Od kilku dni w całych Stanach Zjednoczonych trwają masowe protesty po śmierci George'a Floyda. W poniedziałek prezydent Trump zapowiedział, ż jeśli władze stanowe i miejskie nie zaprowadzą porządku, to użyje do pomocy amerykańskiego wojska.
W trakcie poniedziałkowych protestów w Louisville w Kentucky zginął mężczyzna, gdy policja i Gwardia Narodowa otworzyły ogień, by rozproszyć tłum - informuje agencja Associated Press. Łącznie w zamieszkach w USA śmierć poniosło już pięć osób.
AP podaje, że oprócz mężczyzny w Louisville dwie osoby zastrzelono w weekendowych zamieszkach w Indianapolis. Jedna osoba zginęła w Detroit i jedna w Minneapolis. Policja w Louisville twierdzi, że odpowiedziała ogniem, gdyż sama znajdowała się pod ostrzałem.
Trump: Mobilizuję wszystkie możliwe federalne siły cywilne i wojskowe. Koniec zamieszek w Waszyngtonie
Prezydent Stanów Zjednoczonych Donald Trump wezwał w poniedziałek gubernatorów do wykorzystania oddziałów Gwardii Narodowej przeciwko wandalizmowi w trakcie protestów, które odbywają się w USA w związku ze śmiercią George'a Floyda.
Zapowiedział, że jeśli władze stanowe i miejskie nie zaprowadzą porządku, to użyje do pomocy amerykańskiego wojska. "Moim podstawowym i najważniejszym obowiązkiem jako prezydenta jest obrona naszego wspaniałego kraju i ludzi" - zaczął swoje wystąpienie w Ogrodzie Różanym Trump.
Zapewnił, że wszyscy Amerykanie są "słusznie oburzeni" zabójstwem George'a Floyda. "Jestem sojusznikiem wszystkich protestujących pokojowo" - zastrzegł. Potępił jednocześnie akty wandalizmu podczas protestów. Niektóre z nich nazwał "aktami wewnętrznego terroryzmu". Dla łamiących prawo zapowiedział surowe kary.
"Poprosiłem dziś każdego gubernatora, by użył Gwardii Narodowej w takiej liczbie, byśmy zdominowali ulice. (...) Jeśli miasto czy stan odmówią podjęcia działań koniecznych do obrony życia i mienia ich mieszkańców, to rozmieszczę amerykańskie wojsko i szybko rozwiążę problem za nich" - stwierdził.
Powiedział, że natychmiastowo mobilizuje wszystkie możliwe federalne cywilne i wojskowe środki, by powstrzymać zamieszki i plądrowanie.
Trump zakończył swoje przemówienie w Ogrodzie Różanym Białego Domu bez odpowiadania na pytania dziennikarzy. W trakcie jego przemowy z oddali słychać było ostrzegawcze strzały policji do demonstrujących przed rezydencją prezydenta.
Po deklaracji prezydenta USA Donalda Trumpa o zmobilizowaniu wojska siły bezpieczeństwa wymogły w nocy z poniedziałku na wtorek godzinę policyjną, kończąc protesty i zamieszki w centrum Waszyngtonu.
Godzina policyjna w Waszyngtonie
W Waszyngtonie po godz. 15 (21 czasu polskiego) spod Białego Domu ruszył pokojowy przemarsz w kierunku Kongresu. Tłum, głównie młodzi ludzie, skanduje m.in. "Nie mogę oddychać". Te słowa, wypowiedziane przez Floyda pododuszanego kolanem przez policjanta, stały się jednym z głównych haseł ogólnonarodowego protestu. Pod Białym Domem za 20 dol. można kupić nawet maseczkę ochronną z napisem "Nie mogę oddychać".
Poniedziałkowe popołudnie pod rezydencją prezydenta USA, Białym Domem, przebiega spokojnie.
Od godz. 19 w poniedziałek (1 w nocy we wtorek w Polsce) w Waszyngtonie obowiązywać będzie znów godzina policyjna. Władze miasta apelują do mieszkańców, by protestować pokojowo.
Zarzewiem manifestacji, które rozgorzały niemal w całych Stanach Zjednoczonych, stała się sprawa 46-letniego czarnoskórego George'a Floyda, który zmarł pod koniec maja w wyniku brutalnego zatrzymania przez policję w Minneapolis.
Z obawy przed ponownymi zamieszkami burmistrz miasta Muriel Bowser ogłosiła godzinę policyjną od 19 wieczorem w poniedziałek (1 w nocy we wtorek czasu w Polsce). Na podobne kroki zdecydowały się władze kilkudziesięciu amerykańskich miast, w których od kilku dni trwają gwałtowne demonstracje.
"Każdy Amerykanin powinien być oburzony morderstwem George'a Floyda" - stwierdziła Bowser. "Błagam mieszkańców Waszyngtonu, by myśleli o tym, jak być częścią rozwiązania, a nie częścią destrukcji" - zaapelowała.
Waszyngtońska policja poinformowała, że w nocy z niedzieli na poniedziałek aresztowano 88 osób. Lekko rannych zostało siedmiu funkcjonariuszy. Miejskie władze oferują 1 tys. USD nagrody za informacje, które mogą doprowadzić do aresztowania podżegaczy i plądrujących sklepy.
W trakcie dnia protesty w stolicy USA odbywają się pokojowo. Jednym z ich głównych haseł jest "Nie mogę oddychać", ostatnie słowa Floyda. Dla wielu Amerykanów jego zabicie to nie odosobniony incydent, ale przykład systemowego przyzwolenia na przesadną agresję policji, szczególnie wobec osób czarnoskórych.
Pogrzeb Floyda 9 czerwca w Houston
Pogrzeb George'a Floyda odbędzie się 9 czerwca w Houston - poinformował w poniedziałek Ben Crump, prawnik rodziny tego zabitego w Minneapolis przez policję 46-letniego Afroamerykanina. Wcześniej w czwartek odbędą się uroczystości żałobne w Minneapolis.
Przed przeprowadzką do Minnesoty 46-letni Floyd mieszkał w Houston. To w tym mieście w Teksasie ukończył liceum, gdzie wyróżniał się w grze w koszykówkę.
Dwóch lekarzy, którzy przeprowadzili autopsję Floyda, uznało w poniedziałek, że przyczyną jego śmierci było uduszenie na skutek przyciskania szyi oraz kręgosłupa kolanami przez funkcjonariuszy. Zaznaczyli, że wcześniej mężczyzna nie miał żadnych schorzeń, które mogłyby przyczynić się do jego zgonu.
Zamieszki w Waszyngtonie
Mimo godziny policyjnej w nocy z niedzieli na poniedziałek w Waszyngtonie odbywały się protesty, w ich trakcie dochodziło do zamieszek i starć z policją. Siły bezpieczeństwa odsunęły część manifestantów z placu Lafayette'a przed Białym Domem. Demonstracje odbywały się w kilku dzielnicach Waszyngtonu. Wielu z protestujących zachowywało się agresywnie.
Stojący przed Białym Domem pomnik Kościuszki został zdewastowany. Cokół pomnika zamalowano antyprezydenckimi i antyrasistowskimi napisami.
Przeczytaj także
Kościuszko zasłynął nie tylko jako znakomity dowódca wojskowy i zwolennik demokracji, ale był również bojownikiem o prawa mniejszości narodowych i rasowych. W swoim testamencie przekazał część swego majątku na wykupienie i uwolnienie czarnoskórych niewolników Thomasa Jeffersona, jednego z ojców założycieli Stanów Zjednoczonych, i kilku innych ich właścicieli. Trzeci prezydent USA nie wykonał jednak tego testamentu.
W testamencie Kościuszko polecił uwolnionym Afroamerykanom dać wykształcenie tak, by umożliwić im normalne funkcjonowanie w społeczeństwie. Zdaniem wielu historyków testamentem tym wyprzedził swoje czasy. Jego pomnik na placu Lafayette'a przed Białym Domem został odsłonięty w 1910 roku. Kopia pomnika znajduje się w Warszawie na placu Żelaznej Bramy.
Swoje oburzenie zdewastowaniem pomnika wyraził ambasador RP w USA Piotr Wilczek.
"Jestem zniesmaczony i zbulwersowany wandalizmem wobec pomnika Tadeusza Kościuszki w Waszyngtonie, bohatera, który walczył o niepodległość zarówno USA jak i Polski" - napisał na Twitterze. Poprosił Biały Dom oraz amerykańską Służbę Parków Narodowych, by szybko "przywrócono pomnik do pierwotnego stanu".
W nocy z niedzieli na poniedziałek w centrum Waszyngtonu słychać było odgłosy strzałów i policyjne syreny. Grupki demonstrujących uciekały przed policją, krzycząc m.in. "Nie strzelajcie".
Światła zazwyczaj oświetlające w nocy oficjalną rezydencję prezydenta USA zostały wyłączone. Komentarza w sprawie demonstracji przed Białym Domem nie udzielił jeszcze prezydent USA Donald Trump.
Trump w schronie podczas piątkowych protestów przed Białym Domem
Podczas demonstracji przed Białym Domem w piątek, prezydent USA Donald Trump został zaprowadzony przez służby bezpieczeństwa do podziemnego schronu - podała w poniedziałek agencja AP powołując się na źródła w administracji. Wcześniej napisał o tym "New York Times".
Według Associated Press, prezydent był w schronie przez około godzinę.
Jak komentuje agencja AP, nagła decyzja ochraniającej prezydenta Secret Service była dowodem na "roztrzęsioną atmosferę" w Białym Domu, gdzie odgłosy i hasła protestujących było słychać przez cały weekend, a demonstranci walczyli z policją i agentami Secret Service. Protesty miały wywołać podwyższony stan zagrożenia wewnątrz prezydenckiego kompleksu, jeden z najwyższych od czasu ataków terrorystycznych z 11 września 2001 roku.
Biały Dom odmówił komentarza w tej sprawie. Wcześniej o odprowadzeniu Trumpa do schronu pisał dziennik "NYT".
Według źródeł agencji AP prezydent miał być wstrząśnięty i poważnie obawiał się o swoje bezpieczeństwo. W sobotę Trump wielokrotnie na Twitterze chwalił postawę Secret Service oraz groził, że na tych, którzy przełamią kordon przed Białym Domem czekają "najwścieklejsze psy i najbardziej złowieszcza broń" jaką kiedykolwiek widział.
W amerykańskiej stolicy mimo godziny policyjnej znów doszło w nocy z niedzieli na poniedziałek do gwałtownych protestów osób wzburzonych zabiciem przed tygodniem przez policję w Minneapolis Afroamerykanina George'a Floyda.
Siły bezpieczeństwa odsunęły część manifestantów z placu Lafayette'a przed Białym Domem. Demonstracje odbywały się w kilku dzielnicach Waszyngtonu. Wielu z protestujących zachowywało się agresywnie.
Przed Białym Domem trwa wielkie sprzątanie
Napisy na budynkach w okolicach Białego Domu są sukcesywnie zamalowywane. Planujemy oczyścić też pomnik Tadeusza Kościuszki - zapewniają w poniedziałek PAP pracownicy waszyngtońskich służb porządkowych.
Przed Białym Domem trwa wielkie sprzątanie po nocy zamieszek. W kilkunastu budynkach, w tym m.in. centrali związków zawodowych AFL-CIO, wybito okna. Służby porządkowe zmazują z gmachów antyprezydenckie oraz antyrasistowskie napisy.
Dostęp do parku Lafayette'a przed Białym Domem jest ogrodzony. Znajdujący się na jego rogu pomnik Tadeusza Kościuszki na cokole pokryty jest napisami. Pracownicy służb zapewniają, że zamierzają je zmyć. To nie jedyny zdewastowany pomnik - pomazano też m.in. pomnik II Wojny Światowej na Narodowych Błoniach w stolicy USA.
Nad ranem w poniedziałek pomnik Kościuszki był jednym z najchętniej fotografowanych miejsc przed Białym Domem. Przechodnie zapewniają, że niszczący go nie wiedzieli, że jest to polski i amerykański bohater narodowy, który w swoim testamencie część majątku przekazał na wykupienie czarnoskórych niewolników.
W położonym naprzeciwko episkopalnym kościele św. Jana trwają czynności w ramach śledztwa w sprawie nocnego podpalenia piwnicy. Pożar szybko ugaszono, są jednak straty. Policja poprosiła władze kościoła o dostęp do zapisu z kamer. Podobne apele o współpracę służby kierują do innych właścicieli zdemolowanych w Waszyngtonie sklepów i lokali. Zapowiadają ściganie winnych i aresztowania.
W Nowym Jorku wciąż protesty przeciw brutalności policji
Tysiące ludzi protestowały w niedzielę w Nowym Jorku. Demonstranci z różnych grup etnicznych widoczni byli we wszystkich dzielnicach miasta. W ciągu czterech dni starć w Nowym Jorku do aresztu trafiło blisko 800 osób. Była wśród nich córka burmistrza Billa de Blasio, Chiara. Co najmniej kilkudziesięciu policjantów zostało rannych.
Niektórzy policjanci solidaryzowali się z uczestnikami manifestacji, klękali i wyrażali żal z powodu śmierci Floyda. Funkcjonariusz, który go zatrzymał w Minneapolis przez dziewięć minut przyciskał kolanem szyje mężczyzny skarżącego się, że nie może oddychać.
Początkowo niedzielne protesty m.in. na Times Square i w Bryant Park na Manhattanie, a także na Brooklynie miały pokojowy charakter. W nocy doszło podobnie jak w poprzednich dniach do konfrontacji rozproszonych grup z policją, która usiłowała aresztować sprawców grabieży.
Niektórzy demonstranci wzniecali ogień i rzucali butelkami w funkcjonariuszy. Włamywali się do sklepów, wybijali witryny i podpalali śmietniki. W obawie przed plądrowaniem wiele firm zabijało okna deskami.
"New York Times" ocenił, że najbardziej niepokojące sceny miały miejsce na Union Square na Manhattanie. Około godz. 22 płomienie z podpalonych śmietników sięgały wysokości prawie dwóch pięter. Gryzący dym wzbił się w powietrze. Nie skutkowały wezwania do spokoju i rozejścia się.
Według wstępnych danych 33 policjantów zostało rannych, a 47 ich pojazdów uszkodzonych lub zniszczonych, w tym niektóre podpalone. W weekend ponad 20 uczestników protestu z obrażeniami zostało przetransportowanych do szpitali.
„Mnóstwo ludzi sympatyzuje z demonstrantami wszystkich ras i wielu narodowości, ale brakuje im dyscypliny. Wszystko rozwinęło się na tak dużą skalę, że może być bardzo groźne. Tym bardziej, że nie ma przywódców, którzy wyartykułowaliby żądania pod adresem władz i gotowi byli na negocjacje. Tłumy i spontaniczność bez struktury nie są atutem” – powiedział PAP Robert, uczestnik demonstracji z Manhattanu.
Jak przekonywał, kiedy sytuacja wymyka się spod kontroli, trudno osiągać cele, czego wielokrotnie dowiodły w Ameryce wcześniejsze protesty na różnym tle.
W niedzielę burmistrz de Blasio, mający opinię polityka wspierającego Afroamerykanów, usiłował bronić zarówno protestujących jak i policji. Zapowiadał, że zbada nadużycia ze strony stróżów prawa. Jednocześnie wzywał uczestników manifestacji do powstrzymania się od przemocy.
Burmistrz, inaczej niż niektórzy jego koledzy z innych objętych protestami miast amerykańskich, nie wprowadził godziny policyjnej. O celowe podżeganie do przemocy oskarżał anarchistów, którzy przybyli spoza miasta i stanu Nowy Jork.
„Wspólnie planują (działania) online, mają bardzo sprecyzowane zasady postępowania. Udostępnimy wszystkie te informacje” – zapowiadał.
Ze strony miejskiego departamentu ds. przeciwdziałania terroryzmowi i gromadzenia danych wywiadowczych pojawiły się zarzuty, że grupy anarchistów werbowały specjalnych informatorów podpowiadających, gdzie można wyrządzać szkody bez natrafienia na policję. Przygotowywały też dostawy odłamków gruzu, butelek, substancji zapalających itp.
Protesty zrodziły obawy służby zdrowia, że demonstracje spowodują drugą falę pandemii Covid-19. Rozległy się apele, aby każdy kto brał udział w demonstracjach poddał się testowi na obecność koronawirusa.
Nowa Zelandia: tysiące ludzi na protestach po śmierci George'a Floyda
Tysiące osób zjawiły się w poniedziałek pod amerykańskimi placówkami dyplomatycznymi w Auckland i Wellington w Nowej Zelandii w proteście po śmierci czarnoskórego Amerykanina George'a Floyda. We wtorek podobne protesty planowane są w Australii.
Demonstranci w Auckland usiedli na drodze pod amerykańskim konsulatem z wniesionymi w górę pięściami, domagając się m.in. "sprawiedliwości dla George'a Floyda", Afroamerykanina z Minneapolis w USA, który w poniedziałek zmarł wskutek brutalnej interwencji policji.
Mniejszy protest z udziałem ponad setki osób odbył się pod ambasadą USA w Wellington. Tam też planowane jest nocne czuwanie przy świecach.
Nowa Zelandia jest kolejnym krajem, w którym doszło do protestów wyrażających solidarność z demonstracjami odbywającymi się od wtorku w amerykańskich miastach. W weekend liczne zgromadzenia pojawiły się pod ambasadami USA m.in. w Berlinie, Londynie i Amsterdamie. W odróżnieniu od demonstracji w USA obyło się bez poważnych incydentów, choć w Londynie zatrzymano demonstrantów m.in. z powodu łamania regulacji sanitarnych.
We wtorek planowane są też demonstracje w Australii. Konsulat USA w Sydney poinformował o wcześniejszym zamknięciu placówki we wtorek z uwagi na protesty.
Z Waszyngtonu Mateusz Obremski (PAP)
mobr/ kar/ ap/ ad/ osk/


























































