
Wczoraj wieczorem Krzysztof Hołowczyc stał gdzieś na środku chilijskiej pustyni Atakama i mozolnie naprawiał uszkodzonego nissana navarę.
Polak miał wielkiego pecha. Na jednej z wydm urwał tylny most, wał napędowy i pożegnał się z marzeniami o dobrym miejscu w klasyfikacji generalnej Rajdu Dakar. W końcu uznał, że nie da rady naprawić auta i wycofał się z rywalizacji.
Polski kierowca do wczoraj jechał bardzo dobrze: w „generalce” był szósty i przegrywał tylko z zawodnikami teamów fabrycznych, czyli zespołów najlepiej przygotowanych pod względem technicznym, sprzętowym i finansowym.
Bez żadnych przeszkód pustynię przefrunął wczoraj nasz najlepszy motocyklista Jakub Przygoński. Polak dojechał do mety na 9. miejscu ze stratą zaledwie czterech minut do zwycięzcy Marka Comy. W klasyfikacji generalnej jest 11. i ma spore szanse na awans do dziesiątki.
Na piąte z czwartego miejsca w „generalce” spadł Rafał Sonik. Naszego quadowca wyprzedził zwycięzca etapu Francuz Christophe Declerck. Krakowianin wczoraj był 6. i stracił do triumfatora blisko pół godziny.
Do końca rajdu zostało pięć etapów. Dziś uczestnicy Dakaru ścigać się będą na trasie z La Sereny do Santiago (586 km, w tym 238 odcinka specjalnego).
Autor: Przemysław Franczak




