Nastroje globalnych inwestorów należy uznać wręcz za znakomite i charakterystyczne raczej dla ostatniej a nie początkowej fazy hossy. Wczoraj nowojorskie giełdy wzrosły po 2%, mimo że w pierwszym kwartale gospodarka USA skurczyła się aż o 6,1%. Ale dane te zinterpretowano jako dno obecnej recesji.
Tak samo rynek podszedł do publikacji makroekonomicznych z Japonii. W marcu produkcja przemysłowa wzrosła o 1,6% m/m po spadku aż o 9,4% m/m miesiąc wcześniej. Ale nie należy zapominać, że w wartość produkcji wciąż jest o 34,2% niższa niż przed rokiem. Więcej optymizmu może budzić skokowy wzrost japońskiego indeksu PMI, który wzrósł z 33,8 do 41,4 pkt. Niemniej jednak taki odczyt wciąż oznacza recesję w sektorze wytwórczym.
„Mamy wszystkie oznaki końca bessy. Kiedy istnieje silny negatywny konsensus a pozycje w gotówce są bardzo wysokie, to obstawiałbym wzrosty” – powiedział w wywiadzie dla Bloomberg Television Anthony Bolton, szef inwestycji w Fidelity International.
O nastrojach inwestorów wiele mówi reakcja na wyniki niemieckiego koncernu chemicznego BASF. Akcje spółki idą w górę o 7%, mimo że zysk netto był o 68% niższy niż przed rokiem, zaś sprzedaż spadła o 23%. Ale kwota 375 mln euro była pięciokrotnie wyższa od rynkowego konsensusu. Niemniej jedna prezes BASF otwarcie przyznaje, że jego firma ogranicza produkcję, zapasy, inwestycje a także spłaca zadłużenie, spodziewając się w tym roku jeszcze większego spadku przychodów niż rok wcześniej. „Obecnie nie widać żadnego znaku odwrócenia spadkowego trendu sprzedaży” – powiedział prezes Jurgen Hambrecht.
Niemniej jednak giełdowe byki nie spuszczają z tonu. Po przeszło godzinie handlu wzrosty panują na wszystkich rynkach Starego Kontynentu. Londyński FTSE100 rośnie o 1,3%, niemiecki DAX zwyżkuje o 1,8%, zaś paryski CAC40 zyskuje 1,4%.
K.K.
























































