Zaskakujący wzrost indeksu ISM mierzącego aktywność w amerykańskim przemyśle doprowadził w środę do euforii na rynku finansowym, co skutkowało zwyżką notowań ropy Brent aż o 2,6%.
Jednakże naftowe byki napotkały silną barierę w postaci rosnących zapasów surowca. Komercyjne rezerwy w USA zwiększyły się w zeszłym tygodniu aż o 3,4 miliona baryłek, czyli czterokrotnie więcej niż prognozowano. Spadła produkcja benzyny, zmalał import, ale za to nieznacznie wzrosło zapotrzebowanie na olej napędowy.
Zasadniczo nie były to jednak informacje zachęcające do zakupu ropy. „Zwyżka mogła być nieco przesadzona, więc dzisiaj możemy mieć delikatną korektę. Wszyscy czekają na piątkowe dane z amerykańskiego rynku pracy” – powiedział agencji Reutersa Christophe Barret, analityk z Credit Agricole.
W rezultacie w czwartek o godzinie 14:30 czarnym surowcem marki Brent handlowano po cenie 75,57 USD, czyli o 1,3% niższej niż wczoraj. Ropa z Teksasu kosztowała 73,41 dolary i była o 0,8% tańsza niż w środę.
K.K.

























































