Tydzień przedświąteczny należał niewątpliwie do arcyciekawych na rynku walutowym zarówno w Polsce jak też na najważniejszych rynkach światowych. Wszystko wskazuje na to, że zaczynają powstawać nowe trendy na kursach takich walut jak: EUR/USD, EUR/JPY czy USD/JPY. Spójrzmy na wykresy miesięczne poszczególnych tych rynków. W przypadku kursu euro do dolara możemy zauważyć już drugą rosnącą świeczkę. Dodatkowa siłą tej świeczki jest to, że przerwała ona długoterminowy trend spadkowy zapoczątkowany jeszcze w 1998 roku (wcześniejsze kursy wyliczano na podstawie waluty ECU). Taka siła rynku jest w stanie wynieść kurs waluty EUR/USD nawet do poziomu 0,97 dolara za euro w dość krótkim horyzoncie czasu. I taki właśnie poziom wydaje się być dość realnym. Oczywistym jest, że główną przyczyną osłabienia waluty amerykańskiej względem euro jest coraz wolniejszy wzrost gospodarczy w Stanach Zjednoczonych. Po tylu latach boomu gospodarczego powoli kraj ten wkracza w jakiś większy zastój (oby nie w głęboką recesję). Zapewne większość z osób interesujących się zagadnieniami makroekonomicznymi słyszało o cyklach koniunkturalnych. Najciekawsze (niestety najsłabiej zweryfikowane empirycznie) są cykle długoterminowe. Do takich należą cykle Juglara i Kondratiewa. Cykl Kondratiewa ma długość około 70 lat i zbiega się mniej więcej z początkiem wielkiego kryzysu z roku 1929. Jeżeli obecny spadek tempa rozwoju w Stanach przedłuży się w czasie a na dodatek nabierze rozpędu, to duża cześć komentatorów ekonomicznych zacznie coraz głośniej przypominać ten fakt na łamach gazet, radia i telewizji. To może doprowadzić do małej paniki. Wiemy dobrze jak łatwo doprowadzić do upadku nawet dobry bank, rozpuszczając plotkę o jego niewypłacalności. W ten sposób realizacja się tak zwane prognozy samo sprawdzające się. Jeżeli faktycznie miałoby dojść do takiego załamania gospodarki amerykańskiej, to mogą nas czekać bardzo nieprzyjemne chwile. Szef FED Alan Greenspan ma faktycznie ciężki orzech do zgryzienia. Jeżeli stopy procentowe zostaną szybko obniżone, jak oczekuje rynek, to ucieczka kapitału portfelowego może nabrać tempa. Być może to właśnie chęć przytrzymania gorącego pieniądza w USA jest przyczyna zwłoki z obniżeniem stóp procentowych. Patrząc na to wszystko odnoszę wrażenie, że jednak nie ominie nas twarde lądowanie i być może Europa będzie jedynym miejscem, które nie dozna tak bardzo załamania gospodarczego. Stąd właśnie to umacnianie się waluty europejskiej. Jeszcze gorszą sytuacje możemy dostrzec obserwując wykresy kursu jena japońskiego. Zarówno w relacji do dolara (USD/JPY) jak też do euro (EUR/JPY) waluta japońska bardzo szybko traci na wartości. Już od ponad 10 lat Japonia nie może wyjść z kryzysu zapoczątkowanego krachem na giełdzie Tokijskiej do złudzenia podobnym do krachu na rynku NASDAQ. Czyżby analogia? Gdyby faktycznie i Ameryka i Azja pogrążyła się w recesji, to powtórkę z roku 1929 mamy jak w banku...
Myślę, że Piotr Kuczyński dużo ciekawiej opisze te zagrożenia w swoich kolejnych komentarzach. Ja tylko dopowiem, iż obserwując giełdę papierów wartościowych w USA dochodzę do wniosku, że największe fundusze inwestycyjne wychodzą mocno z rynku akcji. Na Nasdaq trwało to kilka miesięcy, bo tam trend rosnący budował się krótko. Na rynku NYSE wychodzenie może potrwać nawet i 2 lata, gdyż trend rosnący trwał bardzo długo i bardzo dużo pieniędzy tam zainwestowano. Nie tak łatwo sprzedać akcji za parę bilionów dolarów... Więcej na ten temat opowiem w najbliższej analizie tygodniowej dotyczącej OFE i TFI.
My jednak wróćmy do rynku walutowego. Spójrzmy jak zachowuje się nasza rodzima waluta – złotówka. Nie sprawdzałem dokładnie wszystkich walut na świecie, ale chyba nie pomylę się zbytnio nazywając złotego najsilniejszą walutą świata. Patrząc na wykres koszyka zbudowanego na moje własne potrzeby po połowie z dolara i euro widzimy, iż po utworzeniu podwójnego szczytu na poziomie 4,38 kurs koszyka gwałtownie spada. Padły już dwa silne wsparcia a kolejne znajduje się na poziomie 3,97 złotego. Tak jak wspominałem wcześniej jest to zasługą przedłużającego się okresu oczekiwania na obniżkę stóp procentowych. Skoro wszyscy już mówią tylko o jednym, to dlaczego nie kupić bonów skarbowych i obligacji teraz, gdy ich rentowność jest jeszcze wysoka. To napędza popyt na złotego, a w konsekwencji kurs naszej waluty rośnie. Jednak z każdym dniem rośnie także ryzyko związane z posiadaniem krótkich pozycji w walutach obcych. Jeżeli korelacja pomiędzy zmianami kursów dwóch najważniejszych walut w naszym systemie bankowym robi się coraz bardziej dodatnia, to zgodnie ze wzorami ryzyko portfela walutowego staje się coraz większe. Brak ujemnej korelacji pomiędzy składnikami portfela zwielokrotnia ryzyko posiadania krótkich pozycji w walutach. Jestem pewny, iż pracownicy departamentów zarządzania ryzykiem, czy departamentów skarbu są tego świadomi. Małe zawahanie na rynku może sprowokować chęć szybkiego pozamykanie niebezpiecznych pozycji. To może zacząć działać jak lawina. Wydaje mi się, iż dla zachowania stabilności rynku walutowego RPP powinna mniej mówić o obniżce stóp procentowych, a więcej robić w celu jej faktycznego dokonania. Ostatnie wypowiedzi członków RPP jedynie upewniły kapitał spekulacyjny o bezkarności w podejmowaniu tak dużego ryzyka. Myślę, że jakiś 15% spadek wartości naszej waluty mógłby otrzeźwić rozpalone głowy. Póki co w najbliższych dniach oczekuję jednak dalszego umacniania się złotego. Ale teraz wchodzić już będą tylko spóźnialscy. Ktoś jak zwykle na końcu zgasi światło. Oby to nie były polskie firmy przewalutowujące swoje kredyty...
ReklamaZobacz także
Na zakończenie proszę jeszcze spojrzeć na wykresy USD/PLN oraz EUR/PLN .
























































