REKLAMA

Takich wyborów jeszcze nie było - głosować mogą miliardy ludzi. Jak zareaguje rynek?

Michał Kubicki2023-12-01 06:00redaktor Bankier.pl
publikacja
2023-12-01 06:00

W krajach o populacji przekraczającej w sumie ponad połowę mieszkańców świata w 2024 r. odbędą się wybory. Według obliczeń Bloomberga i The Economist takiego roku w historii ludzkości jeszcze nie było. Trudno nad tym faktem przejść obojętnie, zwłaszcza inwestorom, którzy widzieli, co działo się ostatnio na giełdach w Polsce czy w Argentynie. O komentarz na ten temat poprosiliśmy rynkowych ekspertów: Piotra Kuczyńskiego i Wojciecha Białka.

Takich wyborów jeszcze nie było - głosować mogą miliardy ludzi. Jak zareaguje rynek?
Takich wyborów jeszcze nie było - głosować mogą miliardy ludzi. Jak zareaguje rynek?
fot. e X p o s e / / Shutterstock

W ośmiu z dziesięciu najludniejszych państw świata – Indiach (1,44 mld mieszkańców), Stanach Zjednoczonych (332 mln), Indonezji (274 mln), Pakistanie (245 mln), Brazylii (214 mln), Bangladeszu (175 mln), Rosji (144 mln) i Meksyku (127 mln) – odbędą się w 2024 r. wybory.

W sumie według wyliczeń "The Economist" w 2024 r. zaplanowano je w 76 krajach, w których będą obejmować wszystkich uprawnionych do głosowania. Przykładowy kalendarz wyborczy można znaleźć np. na stronie National Democratic Institiute. 

Nie wszędzie będą to wybory władz krajowych, jak np. w Brazylii czy Turcji, gdzie zaplanowano głosowania samorządowe. Będą dotyczyć jednak całego kraju. Dwa kontynenty z największą liczbą państw głosujących to Europa (37) i Afryka (18). Najludniejszy to oczywiście Azja z Indiami, które w tym roku wyprzedziły Chiny w roli światowego lidera pod tym względem. Największa uwaga będzie jednak skupiona na Ameryce.  

Jak zauważa „The Economist”, chociaż wybory na różnych szczeblach i poziomach będą dotyczyły w 2024 r. państw, które zamieszkuje w sumie 4,2 miliarda ludzi, to nie oznacza, że demokracja ma się dobrze, bo jej fasadowość jest aż nadto widoczna, chociażby w 144-milionowej Rosji, która wybierać będzie Władimira Putina na piątą już kadencję prezydencką.

The Economist

Wybory na tle światowego PKB

Podobnych przykładów, gdzie wybory nie będą ani wolne, ani uczciwe, jest więcej, bo w przyszłym roku "głosować" będą m.in. mieszkańcy Białorusi, Algierii, Czadu czy nawet Korei Północnej. Nie będziemy jednak pochylać się nad kondycją demokracji, ale nad faktem, że państwa, w których odbędą się głosowania, odpowiadają za ponad połowę światowego PKB. Bloomberg Economics wylicza, że ​​wybory odbędą się w krajach wytwarzających 42 proc. PKB, ale Piotr Kuczyński, analityk z DI Xelion mówi o jeszcze większej skali.

„Globalny PKB w 2023 roku prognozowany jest na poziomie 105 bilionów dolarów, a USA z Unią Europejską wypracują razem około 40 bilionów. Z tego wniosek, że udział głosujących w PKB globalnym będzie bliski 50 proc.” – wylicza ekspert.

Statistic: Global gross domestic product (GDP) at current prices from 1985 to 2028 (in billion U.S. dollars) | Statista
Find more statistics at Statista

Na poziomie Unii Europejskiej wybory będą dotyczyć Parlamentu Europejskiego, ale poza tym do urn pójdą mieszkańcy Austrii, Belgii, Chorwacji, Finlandii, Irlandii, Litwy, Portugalii, Rumunii, Słowacji, czy Polski, gdzie odbędą się przesunięte wybory samorządowe. W zdecydowanej większości wspomnianych państw będą to jednak głosowania nad składem parlamentu czy wyborem głowy państwa.

Jak twierdzi Jennifer Welch, główna analityk ds. geopolityki ekonomicznej w Bloomberg Economics, z jej punktu widzenia świat stoi być może przed najbardziej burzliwym rokiem w historii całego pokolenia.

Reganomica, thatcheryzm i złoto

Piotr Kuczyński grupuje wybory w poszczególnych krajach pod względem znaczenia i wskazuje najważniejsze głosowanie. „Rosja i Meksyk byłyby w grupie pierwszej. Podobna liczba mieszkańców i podobny będzie wynik wyborów. Podobny dlatego, że nic po nich się nie zmieni” – komentuje dla Bankiera ekspert.

„W osobnej grupie jest Unia Europejska i wybory do Parlamentu Europejskiego (PE). Jak wiadomo PE ma stosunkowo mały wpływ na politykę UE (…). Dlatego też wybory będą miały być może znaczenie w poszczególnych krajach (swoisty sondaż poparcia), ale na zachowanie rynków wpływu mieć nie będą” – tłumaczy.

„W trzeciej grupie są Indonezja i USA. Jest to jednak grupa zbliżona jedynie ludnościowo, bo nie pod względem wpływu na zachowanie rynków. Zresztą w Indonezji od wielu lat walczą ze sobą dwie grupy elity finansowo-politycznej i wybory niewiele zmieniają. Tak więc zostają jedynie Stany Zjednoczone. USA to kraj, który nadal jest hegemonem i to, co się w nim dzieje, potrafi nieźle potrząsnąć rynkami” – wyjaśnia.

Poza wpływem wyników na globalne rynki nie można pominąć ich przełożenia na rynki krajowe. Przykład przyspieszenia hossy na WIG i WIG20 po wyborach parlamentarnych z 15 października czy podobnej reakcji na wyniki wyborów prezydenckich w Argentynie, gdzie tamtejszy Merval zyskał tylko na jednej sesji ponad 7 proc., są wyjątkowo jaskrawe.

Inwestorzy z całego świata już teraz mogą planować swoje strategie pod wybory w kolejnych państwach oraz spekulować, jak ogłoszone wyniki zostaną odebrane przed inwestorów. „Rynki finansowe pozytywnie reagują na takie wybory, które są bliskie reganomice i thatcheryzmowi. Im bliżej wolnego rynku, tym lepiej dla rynków i nie ma to nic wspólnego z korzyścią, które takie rządy niosą większości społeczeństwa” – komentuje dla Bankiera Kuczyński.

„Na przykład wybór Donalda Trumpa w 2016 roku na prezydenta miał doprowadzić do bessy na rynkach akcji, a stało się wręcz odwrotnie” – ilustruje analityk i przypomina także kazus niedawnego wyboru Javiera Milei na prezydenta Argentyny, który miał doprowadzi do bessy z uwagi na anarcho-kapitalistyczne poglądy, a skończył się wspomnianą giełdową euforią.

Im większa jest niepewność co do polityki przy zmianie władzy, stóp procentowych, gospodarczych priorytetów, kierunku polityki fiskalnej, wydatków publicznych, tym trudniej jest właściwie nastawić inwestycyjne żagle, ale z drugiej strony, ten kto przewidzi je dobrze i właściwie zaprognozuje reakcję rynku, może sporo zyskać. Spekulacje, by zyskać to jedno, ale jak się jednak zabezpieczyć, by nie stracić?

„Zazwyczaj już na wiele miesięcy przed wyborami fundusze pozycjonują się, szykując na ich rezultaty. Tak więc należy przede wszystkim unikać gwałtownych ruchów i nie inwestować zbyt ryzykownie. Zalecany jest spokój i trzymanie się własnego, sprawdzonego systemu, strategii inwestycyjnej. W przypadku najważniejszych wyborów 2024 roku, czyli wyborów w USA, nie jest groźne to, kto je wygra, a jedynie to, czy wybór nie doprowadzi do jakiejś formy wojny domowej. Dlatego warto na wszelki wypadek część środków ulokować w złocie” – odpowiada Kuczyński.

Cykl prezydencki w USA

Bez dwóch zdań wybory w USA to najważniejsze wydarzenie polityczne przyszłego roku. O historyczne zachowanie rynku amerykańskiego i strategie inwestycyjne, jakie można przyjąć w kontekście wyborów na gospodarza Białego Domu, zapytaliśmy Wojciecha Białka z TMS Oanda Brokers.

„Ostatnie wybory prezydenckie w USA odbyły się w listopadzie 2020, a następne zaplanowane są na listopad przyszłego roku. Oznacza to, że w listopadzie br. zakończył się na rynku akcji w USA trzeci rok 'cyklu prezydenckiego'. Statystyki pokazują, że ów trzeci rok cyklu prezydenckiego był historycznie najlepszy dla rynku akcji w ramach tego 4-letniego cyklu. Od 1900 roku S&P 500 zyskiwał w jego trakcie średnio 11,26 proc., a mediana tej serii wyników to 16,46 proc.” – tłumaczy ekspert.

„Z puntu widzenia tego cyklu statystycznie optymalnym okresem do posiadania amerykańskich akcji był liczący 5 kwartałów czas pomiędzy końcem III kw. drugiego roku po wyborach prezydenckich w USA, a końcem IV kw. roku przedwyborczego” – podlicza Wojciech Białek.

„Można chyba uznać, że koncepcja >>cyklu prezydenckiego<< na rynku akcji znowu wydaje się zdawać w ostatnim okresie egzamin. Spadek S&P 500 rozpoczęty w styczniu 2022 kulminował w październiku ub.r. i od tamtej pory S&P 500 zyskał 30,4 proc., co jest bardzo przyzwoitym rezultatem w porównaniu do wyników uzyskiwanych w przeszłości” – komentuje analityk.

macrotrends.net

„Rozpoczynający się obecnie czwarty rok „cyklu prezydenckiego” – rok wyborczy - zarówno pod względem średniej jak i mediany zajmuje w tym zestawieniu drugie – po roku przedwyborczym - miejsce (średnia +7,7 proc., mediana +10,3 proc.), więc opierając się na tych danych, można wierzyć, że jeszcze przez rok perspektywa wyborów prezydenckich będzie utrzymywać rynek akcji w USA we w miarę dobrej kondycji. Trzeba oczywiście pamiętać, że jest to jednak tylko pewna wieloletnia tendencja, a nie nieodwołalny wyrok” – podsumowuje.  

Indie, Tajwan, Wlk. Brytania, RPA, Ukraina

Państwa, w których dojdzie do wyborów 2024 r., mają różną wielkość i wpływy na świecie. Lista obejmuje kraje bogate w zasoby naturalne jak i importujące większość potrzebnych surowców. Są państwa o ogromnej populacji jak Indie (1,44 mld), ale też małej jak Tajwan (24 mln). W tych dwóch przypadkach wyniki mogą jednak skupiać podobną uwagę rynków.

Wybory prezydenckie na Tajwanie mogą nadać ton stosunkom USA-Chiny w nadchodzących latach, a napięcia prawdopodobnie jeszcze bardziej wzrosną, jeśli zgodnie z przewidywaniami wygra obecny wiceprezydent Lai Ching-te – pisze Bloomberg.

Z kolei kwietniowe wybory w Indiach skupiają uwagę, ponieważ premier Narendry Modi i rządząca krajem Indyjska Partia Ludowa, będąca największą partią polityczną na świecie (180 mln członków), musi mierzyć się z rosnącą antypatią społeczeństwa. Niespodziewana zmiana Modiego, który sprawuje urząd od 2014 r., może przestraszyć inwestorów, którzy zgodnie z polityką USA, upatrują w Indiach przeciwwagę dla potęgi gospodarczej i militarnej Chin.

O pozostanie w fotelu premiera walczyć w 2024 r. może inny indyjski polityk z pochodzenia. Zdecyduje o tym sam Rishi Sunak, stojący na czele brytyjskiego rządu, lider partii konserwatywnej, który może jako premier rozpisać wybory w dowolnym momencie w czasie pięcioletniej kadencji. Wiemy nastomiast, że muszą odbyć się nie później niż w dniu 28 stycznia 2025 r., bo rozwiązanie obecnego parlamentu nastąpi nie później niż w 17 grudnia 2024 r. Stąd też pewna niewiadoma, czy faktycznie będzie to 2024 r.

W krajach afrykańskich o łącznej populacji ponad 330 mln, w tym Algierii, Ghanie i Mozambiku także odbędą się wybory. Najwięcej mówić się będzie zapewne o niegdyś najbogatszym kraju Czarnego Lądu, czyli Republice Południowej Afryki, gdzie mieszka ponad 60 milionów ludzi. Podzielona i słaba opozycja sprawia, że ​​pomimo serii skandalów korupcyjnych rządząca partia jest prawie pewna ponownego zwycięstwa.  

W Europie zaplanowano jedne wybory, które jeśli się odbędą, będą w równym stopniu aktem buntu, co demokracji – pisze „The Economist”. Chodzi o Ukrainę, gdzie w 2024 r. wypadają wybory prezydenckie. W najechanym przez Rosję kraju obowiązuje stan wojenny, który zakazuje organizacji wyborów. Głos zabrał sam Wołodymyr Zełenski, który uważa, że to nie jest czas na wybory, chociaż wg ministra spraw zagranicznych Ukrainy nic nie jest przesądzone. Wcześniej Zełenski mówił, że jeśli zostaną zorganizowane, to w nich wystartuje, chociaż w jego ocenie ich koszt musiałyby pokryć kraje Zachodu. 

Źródło:
Michał Kubicki
Michał Kubicki
redaktor Bankier.pl

Redaktor działu Rynki Bankier.pl. Absolwent finansów i rachunkowości na UMCS w Lublinie. W czasie studiów zainteresował się giełdą i rynkami finansowymi, które to zainteresowania rozwinął na SGH w Warszawie na kierunku Bankowość Inwestycyjna. Na co dzień obserwuje notowania warszawskiej giełdy, by przekazać czytelnikom portalu najważniejsze informacje z parkietu oraz przybliżyć istotne wiadomości ze spółek. Telefon 728 927 242

Tematy
Najtańsze konta firmowe dla oszczędzających z premią

Najtańsze konta firmowe dla oszczędzających z premią

Komentarze (7)

dodaj komentarz
go_ral
nie mozna do tego podchodzic zero - jedynkowo. w argentynie wygral kapitalista a w polsce w wyborach socjalisci
bha
Chyba kapitalistosocjaliści.
jenak
Uprościć to to.

Gretka na prezdentkę Świata. Tak, czy nie?


Każdy kredens zgodzi się od razu, że to przedni pomysł.
jenak
Clintona brakuje. A wtedy to była turbo hossa.

Co tu się po ryneczkach spodziewać, gdy bitcoin, wydruk z kompletnego zera dojechał do 37 tys. bucksów, a było i pewnie będzie więcej.


Jeszcze tego namnożyli, zupełnie do woli, i ryneczki, które my mamy teraz z odrobiną racjonalności okiełznać, łykaj0 to jak cebulki
Clintona brakuje. A wtedy to była turbo hossa.

Co tu się po ryneczkach spodziewać, gdy bitcoin, wydruk z kompletnego zera dojechał do 37 tys. bucksów, a było i pewnie będzie więcej.


Jeszcze tego namnożyli, zupełnie do woli, i ryneczki, które my mamy teraz z odrobiną racjonalności okiełznać, łykaj0 to jak cebulki tulipanów. W każdej ilości. W każdej odmianie.

Mi np. szkoda na to czasu, nawet pomyśleć o tym, żeby o tym myśleć. Laurkę wystawiam już na szybko jak wyżej.
qwertas
„Wybory” w Rosji - trzymajcie mnie bo padnę ze śmiechu. Putin znowu będzie miał 107% poparcia hahha
specjalnie_zarejstrowany1
Uprzedziłeś mnie z tym komentarzem :) Rosja i wybory. Co za oksymoron.

Powiązane: Wybory w USA

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki