Publikowane dziś dane makro były jednoznacznie pozytywne. Gospodarka Chin kręci się na obrotach wręcz grożących przegrzaniem, zaś amerykański konsument w końcu zaczyna hojniej szastać groszem. Listopadowa sprzedaż detaliczna była o 1,3% wyższa niż przed miesiącem i o 1,9% większa niż przed rokiem. Przy dobrych nastrojach takie dane mogłyby wywołać wręcz euforię na giełdowych parkietach. Ich pozytywną wymowę tylko w niewielkim stopniu tłumił aż 6-procentowy wzrost wydatków na benzynę, będący konsekwencją wyższych cen paliw.
Zwłaszcza że grudniowy indeks zaufania konsumentów autorstwa Uniwersytetu Michigan również zaskoczył pozytywnie. Podskoczył z 67,4 do 73,4 pkt., przy oczekiwaniach rzędu 68,5 pkt. Niemniej jednak wciąż jest to poziom charakterystyczny raczej dla fazy recesji niż ożywienia gospodarczego.
Lecz reakcja Wall Street na te w sumie niezłe dane była nadzwyczaj sceptyczna. Indeks S&P500 wzrósł o 0,6%, kończąc dzień z wynikiem 1106 pkt. Nasdaq zakończył dzień minimalnie pod kreską zaś Dow Jones zyskał 0,6%. W końcu zgodnie z podręcznikami zareagował rynek walutowy – dobre dane z USA wyraźnie umocniły dolara względem euro. Co ciekawe, 0,8-procentowe przecena eurodolara nie szkodziła surowcom (oprócz złota). Aluminium zdrożało nawet o 3,7%, dzięki czemu akcje Alcoa Inc. zyskały na wartości 7,2%, ciągnąc w górę całą średnią przemysłową.
Jednak patrząc w ujęciu całego tygodnia inwestycja w akcje amerykańskich przedsiębiorstw nie przyniosła nadzwyczajnych zysków. Dow Jones zyskał 0,8%, S&P500 pozostał na niemalże niezmienionym poziomie, zaś Nasdaq zniżkował o 0,2%.
W piątek rynkowi ciążyły spółki technologiczne, ponieważ rozczarowujące wyniki kwartalne przedstawił National Semiconductor. Za sprawą rosnącej sprzedaży detalicznej rosły za to notowania spółek handlowych oraz firm uzależnionych od wydatków konsumenckich.
K.K.
























































