REKLAMA

Rzecz o wpływach w Orlenie

2004-04-23 06:06
publikacja
2004-04-23 06:06
PKN Orlen - największa polska firma powstała z połączenia Petrochemii Płock oraz Centrali Produktów Naftowych - zawsze wzbudzał duże emocje. Potęga finansowa, zyski, jakie osiąga, czynią największe przedsiębiorstwo paliwowe w Polsce atrakcyjnym miejscem dla polityków, którzy widzą w nim przechowalnię dla funkcjonariuszy partyjnych na stanowiskach w samej firmie, jak i zarządach spółek z nią powiązanych, oraz narzędzie do pośredniego wpływu na gospodarkę. Dlatego też mimo pojawiających się propozycji oraz prywatyzacji poprzez giełdę, Orlen nigdy nie został wchłonięty przez zagranicznych inwestorów strategicznych.

Od początku w zamyśle decydentów firma miała pozostać w polskich rękach, chroniąc nasze narodowe interesy gospodarcze. Temu m.in. miała służyć obecność Skarbu Państwa wśród akcjonariuszy. Prywatyzacja poprzez giełdę służyła spieniężeniu części akcji, jak i faktycznemu pozostawieniu kontroli nad Orlenem w rękach państwa - czyli polityków. Drobni inwestorzy, tzw. akcjonariat rozproszony, choć bardzo liczni, nie są bowiem w stanie realnie wpływać na losy spółki. Dzieje się tak dlatego, że 11. punkt 7. paragrafu spółki ogranicza do 10 proc. prawo do wykonywania głosów podczas walnego zgromadzenia akcjonariuszy. Przepis ten nie dotyczy tylko Skarbu Państwa, banku depozytariusza oraz państwowej Nafty Polskiej. Oznacza to, że nawet jeśli ktoś posiada np. 20 proc. akcji spółki, to na walnym jego głos i tak ma wagę tylko 10 proc.

Podczas ostatniego zgromadzenia akcjonariuszy - 8 kwietnia, miała być rozpatrywana propozycja zmian w statusie koncernu. Dziesięcioprocentowe ograniczenie jest już bowiem niezgodne z obowiązującym od początku tego roku kodeksem spółek handlowych. Ostatecznie nie doszło jednak do głosowania nad zmianą statutu spółki. Nadal więc ogromne wpływy ma zarząd. Sytuacja taka powoduje, że trwa nieustające napięcie pomiędzy Ministerstwem Skarbu Państwa, prezesem Orlenu i wreszcie prezesem Nafty Polskiej.

O politycznych naciskach na spółkę może świadczyć sposób powoływania ludzi na fotel prezesa. Andrzej Modrzejewski - poprzednik Zbigniewa Wróbla - mało znany szef jednego z funduszy NFI, stanął nagle na czele największej firmy w kraju. Wszyscy wskazywali na bliskie kontakty Modrzejewskiego z ówczesnym sekretarzem generalnym RS AWS Andrzejem Szkaradkiem, a przez niego z szarą eminencją władzy - Marianem Krzaklewskim. Modrzejewski mógł się więc czuć spokojnie na tym eksponowanym stanowisku przez cały okres sprawowania władzy przez AWS. Sytuacja diametralnie zmieniła się po wyborach parlamentarnych w 2001 r., kiedy to dotychczasowe znajomości polityczne, które gwarantowały trwanie, stały się krępujące. Nowy SLD-owski rząd, z Wiesławem Kaczmarkiem na stanowisku ministra Skarbu Państwa, natychmiast po uformowaniu się gabinetu rozpoczął starania o usunięcie Modrzejewskiego z fotela prezesa i powołanie człowieka, który byłby gwarantem wpływów SLD w koncernie. Początkowe zabiegi Kaczmarka nie przynosiły skutków, gdyż zagraniczni udziałowcy Orlenu zostawili zarządowi szerokie pełnomocnictwa do wykonywania uprawnień właścicielskich. Modrzejewski, przy początkowym poparciu zarządu, miał przez to duże pole manewru i mógł opierać się naciskom. Wówczas myślano, że powodem upadku Modrzejewskiego stały się niejasności dotyczące jego poprzedniego stanowiska. Prokuratura zarzuciła mu, że za jego czasów jako prezesa IX NFI im. E. Kwiatkowskiego wyciekły informacje, które pozwoliły małej grupie akcjonariuszy na szybkie wzbogacenie. Fundusz zarządzany przez Modrzejewskiego był większościowym udziałowcem spółki Izolacja z Duńskiej Woli, której przejęciem zainteresowani byli Duńczycy. Według prokuratury o toczących się negocjacjach, a także prawdopodobnym kursie akcji, Modrzejewski informował Grzegorza Wieczerzaka, ówczesnego prezesa PZU Życie. Kurs akcji Izolacji kształtował się wówczas na poziomie 140-170 zł., Wieczerzak dowiedział się jednak, że cena za jedną akcję będzie wyższa niż 270 zł. Informacje te, zdaniem prokuratury, przekazane zostały w gabinecie marszałka Senatu, Andrzeja Chronowskiego, w obecności prezesa PZU Władysława Jamrożego. Modrzejewski pamięta spotkanie u Chronowskiego, zaprzecza jednak, że informował Wieczerzaka o bliskiej zwyżce akcji Izolacji. Także Chronowski wraz z Jamrożym nie przypominają sobie treści tej rozmowy.

Modrzejewski został wówczas zatrzymany przez funkcjonariuszy UOP-u, a prokuratura postawiła mu oficjalny zarzut ujawnienia poufnych informacji w obrocie papierami wartościowymi. Po przesłuchaniu został zwolniony, a dziennikarzom oświadczył, że padł ofiarą politycznej prowokacji, której celem miało być wywarcie wpływu na członków rady nadzorczej. Rzeczywiście, następnego dnia rada nadzorcza odwołała go ze stanowiska.

Następcą Modrzejewskiego został Zbigniew Wróbel - wiceprezes Pepsico na Europę Centralną, zaufany człowiek prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego i Wiesława Kaczmarka, z którymi zna się jeszcze od czasów ZSP, oraz bliski kompan Jana Kulczyka, największego prywatnego akcjonariusza. Polityczne umocowanie Wróbla zapewnia mu trwanie, ale nie chroni przed oskarżeniami, m.in. o celowe manipulowanie kursem akcji Orlenu.

Wszystko zaczęło się od notatki PAP-u, w której informowano o tym, że konsorcjum PKN-u Orlen z Rotch Energy nie kupi Rafinerii Gdańskiej, a w Polsce zawita silny konkurent - rosyjski Łukoil. Wiadomość okazała się fałszywa, ale kurs akcji Orlenu gwałtownie się załamał i wzrósł dopiero po kilku godzinach, kiedy Nafta Polska zdementowała tę informację. Wydawało się więc, że sytuacja jest podobna do tej, w której rzekomo uczestniczył poprzednik Wróbla, i że tak jak wtedy, chodziło o korzystny zakup akcji przez wybrane osoby. Śledztwo „Newsweeka” wykazało jednak, że pomysł puszczenia przecieku powstał 15 maja w siedzibie PKN-u Orlen na spotkaniu grona najbliższych współpracowników Zbigniewa Wróbla, którzy zebrali się po to, aby omówić strategię przejęcia przez koncern Rafinerii Gdańskiej. Uczestnicy spotkania mieli poczekać na przyzwolenie prezesa, jednak o jego ewentualnej zgodzie nic nie wiadomo. Wiemy natomiast, że o fakcie podjęcia takiej decyzji zostało poinformowane grono polityków i biznesmenów. Wiedział o tym również Wiesław Kaczmarek, który przyznał, że jeden ze współpracowników Wróbla powiadomił go o podaniu za wiedzą szefa Orlenu, fałszywej informacji PAP-owi. Niedawno prokuratura umorzyła śledztwo w sprawie celowych manipulacji kursami Orlenu, nie dopatrując się szczególnych strat lub korzyści akcjonariuszy spowodowanych tą sprawą.

To nie jedyny taki przypadek, w który zamieszany był Wróbel. Jeszcze w czasach, kiedy był wiceprezesem Pepsico, KPWiG prowadziła śledztwo w sprawie wykorzystania poufnych informacji przez osoby kupujące akcje Wedla. Po atrakcyjnych cenach - ze względu na dekoniunkturę - nabyto wówczas wiele akcji potentata na rynku słodyczy. Kurs poszedł w górę o kilkadziesiąt procent, dodatkowo Pepsico ogłosił wezwanie, płacąc jeszcze więcej za akcję, co dodatkowo pomnożyło zyski akcjonariuszy.

Za zarządem Orlenu ciągną się również podejrzenia o niekorzystne - po zawyżonych nawet kilkukrotnie cenach - kupno gruntów pod nowe stacje benzynowe czy wybór takich firm wyposażających stacje - jedna z nich należała do znajomego prezesa - które nie oferowały najkorzystniejszych warunków. Wyniki kontroli firm audytowych nie zostawiały suchej nitki na sposobie wydawania pieniędzy w koncernie. Wróbel pytany o tę rażącą niegospodarność niezmiennie odpowiada, że dla firmy liczy się przede wszystkim skuteczność działania i jak najszybsze dotarcie marki do klienta, a nie koszty samej ekspansji. W dłuższej perspektywie czasowej - przy coraz większej konkurencji ze strony zagranicznych koncernów paliwowych - duże wydatki poniesione na rozwój sieci dystrybucyjnej i tak powinny się zwrócić. Wiesław Kaczmarek tak oto skomentował w wywiadzie dla nas wyniki Orlenu:” Zbyt wiele jest wątpliwości i wręcz stwierdzonych nieprawidłowości, aby osoby te zarządzały dzisiaj firmą i dlatego wystawiam im negatywną opinię. Nie zmieni tu niczego zasłanianie się wynikami Orlenu - wynikami pogarszającymi się, a zwłaszcza tym za rok 2003, w którym mieliśmy do czynienia z kilkoma zjawiskami, które ten wynik podciągnęły. To jest kwestia przeszacowania aktywów, kwestia sprzedaży pewnych aktywów z zakresu telekomunikacji, to jest w końcu, niezbyt rzeczywista, wyceniona ponad standard rynkowy wartość tzw. cracków, czyli produktów wynikających z crackingu ropy naftowej. Jest to również efekt wysokich cen - wysokich choćby ze względu na perturbacje irackie, co dało wyjątkowe, jak na obowiązujące standardy, przychody, a przy niezmienionych marżach - nieoczekiwany, nadzwyczajny zysk firmy. (...) Dzisiaj wynik tej firmy jest w większym stopniu zasługą sprzyjającej koniunktury zewnętrznej niż rzeczywistych działań zarządu mających na celu poprawienie ogólnej kondycji spółki.”

Koncernowi nie pomaga również ujawnienie w ostatnim czasie szczegółów zebrania, które w konsekwencji doprowadziło do aresztowania prezesa Modrzejewskiego. Kaczmarek, który rzecz upublicznił i podał swoją interpretację całej sprawy twierdzi, że któraś z osób obecnych na tym spotkaniu - według niego w naradzie uczestniczyli: premier Miller, minister Siemiątkowski, prokurator Piwnik oraz sam Kaczmarek - wpłynęła na UOP, aby ten aresztował Modrzejewskiego i przez to pośrednio wpłynął na decyzje członków rady nadzorczej, która miała głosować m.in. nad „zmianami w składzie zarządu”. Zatrzymanie prezesa podziałało i rada następnego dnia po incydencie odwołała Modrzejewskiego z funkcji prezesa. Dzisiaj prokurator Barbara Kalinowska, która wydała wówczas nakaz zatrzymania, twierdzi przed sejmową komisją ds. służb specjalnych, że naciskał na nią UOP i jej bezpośredni zwierzchnicy, Miller, że kontrakt na dostawy ropy, który chciał podpisać były prezes, był szkodliwy, a ministrowie Siemiątkowski i Barcikowski potwierdzając słowa premiera dodają, że przed niekorzystną transakcją ostrzegał UOP-u. Szkodliwość tej umowy miała polegać na tym, że Orlen uzależniłby się od jednego dostawcy na dziesięć lat. Jednak sam Kaczmarek twierdzi, że żadnych sygnałów ze strony służb specjalnych nie było (w ujawnionym fragmencie notatki, na podstawie której były minister twierdzi, że nie było żadnych ostrzeżeń ze strony UOP, rzeczywiście brak takich uwag), a cała sprawa miała służyć temu, aby bardzo podobny kontrakt z tym samym dostawcą - poszerzony jedynie o nowego pośrednika - podpisał posłuszny władzom prezes Zbigniew Wróbel. W reakcji na rewelacje Kaczmarka 9 kwietnia szef ABW Andrzej Barcikowski odtajnił trzy notatki z 2001

i 2002 r., w których UOP ostrzegał, że w razie podpisania kontraktu Polska uzależni się od jednego źródła dostaw, co niekorzystnie odbije się na bezpieczeństwie energetycznym kraju.

Sam Leszek Miller zaprzecza jakoby zebranie miało dotyczyć potrzeby aresztowania prezesa przez służby specjalne, a jedynie sposobów powstrzymania Modrzejewskiego przed zawarciem niekorzystnego dla państwa kontraktu. W Sejmie, tłumacząc się ze swoich działań premier powiedział wręcz, że: „Minister Kaczmarek nie tylko wiedział, ale alarmował mnie, że taka sytuacja może mieć miejsce i będzie szkodliwa dla Orlenu”. Nawet jeżeli tak było, musi pojawić się pytanie, czy do zablokowania kontraktu łudząco podobnego do tego, który finalnie został podpisany, trzeba było angażować tajne służby? Cała sprawa budzi podejrzenia gdy weźmie się pod uwagę fakt, że minister Siemiątkowski wciąż utrzymuje, że o zatrzymaniu Modrzejewskiego dowiedział się dopiero od podległych mu współpracowników. Ponadto szczegóły samego kontraktu powinny być przecież ściśle tajne, dostępne tylko dla wąskiego kierownictwa, gdyż Orlen jest spółką publiczną, co oznacza, że nie może zdradzać wewnętrznych tajemnic - nawet na żądanie ministrów, a przecież w tej sprawie Ministerstwo Skarbu było dobrze poinformowane. Niejasność w tej kwestii budzi także fakt, iż o szczegółach dowiadujemy się dopiero po przeszło dwóch latach, kiedy już żadne deklaracje o uczciwości, działaniu na rzecz dobra kraju nie mogą być traktowane poważnie.

MW
GAZETA FINANSOWA
Źródło:
Tematy
Otwórz konto firmowe mBiznes Standard w mBanku wraz z kartą firmową Mastercard i zyskaj premię
Otwórz konto firmowe mBiznes Standard w mBanku wraz z kartą firmową Mastercard i zyskaj premię

Komentarze (0)

dodaj komentarz

Powiązane: pknorlen

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki