„Wielka Piękna Ustawa” Donalda Trumpa podniosła limit zadłużenia publicznego, z czego Biały Dom od razu skorzystał, zwiększając zadłużenie Amerykanów do przeszło 37 bilionów dolarów. To objaw chorobliwego uzależnienia jedynego supermocarstwa od cudzych pieniędzy.


11 sierpnia 2025 roku dług publiczny Stanów Zjednoczonych po raz pierwszy w historii przekroczył granicę 37 bilionów dolarów (czyli 37 000 000 000 000 USD). Tydzień później (to ostatnie dostępne na dziś dane) było tego już 37 144 076 750 410,16 dolarów – podaje oficjalna strona Departamentu Skarbu.
Na tę kwotę składa się dług będący w posiadaniu agend rządowych (7 372 193 791 624,79 USD) oraz rękach pozostałych podmiotów (29 771 882 958 785,37 USD), tzn. krajowych i zagranicznych inwestorów indywidualnych i instytucjonalnych. Warto przy tym wiedzieć, że według stosowanej m.in. w USA tzw. skali krótkiej dług wynosi ponad 37 trylionów dolarów i z taką nazwą spotkają się Państwo w przekazach anglojęzycznych mediów.
Nic nie rośnie tak jak długi Wuja Sama
Ekonomiści, inwestorzy i opinia publiczna w ostatnich latach przyzwyczaili się już, że zadłużenie Stanów Zjednoczonych przyrasta szybciej niż większość z nich, jest w stanie to ogarnąć umysłem. Barierę 36 bilionów USD dług publiczny USA przekroczył pod koniec listopada 2024 roku. I od tego czasu przez dłuższy czas stał w miejscu, ponieważ uderzył w ustawowy limit zadłużenia (ang. debt ceiling).
Limit ten wzrósł o 5 bilionów dolarów dopiero 4 lipca, gdy prezydent Donald Trump podpisał „Jedną Wielką Piękną Ustawę” (ang. One Big Beautiful Bill Act) – czyli pakiet ulg podatkowych i (stosunkowo niewielkich) cięć wydatków federalnych własnego autorstwa. Według oceny skutków regulacji ustawa ta ma zwiększyć dług publiczny Stanów Zjednoczonych o dodatkowe 4 biliony dolarów. Od tego czasu minęło nieco ponad 6 tygodni, a zobowiązania Ameryki wzrosły o blisko bilion dolarów.
O przekroczeniu granicy 34 bilionów USD informowaliśmy Państwa na początku 2024 roku. Wtedy na zwiększenie długu o bilion dolarów ekipa Joe Bidena potrzebowała raptem 3,5 miesiąca. Trumpowi wystarczyło 6 tygodni. Od czasu „tymczasowego” zniesienia limitu zadłużenia publicznego w czerwcu 2023 roku do stycznia 2024 Biały Dom powiększył swoje zobowiązania o przeszło 2,5 biliona USD.
Natomiast bariera 25 bilionów USD została przekroczona niespełna cztery lata temu, w maju 2020 roku. Raptem pół roku wcześniej raportowaliśmy o przekroczeniu 23 bln USD. Wcześniej poprzednia „pełna godzina” na zegarze długu, wskazująca 22 bilionów dolarów, wybiła w lutym 2020 roku. Oczywiście zegar ten tyka ze zmienną częstotliwością: 18 bilionów „pękło” w grudniu 2014 r., 19 bilionów przekroczono w lutym 2016 r., zaś o 20 bilionach informowaliśmy we wrześniu 2017 r. Z kolei 21 bilionów przekroczone zostało w marcu 2018 r.
Szerzej o roli i znaczeniu gigantycznego długu Stanów Zjednoczonych można przeczytać w artykule zatytułowanym „Stany Zadłużone Ameryki. Dług publiczny USA równie wielki, co wyjątkowy”.
To wszystko nie zmienia faktu, że nominalne przyrosty zadłużenia supermocarstwa są zatrważające. Gargantuiczne rozmiary deficytu budżetowe sprawiły, że tylko od połowy 2020 roku długi Wuja Sama zwiększyły się o ok. 10,8 bln USD. To prawie tyle, co PKB Niemiec, Wielkiej Brytanii i Francji (czyli trzech największych gospodarek Europy) razem wziętych. Przez poprzednie 10 lat zadłużenie Ameryki więcej niż się podwoiło, przyrastając o 19 bilionów dolarów.
W rezultacie relacja długu publicznego do PKB Stanów Zjednoczonych od kilku lat utrzymuje się w powyżej 120%. Tak wielkiego obciążenia długiem państwa Amerykanie nie notowali od zakończenia II wojny światowej. Dodatkowo w otoczeniu wyraźnie wyższych stóp procentowych obsługa tego zadłużenia jest coraz droższa. W ubiegłym roku koszty obsługi długu przekroczyły bilion dolarów i stały się największą pojedynczą pozycją budżetową, przewyższając nakłady na emerytury i wojsko.
120% PKB i co dalej?
Problem nadmiernego zadłużenia rządu federalnego USA zaczęły zauważać już nawet agencje ratingowe. 17 maja agencja ratingowa Moody's obniżyła rating oceny wiarygodności kredytowej Stanów Zjednoczonych o jeden stopień z najwyższego poziomu AAA do AA1. W ten sposób USA po raz pierwszy w przeszło stuletniej historii ratingowej utraciły najwyższy kredytowy rating we wszystkich trzech głównych agencjach. Moody’s przyznała ją Stanom Zjednoczonym po raz pierwszy w 1919 r. i była ostatnią, która go obniżyła. Agencja S&P zdecydowała się na ten krok już w 2011 r., a Fitch obniżył amerykański rating w sierpniu 2023 r.
14 lat temu decyzja S&P wywołała szok i popłoch na rynkach finansowych. Ale już komunikatami Fitch i Moody’s mało kto się przejął. Ale mówiąc między nami Stany Zjednoczone nie za bardzo zasługują nawet na drugi najwyższy rating kredytowy. Ze względu na politykę czterech poprzednich prezydentów charakteryzują się teraz parametrami fiskalnymi zbliżonymi do tych, jakie miała Grecja w 2010 roku. Rzecz jasna USA to nie Grecja i formalne bankructwo nie wchodzi tutaj w rachubę, ponieważ Waszyngton poprzez Rezerwę Federalną może „dodrukować” dowolną ilość dolarów, aby nimi spłacać zobowiązania.
Póki co taki scenariusz wydaje się mało prawdopodobny na krótką metę. A to dlatego, że jak na razie inwestorzy posłusznie zaspokajają rosnący apetyt Wuja Sama emitującego biliony dolarów nowego długu. Taki stan może się jednak kiedyś skończyć. Papierkiem lakmusowym są tutaj rentowności bardzo długoterminowych Treasuries, które są w sporym stopniu niezależne od zmian stóp procentowych w Rezerwie Federalnej. W tym kontekście warto odnotować, że w maju rentowność 30-letnich obligacji rządu USA sięgnęła 5,15% i osiągnęła najwyższy poziom od 2007 roku. Równocześnie obserwowaliśmy nowe rekordy cen złota i bitcoina w połączeniu ze słabością dolara. To pierwszy od bardzo dawna taki sygnał braku zaufania do Waszyngtonu jako najpewniejszego dłużnika na planecie Ziemia.



























































