REKLAMA
HIPOTEKI

Ryzyko tu, ryzyko tam

Jacek Maliszewski2001-08-02 10:09
publikacja
2001-08-02 10:09

Ryzyko tu, ryzyko tam


Dzisiaj króciutko. Od wczoraj niewiele się zmieniło.

Opowiem za to małą historyjkę. Jest rok 1996 - końcówka. Stopy procentowe spadają. WIBOR na rynku międzybankowym także. Wszyscy odliczają, jak szybko inflacja dojdzie do 3-4% w skali roku. Wiadomo - trend jest jeden - spadkowy. Z racji swego stanowiska w Banku (który już nie istnieje) opracowuje raporty z wielkości ponoszonego ryzyka rynkowego (ryzyko stopy procentowej i kursu walutowego). Z analizy cykli wynika, mi, że może dojść do jakiegoś zwrotu na rynku. Wtedy jeszcze nie traktuję tego jako długotrwała zmiana - raczej jako korekta. Sygnalizuję sprawę na ALCO (Komitet Aktywów i Pasywów - czyli zebrania najważniejszych dyrektorów banku zajmujących się kredytami, skarbem, inwestycjami, itp.). Wskazuję, że znacząco wzrosło ryzyko rynkowe i zalecane jest zrównoważenie pozycji bilansu pod względem okresów przeszacowania aktywów (kredytu i papiery wartościowe) oraz pasywów (depozyty). Wysłuchano mnie z zainteresowaniem, po czym nie ustalono żadnych kroków w celu zmniejszenia poziomu ryzyka. Wiadomo - mniejsze ryzyko - mniejszy zarobek. A tu przecież wiadomo, że stopy będą dalej spadać! Podziękowano mi za referat i wychodzę na zewnątrz.

Mija półtorej roku. Stopy procentowe wzrosły w tym czasie z 19 do 26%. Bank zamiast zarobić kupę forsy, zarobił znacznie mniej. No cóż zdarza się. Ryzyko się zrealizowało i tyle. Ale patrzmy dalej. Wzywają mnie na ALCO. Jeden z dyrektorów zadaje pytanie: "Panie Jacku, kiedyś referował pan, że bank ma mocno ryzykowną strukturę bilansu. Jak pan wie, ponosimy teraz tego konsekwencje. Stopy idą w górę. My musimy wypłacać coraz wyższe odsetki od depozytów, a zyski z papierów skarbowych i kredytów nie rosną tak szybko. Czy można w jakiś sposób zabezpieczyć się przed tym?" Odpowiadam: "Przykro mi, przed tym ryzykiem już się nie zabezpieczymy. Ono już się realizuje. I teraz jedynie możemy się temu przypatrywać. Ale za to można się już teraz zacząć zabezpieczać przed nagłym spadkiem stóp procentowych". Mój rozmówca na to: "No ale teraz przecież stopy rosną, więc chyba lepiej zabezpieczyć się przed ich dalszym wzrostem?"...

Rozmowa ta trwała jeszcze długo. Powiem tylko, iż bank nie podjął decyzji o zrównoważeniu terminów przeszacowania. Spodziewano się dalszego wzrostu stóp i nawrotu inflacji. Zaczęto więc robić manewr polegający na przyjmowaniu depozytów na stałą stopę procentową i jednocześnie kupowano papiery skarbowe o krótszym okresie wykupu oraz udzielano kredytów na zmienną stopę procentową. Pech chciał, że i tym razem takie zwiększone ryzyko zadziałało na niekorzyść. W ciągu 12 miesięcy rynkowe stopy procentowe spadły z 26 do 13%... Wykres tego jest tutaj.

Po co przypominam tę historię? Po to, aby przestrzec wszystkich przed ignorowaniem ryzyka. Zawsze należy mieć świadomość z jego istnienia. Nigdy nie wiadomo bowiem, w która stronę podąży rynek w przyszłości. Przykładowo 10 miesięcy temu zacząłem nawoływać eksporterów do wykorzystanie faktu wysokiego kursu dolara i zagwarantować sobie tai kurs na przyszłość (nawet na 12 miesięcy naprzód) zabezpieczając się kontraktami terminowymi lub opcjami. Ale gdzież tam. Przecież trwał trend rosnący! Po co rezygnować z dodatkowych - pewnych pieniędzy. Po co zagwarantowywać sobie kurs dolara na 4,60 przez pół roku, gdy za parę miesięcy miało to być 5,20? Jak to się skończyło - wszyscy wiemy.

Kilka dużych firm popadło z tego powodu w spore tarapaty.

No cóż mówi się trudno. W maju i czerwcu sytuacja była dokładnie odwrotna. Zacząłem wtedy coraz głośniej wskazywać, iż warto skorzystać z silnej pozycji złotego i zagwarantować sobie niski kurs na najbliższe 12 miesięcy zabezpieczając się na rynku instrumentów pochodnych. Tym razem skierowane to było do importerów. I tym razem większość uznała, ze to nie ma sensu, bo za parę miesięcy euro spadnie do 3 złotych, a marka poniżej 1,5..

I teraz pora na epilog. W maju zaczęły do mnie przychodzić e-maile od zrozpaczonych eksporterów przerażonych tym, ze dolar spadł poniżej 4 złotych. Zadawano mi pytania "Jak zabezpieczyć się przed tym ryzykiem, o który od tak dawna pan wspomina?" Odpowiadałem, że teraz już za późno. Możemy się jedynie przyglądać, jak realizuje się to ryzyko na naszą niekorzyść. Na pocieszenie odpowiadałem, że za parę miesięcy przyjdzie odwrócenie ról, i wtedy troszkę sobie zrekompensują straty. Doradziłem także, by w kolejnym takim cyklu już nie dali się tak zrobić na skoro i kontrolowali ryzyko.

Obawiam się, że podobne maile zaczną do mnie napływać pod koniec roku, gdy kurs dolara będzie znacznie wyższy niż teraz. Tym razem importerzy zaczną rozpaczać i zadawać pytania "Jak zabezpieczyć się przed wzrostem kursu dolara?". A ja im wtedy z przykrością odpowiem, że czas na takie ubezpieczenie minął w czerwcu. A teraz możemy się jedynie przypatrywać co się dzieje z naszym topniejącym kapitałem....

Polacy chyba mają to do siebie, że ryzyko dostrzegają dopiero wtedy, gdy ono zaczyna się realizować. Teraz mamy tego przykład wzdłuż Wisły. Ryzyko się realizuje. Nie ubezpieczeni dobijają się do drzwi PZU, Warty i innych ubezpieczycieli. A ci zamykają im okienka przed nosem mówiąc "Teraz już za późno. Ubezpieczyć się trzeba było parę miesięcy temu". Ot i masz babo placek...

(JM)

Subiektywne prognozy trendów:
----------------krótki okres-----średni okres-----długi okres
----------------(do 1 mies)-------(do 3 mies)------(do 1 roku)
USD/PLN-------------U------------------U----------------U
EUR/PLN-------------U------------------U----------------U
EUR/USD-------------D------------------F----------------D
EUR/JPY--------------F------------------F----------------F
USD/JPY--------------U------------------F----------------U
koszyk-----------------U------------------U----------------U
D- spadek
U - wzrost
F- stabilizacja
Źródło:
Tematy
Darmowe konto firmowe na stałe? Sprawdzamy najlepsze oferty
Darmowe konto firmowe na stałe? Sprawdzamy najlepsze oferty

Komentarze (0)

dodaj komentarz

Powiązane:

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki