczeństwo (...) pozostawienia tych towarów w miejscu, w którym się znajdują”. To też nie poskutkowało i przez kolejne prawie trzy lata saletra amonowa nadal znajdowała się w hangarze.

Premier Libanu Hassan Diab we wtorek uznał eksplozję w porcie za „wielką narodową katastrofę” i obiecał, że „wszystkie odpowiedzialne za nią osoby poniosą karę”. Prezydent Michel Aoun zaniedbania związane z przetrzymywaniem niebezpiecznego towaru nazwał "niedopuszczalnymi" i także zapowiedział "najostrzejsze kary" dla osób odpowiedzialnych.

Jak podkreśla Al-Dżazira, społeczeństwo libańskie nie ma wątpliwości, że pierwotną przyczyną tragedii jest ogromna niegospodarność w przesiąkniętym korupcją kraju, a odpowiedzialna za to jest klasa polityczna, traktująca z pogardą mieszkańców Libanu.

Wielu Libańczyków odważnie jest teraz mówi, że do katastrofy doszło w obiekcie użyteczności publicznej, znanym powszechnie w Libanie jako "Jaskinia Ali Baby i 40 rozbójników" z powodu ogromnej ilości państwowych funduszy, które podobno zostały zmalwersowane tam przez wiele lat.

Zarzuty obejmują twierdzenia, że miliardy dolarów dochodów z ceł nigdy nie trafiły do skarbu państwa z powodu programów zaniżania wartości importu. "Bejrut już nie istnieje i tym, którzy rządzili tu przez ostatnie dziesięciolecia, nie ujdzie to na sucho - powiedziała Rima Majed, libańska działaczka polityczna i socjolog. - To są przestępcy, a ta tragedia to prawdopodobnie ich największe przestępstwo”.

Pierwsza silna eksplozja w porcie w Bejrucie miała miejsce we wtorek ok. godz. 18 czasu lokalnego (godz. 17 w Polsce), po czym nastąpił pożar i kilka detonacji, a następnie doszło do drugiej, znacznie silniejszej eksplozji, która spowodowała ogromny dym w kształcie grzyba i praktycznie zmiotła z powierzchni ziemi port i okoliczne budynki.

W eksplozjach śmierć poniosło ponad 100 osób, a ok. 4 tys. zostało rannych. Według gubernatora Bejrutu Marwana Abbuda bez dachu nad głową pozostało do 300 tys. ludzi, a szkody, które spowodowały wybuchy, wstępnie oszacowano na ponad 3 mld dolarów. (PAP)

zm/ ap/

Źródło:PAP
Tematy
Zapytaj eksperta o kredyt hipoteczny

Zapytaj eksperta o kredyt hipoteczny

Komentarze (7)

dodaj komentarz
(usunięty)
(wiadomość usunięta przez moderatora)
tchlix
Było już coś podobnego pod nazwą "Katastrofa w Texas City"
znawca_wszystkiego
Innymi słowy Libańczycy ukradli ogromny transport saletry z cudzego statku. W związku z kradzieżą właściciel statku zbankrutował. A Libańczycy do dzisiaj się nie dogadali czyj jest ten łup. Karma istnieje.
esim
rozne sa opinie na temat tego wybuchu. zachod mowi ze saletra, wschod podaje inne przyczyny
abcx
"skonfiskowały ładunek" - kradzione nie tuczy, ładnie karma wróciła...
uczen_manueli_g
Al Jazeera - cały świat tak pisze nazwę tej stacji.

Jeżeli traktować to jako nawóz to ok 1000 zł/tona.
Kradzione nie tuczy prawda?

Powiązane

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki