Tesla w ostatnich dniach przedstawiła elektryczną
ciężarówkę i supersamochód, który ma zostać najszybszym autem produkcyjnym.
Wielu inwestorów i komentatorów skupia jednak się nie na planach spółki, a na jej
problemach.
Tesla w końcu zaprezentowała zapowiadaną już od wielu miesięcy elektryczną ciężarówkę, a dziś poznaliśmy jej cenę. Elon Musk miał jednak jeszcze asa w rękawie – poza tym, co było już wiadome, pokazał gościom czwartkowej konferencji nowego roadstera, który ma być prawdziwą rewolucją.
Następca tesli roadster produkowanej w latach 2008-12 ma kosztować 200 000 dolarów – to dwa razy tyle co poprzednik. Dzięki funkcji Plaid mode ma być jednak znacznie szybszy – według zapewnień, ma przyspieszać do setki w niecałe 2 sekundy – to da mu tytuł najszybszego auta produkcyjnego. Sportowe auto ze stajni Tesli będzie wyposażone w imponującą baterię 250 kWh, która ma zapewnić aż 620 mil zasięgu, czyli prawie 1000 km. Do tej pory nie montowano w teslach baterii większych niż 100 kWh.
Takie zapowiedzi na wielu nie robią jednak zbyt dużego wrażenia. Osoby, które wolą twardo stąpać po ziemi, zamiast obracać się w sferze wizji i marzeń, nie zachwycają się wielkimi planami Tesli. Patrzą natomiast na wyniki osiągane przez spółkę, a te, łagodnie mówiąc, nie są zbyt dobre.
Tesla jedzie na stratach
Strata netto odnotowana w kwartale kończącym się 30 września wyniosła w przypadku Tesli prawie 620 mln dolarów. To prawie dwa razy więcej niż w poprzednim okresie (336,4 mln dolarów) pomimo wzrostu przychodów. W sumie od początku roku strata wynosi prawie 1,3 mld dolarów – w analogicznym okresie 2016 roku było to 553,6 mln dolarów.
Źle się dzieje także z produkcją modelu 3, która zgodnie ze słowami Muska opóźnia się już ponad miesiąc. Z planów produkcji na poziomie 1500 sztuk miesięcznie niewiele się urzeczywistniło – z taśm produkcyjnych zjechało zaledwie 260 egzemplarzy. Szef spółki już zapowiada, że w czwartym kwartale w wyniku relokacji pracowników na linie produkcyjne modelu 3 ucierpi produkcja modeli S i X – o 10 proc.
Słabe wyniki finansowe musiały się także odbić na innych obszarach działalności spółki. I tak, w zeszłym miesiącu od 400 do 700 zatrudnionych w Tesli otrzymało bez wcześniejszego zawiadomienia wypowiedzenia. Firma w oficjalnym stanowisku stwierdziła, że redukcja dotyczyła głównie działu sprzedaży i administracji w siedzibie głównej w Palo Alto w stanie Kalifornia, ale część puli do zwolnienia stanowią także pracownicy fabryczni we Freemont.
Na koszty i utratę reputacji z pewnością naraziła Teslę także wykryta ostatnio w ich samochodach usterka. Miała ona dotyczyć 11 000 egzemplarzy modelu X – elektrycznego SUV-a. Producent szacuje, że problem może dotyczyć tylko 3 proc. tej puli, ale wszystkie musiały trafić na warsztat w celu kontroli i ewentualnego usunięcia niedoskonałości.
Problem dotyczył montowania tylnych siedzeń – pisał portal CNBC. W wycofanych pojazdach kanapa mogła nie blokować się odpowiednio na swoim miejscu w pozycji pionowej. Winne miały być nieodpowiednio dokręcone przewody. Usterka była na tyle poważna, że mogła zagrażać życiu pasażerów podczas wypadku. Tylne siedzenia w przypadku uderzenia mogły przesunąć się do przodu kabiny wskutek niepoprawnego zablokowania konstrukcji.
Tesla jest „strukturalnie niedochodowa”
Znany amerykański inwestor Jim Chanos określa Teslę jako spółkę „strukturalnie niedochodową”. W wywiadzie dla Bloomberg Television, Chanos mówił: „Trzy lata temu ta firma miała przypuszczalnie zarabiać teraz. Teraz ma zacząć zarabiać do 2020 r. Podejrzewam, że jeszcze przed 2019 usłyszymy o 2025 r.”
„Akcje tej spółki są, prawdopodobnie bardziej niż jakiekolwiek inne, modelowym przykładem objawiania się nadziei i marzeń rynku byka” – dodaje inwestor.
„Jeśli przedsiębiorstwo, osiągające wielomiliardowe straty w cyklicznym biznesie, z dużym zadłużeniem, wątpliwą rachunkowością, z odchodzącą kadrą zarządzającą, prowadzone przez prezesa z wątpliwym stosunkiem do mówienia prawdy, nie sprawia, że chce się zająć krótką pozycję (zarabianie na spadkach akcji), to co może to spowodować?” – powiedział z kolei Chanos w wywiadzie dla agencji Reutera.
Chanos przypuszcza też, że prezes Tesli Elon Musk może opuścić spółkę przed 2020 r., aby skupić się na działającej w branży kosmicznej firmie SpaceX. Powód? Rywale producenta samochodów zaczynają oferować swój własny elektryczny asortyment i wchodzą w bezpośrednią konkurencję z Teslą.
„To nie będzie dobre dla Tesli”, uważa Chanos, mając na myśli ewentualne odejście Muska. „Jest oczywiste, że nie jest ona wyceniana jako producent samochodów, ona jest wyceniana ze względu na Muska”.
Musk kontra spekulanci
Sam Musk natomiast w ostatnich dniach ponownie skrytykował inwestorów przeprowadzających krótką sprzedaż. W czerwcu Musk odnosił się do nich w tweecie jako o „facetach, którzy tak bardzo chcą, żebyśmy zginęli”. Później dodał, że „po prostu chce, żeby przestali wtykać szpilki w lalkę voodoo przedstawiającą jego osobę”. W niedawnym wywiadzie dla magazynu "Rolling Stone" poszedł krok dalej i osoby zaangażowane w krótką sprzedaż Tesli nazwał "frajerami".
- Ciągle próbują wymyślić nowe fałszywe plotki i je rozpowszechnić. Kłamstwa i ataki na mnie są naprawdę opłacalne. To okropne, to bolesne - powiedział.
„Motoryzacyjny start-up” z Kalifornii, który jeszcze wiosną pod względem kapitalizacji przebił Forda i General Motors w zeszłym roku wygenerował 675 mln USD straty netto. W tym czasie te stare koncerny motoryzacyjne potrafiły zarabiać miliardy. Monumentalna wycena Tesli oparta jest obecnie wyłącznie o nadzieje na przyszłe zarobki. właśnie to jest powodem sporów na linii Musk-inwestorzy. Nie sposób z dużą pewnością przewidzieć przyszłość, więc wielu komentatorów/inwestorów woli raczej skupić się na tym, co jest widoczne już teraz. W przypadku Tesli (w dużym skrócie) widoczne na razie są przede wszystkim duże straty, piętrzące się problemy i zagrożenie ze strony konkurencji.
Adam Hajdamowicz




























































