

Do tej pory temat kredytów walutowych nie zajął w kampanii prezydenckiej pierwszoplanowego miejsca. Kandydaci znacznie chętniej wypowiadali się o JOW-ach niż o losie kredytobiorców. Widocznie jednak nadszedł czas zabiegania o głosy również tych, którzy sparzyli się na zobowiązaniach walutowych.
Przewalutowanie kredytów po kursie z dnia zaciągnięcia zobowiązania to jeden z głównych postulatów obywatelskiego projektu ustawy przygotowanego przez "frankowców". Andrzej Duda, popierając takie rozwiązanie, udziela poparcia grupie oczekującej radykalnej zmiany. Warto jednak pamiętać, że wprowadzenie pomysłu w życie oznaczałoby, zgodnie z symulacjami przeprowadzonymi przez KNF, poważne kłopoty dla kilku ważnych systemowo banków, a w konsekwencji destabilizację całego sektora. Nawet na Węgrzech, stawianych nieraz za wzór sprawnego rozwiązania kredytowego kryzysu, nie sięgnięto po takie środki, a eliminację zobowiązań frankowych z bilansów banków przeprowadzono etapami.
Od styczniowego skokowego wzrostu kursu franka minęło kilka miesięcy. Nadal czekamy na konkretne propozycje banków i KNF dotyczące działań mających ograniczyć ryzyko zrodzone przez boom na kredyty we frankach. Program miał ujrzeć światło dzienne do końca maja. Wciąż jest o nim zastanawiająco cicho. Nic dziwnego, że w gorącej końcówce kampanii prezydenckiej po porzucony przez innych temat sięgają politycy.



























































