Znany stołeczny deweloper, odcięty od kurka z pieniędzmi z wołomińskiego banku, stanął na krawędzi bankructwa.
Kika dni temu ujawniliśmy, że upadły SK Bank funkcjonował na kształt dający się porównać do swoistej piramidy finansowej i że aż połowa wszystkich kredytów tego największego banku spółdzielczego w kraju wypłynęła do grupy firm nieformalnie powiązanych z Dolcanem. Ich obecne zadłużenie to około 1,4 mld zł. Nie tylko deweloper, ale też jego klienci mają gigantyczny problem.
Nie nasza wina
W inwestycjach Dolcanu od miesięcy nic się nie dzieje. Z informacji „PB” wynika, że Sławomir Doliński, właściciel i szef rady nadzorczej dewelopera, szuka inwestora, który mógłby je zakończyć.
Zobacz także
— Nie zaprzeczam ani nie potwierdzam. Robimy wszystko, by złagodzić konsekwencje, jakie dla naszej spółki spowodowała upadłość SK Banku — ucina Sławomir Doliński. Przyznaje, że sytuacja „nie wygląda zbyt dobrze”. Jego zdaniem, nie byłoby tak, gdyby nie „opieszałość i brak współpracy” ze strony zarządu komisarycznego SK Banku, który zawiadywał bankiem od sierpnia do grudnia 2015 r.
— Nawet osoby, które wpłaciły pieniądze na mieszkanie, nie miały możliwości uzyskania bezobciążeniowego tytułu własności lokali. Zarząd komisaryczny nie chciał też uwalniać czy pozwalać na wydzielanie poszczególnych hipotek. W takiej sytuacji trudno nam było prowadzić kolejną sprzedaż i świadomie narażać klientów na straty. A właśnie na sprzedaży zarabiamy. To trochę tak, jakby pianiście zabrać pianino i kazać grać dalej, a później obwiniać go za to, że koncert się nie odbył — porównuje Sławomir Doliński. Zaznacza, że Dolcan rozmawia z obecnym zarządcą SK Banku wyznaczonym przez sąd upadłościowy.
Czytaj więcej w "Pulsie Biznesu"


























































